Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Debata. Dlaczego wojewoda zamyka najbezpieczniejszy stadion w Polsce?

włącz .

Kibicowanie po poznańsku – taki był temat debaty zorganizowanej przez Lecha Poznań z udziałem kibiców, administracji państwa, polityków, dziennikarzy, w przyszłości także polityków, o ile zechcą wziąć udział. Spotkanie odbyło się w niedzielę na stadionie. Gdy rozmowa zeszła na temat odpalania rac, zdominowały one dyskusję. Kibice Lecha są najliczniejsi, najlepsi, ale nie wyrzekną się pirotechniki twierdząc, że byłby to pierwszy krok w kierunku ograniczenia ich wolności i tożsamości.

Głównymi bohaterami dyskusji zorganizowanej w sali konferencyjnej byli prezes Lech Karol Klimczak, prezes Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań Piotr Ciesielski, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim Waldemar Paternoga oraz policjanci – młodsi inspektorzy Robert Kasprzyk i Maciej Nestoruk. Dyskusję moderował Łukasz Borowicz, rzecznik prasowy Lecha.

Punktem wyjścia było pytanie: czym kibicowski Poznań wyróżnia się na tle innych miast? Zdaniem prezesa Karola Klimczaka kibice Lecha są przewidywalni, dobrze zorganizowani, cieszą się dobrą opinią płynącą także zza granicy. Na stadion coraz liczniej przychodzą kobiety i dzieci. Czarne owce zdarzają się, ale to sprawa normalna w każdym środowisku. Co ciekawe, przedstawiciele policji też mają o kibicach dobre zdanie. Jedyne zastrzeżenie – odpalane race, co jest przestępstwem. – Jesteśmy przeciwni odpalaniu pirotechniki, ale jesteśmy też przeciwni decyzji o zamykaniu stadionu. Jest ona słaba, nielogiczna, nieracjonalna, niezrozumiała – podkreślił prezes Klimczak.

Piotr Ciesielski zauważył, że przypadków łamania prawa było w sezonie 26, co jest liczbą symboliczną, gdy na stadionie zjawiło się 330 tysięcy osób, najwięcej w Polsce. – Średnio na nasz stadion przypada najmniejsza liczba policjantów, przy najwyższej frekwencji – dodał prezes SKLP. Natomiast Waldemar Paternoga, reprezentujący wojewodę mówił to samo, co Piotr Florek – o łamaniu prawa. – Kibice powinni zgłaszać, że ktoś łamie prawo odpalając race – powiedział. Zachęcał też do zastosowania obywatelskiego zatrzymania sprawcy. Piotr Chołdrych, redaktor naczelny LechTV pytał potem dyrektora Paternogę, czy widzi siebie w roli człowieka wchodzącego do Kotła, by dokonać obywatelskiego zatrzymania.

Paweł Leszek Klepka, prezesujący obecnie pierwszoligowemu akademickiemu klubowi koszykarek, a w przeszłości współzałożyciel pierwszych klubów kibica Lecha zapewnił, że gdyby był na miejscu wojewody, podjąłby identyczną decyzję – zamknąłby cały stadion. Nie było innego wyjścia. Nie wszyscy się z tym zgodzili. – Ukaranie 20 tysięcy Bogu ducha winnych osób dlatego, że kilkadziesiąt innych odpaliło racje, to była głupia decyzja, nigdy jej nie zrozumiem – stwierdził prezes Klimczak. Inne osoby dawały przykłady sytuacji w innych miastach, gdzie za większe przewinienia zamykano tylko jedną trybunę. Na przykład wojewoda mazowiecki nie stosuje tak drastycznych represji. Wojewoda Florek miał inne rozwiązania, zastosował najbardziej dotkliwe dla klubu i kibiców.

Przedstawiciel wojewody mówił o zagrożeniu pożarem, o panice na trybunach, gdyby zapłonęła sektorówka, o działaniach ratunkowych wojewody. Pozostali dyskutanci nie rozumieli, w jaki sposób wyludnienie całego stadionu na następnym meczu może być działaniem ratującym przed pożarem. Policjanci przedstawili inną motywację stosowania represji. Gdyby race odpaliła taka sama liczba niezależnych od siebie osób, nie byłoby odpowiedzialności zbiorowej. To jednak była akcja zorganizowana, rodzaj manifestacji, nie można było nie zareagować.

Mirosław Jankowski z Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej, wieloletni kierownik drużyny Lecha chciał wiedzieć, jakie są straty klubu wynikające z kar nakładanych za odpalanie rac. – Kilkaset tysięcy złotych – wyjawił prezes Klimczak. Radosław Majchrzak i Piotr Ciesielski ze SKLP zwrócili uwagę, że przygotowujący oprawy kibice to nie tylko straty finansowe. Wiele osób przychodzi na stadion nie tylko po to, by oglądać mecz, ale i napawać się atmosferą, podziwiać oprawy, słuchać dopingu. Kibice zwiększają frekwencję, a więc zapełniają budżet klubu a nie go opróżniają.

Przedstawiciele policji zapewnili, że łamanie prawa będą ścigać. Radzili, by kibice próbować doprowadzić do zmiany przepisów – zalegalizować bezpiecznie stosowaną pirotechnikę. Paweł Leszek Klepka zauważył, że w debacie powinni uczestniczyć także politycy, bo od nich najwięcej zależy. – Oni wolą pójść na mecz do sky boxu i wypiąć tam brzuchy – podsumował. Uczestnicy debaty uznali, że wyjście przez kibiców z inicjatywą ustawodawczą ma sens. Pytanie tylko, czy politykom rzeczywiście zależy na zażegnaniu konfliktu z nimi, czy wolą go podsycać i chwalić się własną bezkompromisowością.

Józef Djaczenko