Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W poczuciu tymczasowości

włącz .

Mecz Lecha z Górnikiem Zabrze prawdopodobnie obejrzy 12-13 tysięcy zziębniętych osób. Jak na warunki atmosferyczne, które nam nastały, byłby to całkiem niezły wynik. Wszyscy jednak pamiętamy, że stadion zapełniał się do ostatniego miejsca w warunkach arktycznych. Ludzie mogą cierpieć, byle tylko oglądać swoją drużynę wznoszącą się na wyżyny. Nie przyjdą natomiast na stadion, gdy cierpieniem jest samo oglądanie tej drużyny.

Kilka lat temu Lech miał w ręku wszelkie atuty pozwalające zbudować drużynę, która zdominuje rozgrywki w kraju i stanie się silną marką w Europie. Wszystkie te wartości przepadły i nie ma już sensu wyliczać, kto i co schrzanił, kto zawinił, kto podjął głupie decyzje, a kto kurczowo trzymał się ich latami. Zawiódł klub jako całość. Właściciel przekonał się, że do odniesienia sukcesu nie wystarczy w miarę stabilna sytuacja finansowa i wsparcie tysięcy fanów. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak to się robi. W Lechu nie wiedzieli. Myśleli, że można się obyć bez ludzi z pojęciem. Takich, jacy pracują w biedniejszych klubach czeskich, czy nawet w BATE Borysów.

Maciej Skorża i jego najbliżsi współpracownicy to w Lechu jedyne od kilku lat osoby, o których można powiedzieć, że wiedzą, o co chodzi we współczesnym futbolu. Nikt z nich nie jest samoukiem, każdy ma doświadczenie ligowe, międzynarodowe lub reprezentacyjne. Pracują w Poznaniu od zaledwie trzech miesięcy, a w tym czasie cudów zdziałać nie można, szczególnie gdy ma się do dyspozycji drużynę po przejściach, rozchwianą emocjonalnie.

Z każdego kryzysu można wyjść, jeżeli tylko ma się na to pomysł. Żaden klub nie rozwija się w jednakowym tempie. Nawet ten, któremu pisane są sukcesy, od czasu do czasu wpada w tarapaty. Potężna dziś Borussia Dortmund dzięki rozsądkowi, cierpliwości, fachowości kilku osób pokonała problemy grożące nawet całkowitym upadkiem. W każdej dziedzinie trzeba mieć szczęście do ludzi. Nam w Poznaniu nie było to ostatnio dane. Właściciel Lecha z pewnością wie, przez co stracił miliony i zamiast zbudować potęgę, dorobił się kilku kryzysów. Pytanie, czy znów górę weźmie jego legendarna cierpliwość i wiara, że wszystko jest lepsze od radykalnych ruchów.

Oglądając w niedzielę w akcji naszą drużynę pamiętajmy, że to nie jest twór ostateczny. Cel jest teraz jeden – zminimalizować straty, by wiosną było jeszcze co ratować. Pozostaje wierzyć, że zmiany, jakie tu nastąpią zimą, ocalą sezon. Czy będzie to wstęp do lepszych czasów? Obawiam się, że jeżeli głównym, a właściwie jedynym celem tego klubu nie stanie się sportowy sukces, to nie doczekamy pełnych trybun bez względu na panujące warunki.

Józef Djaczenko