Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trudna sztuka zdobywania bramek

włącz .

Za remis przyznaje się tylko punkt. Gdyby z trzech ostatnich meczów Lech haniebnie przegrał dwa, skupiając na sobie ostrą krytykę, a jeden wygrał, miałby tyle samo punktów co teraz, po trzech remisach i całkiem niezłej grze. Co z tego, że w Białymstoku, Gdańsku i w spotkaniu przeciwko Wiśle pozostawił po sobie dobre wrażenie, skoro za chwilę może w tabeli znaleźć się za Legią. Tą samą, którą w Poznaniu rozniósł, ale która nie remisuje ostatnio lecz wygrywa.

Żarty się skończyły. Teraz już trzeba wygrywać

włącz .

Po trzynastu ligowych kolejkach, czyli prawie w połowie zasadniczej części sezonu, można pokusić się o ocenę siły Lecha, jakości transferów, perspektyw na ciąg dalszy rozgrywek. Na pierwszy rzut oka – nie ma się do czego doczepić. Zajmuje pierwsze miejsce w tabeli, rzadko przegrywa, zdemolował największego przeciwnika, nie dał się pokonać na wyjazdach drużynom, które w poprzednim sezonie w lidze rządziły. Niedosyt jednak jest spory, bo nie udało się wykorzystać słabości głównych rywali.

Wiemy już, jak Lech nie może zagrać w Gdańsku

włącz .

W Białymstoku Lech spisał się dużo lepiej niż w poprzednich spotkaniach wyjazdowych, ale to, co pokazał w drugiej połowie dyskwalifikuje go jako kandydata na mistrza. Grając w ten sposób nie ma szans na osiągnięcie sukcesu w Gdańsku. Po przerwach na mecze reprezentacji nigdy nie grało mu się dobrze, rzadko wtedy wygrywa. W tym właśnie nadzieja – trudny moment ma za sobą. Jeśli się pozbiera i poprawi to, co ostatnio szwankowało, przeciwstawi się Lechii.

Piłkarska jakość. Tego brakuje Lechowi

włącz .

Gdańsk to trudny teren, a Lechia ma w składzie dobrych piłkarzy. Była jednak do ogrania. Odniosła sukces, bo udało się jej nie przegrać z drużyną lepszą w tym spotkaniu. Pomogły jej słabe ogniwa i indywidualne błędy przyjezdnego zespołu. Skoro tak słaba, pełna błędów gra wystarcza do liderowania w ligowej tabeli, to nie ma co się dziwić, że polskie kluby nie liczą się w Europie.

Rzut okiem na... grę bez napastników

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Brak napastników to temat w Lechu znany jeszcze od momentu odejścia Rudnevsa z małą przerwą na epizod Robaka. W Białymstoku problem ten osiągnął kumulację jak w Lotto stawka powyżej 20 milionów. Nicki Bille to naładowany energią taran, który biega bez sensu, piłka mu przeszkadza a do tego jeszcze po zakończonej akcji lubi człapać przez dłuższą chwilę za plecami obrońców przeciwnika, jakby nie wiedział, że będąc na takim spalonym uniemożliwia rozegranie szybkiej kontry swojemu zespołowi. Taki już jego urok jako napastnika, który napastnikiem może być - co najwyżej - w jakiejś lidze regionalnej.