Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Prawda czasu, prawda ekranu

włącz .

O wydarzeniach na stadionach i w ich pobliżu znów zrobiło się głośno. Przy Bułgarskiej było jak zwykle bezpiecznie, a na dodatek radośnie, ale i tak komentatorzy nie omieszkali skorzystać z okazji, by siać dezinformację, psuć Lechowi opinię. W naszym kraju można w ten sposób postępować zupełnie bezkarnie, nikt nie reaguje na powtarzane z dużą konsekwencją głupoty.

Hiszpania przedstawiana jest w Polsce jako wzór piłkarskiej kultury. Na stadiony przychodzą całe wielopokoleniowe rodziny, kibicowanie swojej drużynie to tradycją, atmosfera jest wspaniała, a mecze stoją na najwyższym poziomie. A jednak właśnie tam, podczas jednego weekendu, nastąpiły wydarzenia mrożące krew w żyłach. Podczas starć kibiców jeden z nich poniósł śmierć. W trakcie innego meczu cios butelką w głowę dostała największa gwiazda światowej piłki.

Gdyby wydarzyło się to w Polsce, łatwo sobie wyobrazić ogólnonarodową dyskusję. Im rzadziej politycy i dziennikarze oglądają stadiony, tym głośniej domagaliby się rozliczania, zamykania, rozpędzenia. Ignoranci zawsze mają najwięcej do powiedzenia. Nieudana nowelizacja ustawy „stadionowej” to dowód, ile mogą zepsuć nadgorliwi idioci. Próbowali bez żadnej przyczyny, bez najmniejszego uzasadnienia dokręcić kibicom śrubę, więc uchwalili potworek prawny, natychmiast odrzucony jako sprzeczny z Konstytucją i innymi aktami prawnymi.

W Hiszpanii krew się polała, ale czy ktokolwiek poważyłby się tam wygonić ludzi ze stadionów? Czy partyjny kacyk pełniący ważny urząd w administracji państwa wpadłby na pomysł organizacji meczu bez udziału kibiców? W żadnym cywilizowanym kraju nikomu nie przyszłoby to do głowy. Jeżeli zdarza się nieprawidłowość, nikt nie mści się na wszystkich chodzących na stadion. To tak, jakby na którymś z osiedli zdarzyła się kradzież, więc nałożono sankcje na wszystkich mieszkańców. Odpowiedzialność zbiorową stosowali w Polsce hitlerowscy okupanci, rozstrzeliwujący setki lub tysiące za „zbrodnię” jednostki. W ich ślady próbują iść współcześni komendanci policji i wojewodowie.

Nikt z polskich komentatorów nawet się nie zająknął, że u nas od wielu lat nie zdarzyło się to, co w Hiszpanii, co powtarza się co tydzień w innych zachodnich krajach. Natomiast popisy kibiców Legii w Belgii to dla „znawców” tematu prawdziwy dar z nieba. Dyskusja na temat „kibolstwa” i bandytyzmu na polskich stadionach wybuchła ze zdwojoną siłą. Na dodatek mówi się nie tylko o Legii. Zachowanie jej kibiców uznane zostało za dobry pretekst, by porozmawiać o stadionie w Poznaniu.

Czołowa telewizja (dez)informacyjna, znana z organizowania krucjaty przeciwko „kibolstwu”, rozsiewania plotek o „płonących stadionach” w Polsce, zaprosiła na wieczorną rozmowę szefa sportu czołowego polskiego dziennika, gazety poważnej, opiniotwórczej. Ten zaś przejechał się po ludziach chodzących na stadion w Warszawie, jakby właśnie tam odbyły się wydarzenia, za które UEFA nałożyła sankcje na Legię. Płynnie przeszedł do stadionu w Poznaniu powtarzając plotki rozsiewane przez inną gazetę – że Lech jest zakładnikiem „kiboli”, że szantażują oni władze klubu, żeby czerpać profity z handlu pamiątkami.

W normalnym kraju powtarzanie takich oszczerstw miałoby wymierne finansowe konsekwencje. My jednak żyjemy w świecie absurdu. Poważny dziennikarz poważnej gazety albo daje dowód całkowitej ignorancji, co go dyskwalifikuje jako zawodowca, albo rozsiewa kłamstwa, co go dyskwalifikuje jeszcze bardziej. Ofiara pomówień przyjmuje je z wyrozumiałością, a potem dziwi się, że potencjalni kibice, czyli ludzie nie chodzący jeszcze na stadion, ani myślą uczestniczyć w bezprawiu z udziałem „kiboli”.

Warto przypomnieć, że kiedyś klub zareagował właściwie i postawił swego głównego oszczercę przed sądem. Jeżeli wyrok pierwszej instancji zostanie podtrzymany, trzeba będzie przepraszać za kłamstwa zawarte w tekstach o charakterystycznych tytułach: „Czy wreszcie przestaniemy klęczeć przed kibolem” i „Kto w kibolu widzi partnera”. Póki co lekcja poszła na marne, bo szef sportu innej gazety zupełnie bezkarne powtarza podobne bzdury.

Józef Djaczenko