Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kiedy Lech się przebudzi? Jeszcze w tym sezonie?

włącz .

Rundę jesienną Lech kończył trzema zwycięstwami i wielkimi nadziejami, że wzmocniona drużyna, bez dziur w składzie, będzie wiosną jeszcze mocniejsza. Trener otrzymał dużo czasu, by wpoić graczom własną filozofię gry i pożądaną taktykę. Władze Lecha, którym udało się zdobyć fundusz transferowy, mogły przystąpić do dzieła. W lutym mieliśmy podziwiać skutki tych działań, cieszyć się zwycięstwami.

Czy to, co pokazała drużyna w pierwszych meczach można nazwać falstartem? Z pewnością wyniki są gorsze od oczekiwań, a gra nie wygląda ciekawie. Jeszcze rozgrywki nie nabrały tempa, a Lech już trwoni punkty, oczywiście na wyjazdach. W tej materii nic się więc nie zmieniło. Zapowiedzi piłkarzy i sztabu szkoleniowego nie sprawdziły się. Można tracić punkty po twardej walce, nikt nie ma monopolu na wygrywanie. Problem w tym, że w Krakowie, a zwłaszcza w Szczecinie Lech nie zrobił wszystkiego, co w jego mocy, by wygrać. Nie pojechał jak po swoje. Nie jest jeszcze drużyną, której obojętne, gdzie mierzy się z przeciwnikiem. Ten słabszy, jeżeli pokaże odrobinę determinacji, łatwo odbiera mu punkty.

Uzupełnianie składu kosztowało klub duże pieniądze. Być może wydatki te zaprocentują jeszcze w tej rundzie, ale udanego startu i szybkiej pogoni za Legią nie spowodowały. Nowi zawodnicy pokazali się w drużynie nie od razu i nie wszyscy okazali się jej zbawcami. Najlepiej wypadł ten debiutujący najpóźniej – Arnaud Djoum. Widać, że z niejednego piłkarskiego pieca jadł chleb. Ma doświadczenie, nie wykonuje głupich ruchów, potrafi odebrać piłkę i ją z korzyścią dla drużyny rozegrać. Nawet w swym debiutanckim meczu nie był gorszy od Łukasza Trałki cieszącego się opinią niezastąpionego. Mając w środku boiska takich zawodników, jak ci dwaj i do tego Karol Linetty, można odetchnąć z ulgą. To już nie jest najsłabsza personalnie formacja Lecha.

Niepokoi słaba forma kilku kluczowych piłkarzy. Gorsza postawa Szymona Pawłowskiego jest zrozumiała, zimą przeszedł zabieg ścięgna Achillesa i potrzebuje czasu na odzyskanie klasy. Pytanie tylko, czy powinien dochodzić do siebie w pierwszym składzie drużyny walczącej o wysokie cele. Bardziej pomogliby jej inni piłkarze, co w Krakowie udowodnił Keita. Pawłowskiego możemy rozgrzeszyć, ale zła gra Hamalainena to przykra niespodzianka – taka sama, jak zdrowotne kłopoty Jevticia.

Zaur Sadajew to jeden z nielicznych piłkarzy Lecha dających z siebie więcej niż jesienią, i to mimo opóźnionego rozpoczęcia przygotowań. Nie wiemy, czy nagle nie wróci do tego, co budziło krytykę kilka miesięcy temu, ale jeżeli nawet jako napastnik ciągle będzie dowodził swej wartości, to i tak niewiele wskóra bez wsparcia kolegów. Dużo łatwiej byłoby o zwycięstwa, gdyby trener miał do dyspozycji będących w uderzeniu Hamalainena, Jevticia, Linetty’ego. Lech ma teraz mocny, wyrównany skład. Oby jak najwcześniej trener mógł w pełni z niego korzystać.

Przed Lechem wyjazd do Pruszkowa na mecz Pucharu Polski. Dla trenera to możliwość rotacji składem. Po kilku dniach czeka nas jeden z kluczowych meczów sezonu – na Bułgarską przyjedzie Jagiellonia. W następnej kolejce Lech jedzie do Bydgoszczy. Jeżeli w konfrontacji ze swym byłym trenerem nie dowiedzie, że gra na wyjazdach przestała być jego bolączką, to nie mamy co marzyć o szturmie na pozycję lidera. Ambitne plany trzeba będzie odłożyć na kolejny sezon. To byłaby zła wiadomość dla władz Lecha. Brak wielkich emocji to brak ludzi na stadionie, czyli mniejsze wpływy finansowe.

Józef Djaczenko