Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

To był falstart. Mamy powody do niepokoju?

włącz .

Po pierwszym ligowym meczu w tym roku nie jest łatwo ocenić postawę drużyny, bo Lech zagrał w składzie dużo słabszym od optymalnego, a na jego postawę wpływ miały takie okoliczności, jak boisko w niczym nie przypominające tego, na którym trenował przez kilka tygodni w Turcji. To jeszcze nie był ten Lech, na którego czekamy. Co więcej – to był Lech dużo gorszy od drużyny z najlepszych meczów rundy jesiennej.

Drużyna ma w składzie czterech dobrych bramkarzy. Jeden z nich to zawodnik z dużym potencjałem, ale jeszcze bez ekstraklasowych kwalifikacji. Jasmin Burić akurat się leczy, co w jego przypadku nie jest stanem wyjątkowym. Krzysztof Kotorowski zastanawia się nad zakończeniem bogatej kariery. Bramkarzem numer 1 został w ten sposób Maciej Gostomski. Potrafi rozgrywać bardzo dobre mecze. W sobotę nie mógł błysnąć klasą, bo Pogoń rzadko oddawała strzały, a kiedy trzeba było wykazać zdecydowanie – „Gostek” zawiódł. Przy stałym fragmencie gry w 3 minucie ni to wychodził na przedpole, ni się cofał, aż został przelobowany przypadkowo odbitą piłką. Trudno go obarczać winą, mógł się jednak zachować dojrzalej. Nie budził zaufania, potrafił „wypluć” piłkę po strzale z dystansu. Trener bramkarzy ma o czym myśleć.

Lech nastawił się na zbudowanie mocnej defensywy, zapewnienie trenerowi komfortu wyboru. W Szczecinie nie pokazała niestety, że spisuje się lepiej niż jesienią, zagrała zresztą w takim samym zestawieniu. Tomek Kędziora mógł zdobyć bramkę, gdy po dośrodkowaniu z wyczuciem musnął piłkę głową. W defensywie błędów nie popełniał. Także Henriquez ani nie zawiódł, ani niczym nadzwyczajnym nie błysnął. „Kamyk” nie demonstrował umiejętności wyjścia z piłką z defensywy, strzałów głową po stałych fragmentach gry, a samych rzutów rożnych Lech wykonał mnóstwo. Na ocenie Arajuuri’ego zaważył gol, ale w kilku momentach doprowadził kibiców do wściekłości. Lech musi atakować, czas ucieka, a on nie może wyzbyć się nawyku wycofywania piłki z połowy boiska do bramkarza. Jeśli nie potrafi, albo się boi zagrywać do przodu, trener może sięgnąć po Kadara lub (za chwilę) Wilusza.

Łukasz Trałka walczył w defensywie, przerywał akcje Pogoni, ale grzeszył tym, co zawsze: niecelnymi podaniami, złymi decyzjami, nadmierną ostrością w interwencjach. Słaby mecz rozegrał Jevtić. Kilka razy popisał się mocnym, celnym podaniem, ale były i zagrania nieudane, proste straty, strzały panu Bogu w okno. Potrafi o wiele więcej, ten mecz mu nie wyszedł. Jeszcze słabszy był Hamalainen. Pogoń pokazała, jako łatwo można go zneutralizować – wystarczy się wycofać, odebrać mu przestrzeń, nie pozwolić się rozpędzić, a w ataku pozycyjnym Kasper traci większość walorów.

Jesienią siłą Lecha i głównym motorem napędowym jego ataku były skrzydła. W Szczecinie na boisko od początku nie wybiegli ani Lovrencsics, ani Pawłowski. Darek Formella gra coraz lepiej, był w pierwszej połowie jedynym zawodnikiem Lecha powodującym zagrożenie pod bramką Pogoni, ale źle się rozumiał z kolegami, nie widzieliśmy więc znaku firmowego Kolejorza – szybkich akcji z częstą zmianą pozycji i błyskawicznymi podaniami. W ataku Lech grał statycznie, jednostajnie, po prostu nudno, a do tego z licznymi błędami i prostymi stratami. Kownacki był słabszy i mniej produktywny niż Formella. Twierdzi, że dobrze się czuje na skrzydle, ale nie potwierdził tego w czynach. Wydaje się, że większy pożytek jest z niego w środku boiska.

Najsłabszą formacją Lecha jest atak. Sadajew uległ kolejnej kontuzji, więc trener wystawił Ubiparipa, który przejawiał ochotę do gry, starał się być aktywny, ale nic z tego nie wynikało. W sumie mamy więc sytuację absurdalną. Władze Lecha nastawiły się zimą na wzmocnienie defensywy, ta zaś gra wcale nie lepiej niż jesienią, drużyna już na początku traci bramkę po stałym fragmencie gry. Nie tylko obrońcy, ale wszyscy piłkarze Lecha mieli obowiązek zachować się lepiej. Kiedy potem trzeba gonić wynik, bezradność w ataku jest żenująca. Ta formacja została zaniedbana, dopiero latem klub ma znaleźć napastnika na miarę swoich aspiracji. Tak się nie postępuje, gdy trzeba sięgać po sukcesy dziś, teraz, natychmiast. Nie można odkładać zwycięstw na później.

Najwygodniej byłoby potraktować szczeciński falstart jako wypadek przy pracy, konsekwencję osłabień, pecha, fatalnego boiska. Jeżeli to się nie powtórzy, to wszystko będzie w porządku, ale tylko naiwni uwierzą, że wnioski zostaną wyciągnięte, Lech zawsze już będzie grał pewnie w obronie i szybko oraz skutecznie w ataku. Wiemy już, że to nie będzie łatwa runda, bo drużyna – wbrew zaklęciom i nadziejom – wcale nie jest dużo lepsza niż jesienią. Klub wydał miliony na wzmocnienia, ale owoców tego jeszcze nie zbiera, a czas ucieka, punkty też.

Trenerzy obu drużyn podpatrywali się wzajemnie podczas sparingów, bo trenowali blisko siebie w Turcji. Przebieg szczecińskiego meczu pokazał, że Pogoń lepiej to wykorzystała. Pokazała, że wystarczy mądrze się ustawić, by pozbawić Lecha wszystkich atutów. Poznański klub nigdy by nie sięgnął po zawodników, jakich zimą sprowadziła Pogoń, oni jednak w niczym nie ustępowali gwiazdom Kolejorza, a klasą dla siebie był Murawski, którego Lech rok temu pozbył się lekką ręką. Jest więc czego się bać. Jeżeli drużyny z ligowej czołówki racjonalnie wykorzystały przerwę zimową, Lechowi wcale nie będzie łatwo o awans do europejskich pucharów. Niejedno jednak jeszcze się zmieni, a pierwszy mecz wiosny nigdy – na nasze szczęście – nie decyduje o przebiegu całej rundy.

Józef Djaczenko

fot. Mateusz Szymandera