Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Czekając na „przyjaciół” z Wrocławia

włącz .

Gdyby wśród kibiców Lecha przeprowadzić plebiscyt na najbardziej nielubiany klub, Śląsk Wrocław znalazłby się w czołówce. Tak jest teraz, tak było zawsze, a uczucia te są odwzajemniane. O ile jednak niektórym swym odwiecznym wrogom fani Kolejorza potrafią niekiedy okazać szacunek, to Śląska nigdy to nie dotyczyło. W niedzielę 800-osobowa grupa „przyjaciół” Lecha zasiądzie na INEA Stadionie w sektorze gości. Fanów Wisły tym razem wśród nich nie będzie.

Śląsk powstał jako klub wojskowy. W czasach komunistycznych chętnie „przygarniał” piłkarzy, którzy powoływani byli do wojska, a w składzie Legii się nie mieścili. Zdarzało się, że zawodnicy, którym służba się skończyła, zostawali w Legii na dłużej (czasami na całe życie). Śląska to nie dotyczyło, gra w tym klubie nie nobilitowała. Piłkarzem, który zrobił dużą karierę w Lechu, ale wcześniej odbywał służbę wojskową w Śląsku, był słynny bombardier Roman Jakóbczak.

Przyczyny szczerej nienawiści, jaką darzą Lecha w Szczecinie, łatwo wskazać. Kibice Pogoni, zaprzyjaźnieni przez długie lata z Legią, mieli uraz za ucieczkę z ich klubu do Lecha Romana Jakóbczaka i Włodzimierza Wojciechowskiego, Wielkopolan z pochodzenia. Z biegiem lat nienawiść między tymi klubami umacniała się. Mecze z Kolejorzem są dla fanów Pogoni najważniejszym wydarzeniem sezonu, rodzajem derbów. Natomiast kibice Lecha starciami z Pogonią aż tak bardzo się nie fascynują. Mają ważniejszych wrogów.

Trudno natomiast wskazać jednoznaczne przyczyny wzajemnej niechęci Śląska i Lecha. Można powiedzieć, że było ich wiele i występowały od niepamiętnych czasów. Niewątpliwy wpływ na to miała niewielka odległość dzieląca Poznań i Wrocław, a także rywalizacja tych dwóch miast. Co charakterystyczne, we Wrocławiu Lech spotyka się z przejawami nienawiści w najczystszej postaci, natomiast u kibiców Lecha obserwuje się coś w rodzaju pogardy. Z „Kiepskich”, czyli „malinowych nosów” w Poznaniu bardziej się drwi niż manifestuje do nich wrogość.

Skąd określenie „malinowe nosy”? To pamiątka z nie tak odległych czasów, gdy Śląsk rozgrywał mecze przy Oporowskiej, na przyklejonym do nasypu kolejowego stadioniku klasy nieistniejącego już poznańskiego Dębca. Przed każdym meczem w okolicy roiło się od panów namiętnie raczących się najtańszym winem. Wypowiadali się bełkotliwie, a ich oblicza, zwłaszcza nosy, nabierały charakterystycznych kolorków. Zawsze od miejscowych piłkarzy kategorycznie żądali pokonania Lecha, a kiedy nic z tego nie wychodziło, przenosili nienawiść na swych ulubieńców rugając ich ordynarnie, wcale nie łagodniej niż przyjezdnych. Takie zachowanie było przy Oporowskiej standardem.

Kiedy spytać kibiców Lecha zaliczających wyjazdy już w ubiegłych dekadach, nie wskazują na konkretną przyczynę niechęci obu klubów. – Od kiedy pamiętam, Śląsk zawsze był wrogiem. Może przez to, że był tuż obok – mówią. Ciągle pamiętają stadionowe przyśpiewki sprzed lat. „Dla GKS-u Katowice zbudujemy szubienicę, dla Śląska sk…a już tam czeka gilotyna” – niosło się kiedyś po trybunach nie tylko poznańskiego stadionu. Oba te kluby przez krótki okres przyjaźniły się, ale we Wrocławiu największą estymą otacza się Lechię Gdańsk. Układ ten jeszcze niedawno uzupełniała Wisła, ale to już przeszłość. Różne czynniki, nie tylko pilkarskie zadecydowały, że prominentni kibice GTS-u woleli związać się z Ruchem i Widzewem. Ta nietypowa koalicja ma przeciwko sobie całą resztę kibicowskiej Polski. Mówi się, że kiedyś dojdzie do konfrontacji.

Można tylko współczuć tym fanom Wisły i Śląska, którzy zdążyli ponawiązywać prawdziwe przyjaźnie, odwiedzali się wzajemnie, wspólnie jeździli na mecze. Teraz oficjalnie są wrogami, ale nie mają zamiaru takich odgórnych ustaleń respektować. Takie układy w innych ośrodkach budzą wesołość.