Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kibice ogłaszają bojkot. Żądają spotkania z właścicielem klubu

włącz .

Nigdy jeszcze relacje między kibicami Lecha a władzami klubu nie były tak złe. To już nie jest zwykły konflikt. Fani mają dość zarządzania klubem jak spółką rynkową, której jedynym celem jest generowanie zysków. Żądają tego, co – nie tylko ich zdaniem – jest powinnością Lecha Poznań: zdobywania trofeów. W ostatnim meczu sezonu zaprotestowali w formie najostrzejszej z możliwych. Władze klubu nakazały im opuszczenia zajmowanych na stadionie pomieszczeń.

Od kilku lat kibice wyrażają niezadowolenie ze sposobu zarządzania klubem. Nie przemawia do nich to, czym szczyciły się władze Lecha – spokojnym prowadzeniem biznesu, unikaniem szaleństw transferowych, równoważeniem budżetu, planowaniem dobrych wyników w odległej przyszłości, np. w roku 2020. Domagają się tego, co jest sensem prowadzenia sportowej działalności: dobrych wyników. Chcą profesjonalizmu w zarządzaniu sportem, fachowego budowania drużyny, a nie kultywowania cyklu od kryzysu do kryzysu, od zwolnienia w trakcie sezonu jednego trenera, do zwolnienia jego następcy.

W zakończonym sezonie mieli prawo do szczególnego niezadowolenia. Drużyna miała ogromne szanse na mistrzostwo, wszystkie atuty we własnych rękach. W rundzie dodatkowej, w niewytłumaczalny sposób, przegrała wszystkie domowe mecze i na końcu trzeba było drżeć o zakwalifikowanie się do Ligi Europy. Podczas ostatniego ligowego meczu doprowadzili do jego przedwczesnego przerwania i ogłoszenia walkoweru. Określili to jako radykalną formę protestu. Cała Polska mówi o chuligańskich wybrykach. Administracja rządowa nałożyła na klub drakońskie kary. Pierwszy ligowy mecz z udziałem kibiców może się odbyć dopiero pod koniec października.

Zapowiada się jednak na dłuższą nieobecność kibiców na stadionie, przynajmniej tych z Kotła. Władze klubu nakazały Stowarzyszeniu Kibiców Lecha Poznań oraz ultrasom opuszczenie pomieszczeń przy Bułgarskiej – biura i magazynu. Odpowiedzią było opublikowanie oświadczenia grup kibicowskich i ogłoszeniem bojkotu wszelkich działań klubu.

 „W zeszłym sezonie osiągnęliśmy najwyższą średnią frekwencję w kraju, zaliczaliśmy też najliczniej na polskiej scenie wyjazdy za swoim klubem. Angażowaliśmy się w wiele akcji, nakręcaliśmy małolatów i nowe osoby na mecze, na każdym spotkaniu zdzieraliśmy gardła, przygotowywaliśmy mniejsze lub większe oprawy, wszystko po to by uświetnić mecze naszego ukochanego Kolejorza, a także - zapewniając odpowiednią otoczkę - pomóc jego piłkarzom w walce o najwyższe cele. Stanowiliśmy też ogromną wartość marketingową co władze klubu zawsze wykorzystywały jako swój atut w każdym względzie. Wszystko to robiliśmy stale, mimo że im dłużej trwał sezon, tym doznawaliśmy coraz więcej boiskowych upokorzeń - niezrozumiałych remisów, bolesnych porażek, a przede wszystkim fatalnej postawy drużyny, pozbawionej zaangażowania, werwy i koncepcji. Rządzący klubem jak zawsze nie reagowali, tylko cierpliwie czekali nie wiadomo na co, w imię zasady "jakoś to będzie". Pokazali, że dochody z działalności klubu są dla nich ważniejsze niż zranione uczucia tysięcy ludzi”.

Piszą też, władze klubu kibicowski protest z końcówki meczu przeciwko Legii przedstawiają jako zwykłą zadymę. Twierdzą, że czynnikiem wspierającym wdrożoną przez klub procedurę odwoławczą od kar jest walka z przejawami rzekomego bandytyzmu stadionowego. Domagają się spotkania z właścicielem klubu Jackiem Rutkowskim. Żądają, by odbyła się ono najpóźniej do końca czerwca.

”Żądamy szczerej rozmowy, na którą było Pana stać w 2011 roku, a potem konkretnych działań. Wierzymy, że w przeciwieństwie do prezesa, który pogrążył się w antykibicowskim szaleństwie, Pan podejdzie do sytuacji Lecha z rozsądkiem i wyrachowaniem, nie starając się jak on gasić pożaru benzyną. Z kibicami, czy to w małych czy w wielkich klubach - nikt jeszcze przekonująco nie wygrał”.

Do czasu tego spotkania kibice ogłaszają zaprzestanie wszelkich działań promujących mecze domowe Kolejorza, co ma dotyczyć także inicjatyw sponsorskich. Nie zamierzają kupować biletów ani karnetów. Chcą spotkać się z Ivanem Djurdjeviciem, którego określają jako „jednego z nas”. Zapewnią go, że ma ich wsparcie, mimo nieobecności na trybunach. Poinformują też piłkarzy, co to znaczy grać dla Lecha, jak należy prezentować się na boisku.