Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nowa ustawa „stadionowa”. Pożegnanie z idiotyzmem?

włącz .

Niewielu osobom podoba się aktualna ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. Zapowiada się, że jeden z najbardziej szkodliwych, kompromitujących państwo aktów prawnych trafi wreszcie tam, gdzie jego miejsce – na śmietnik. Rosną szanse na wprowadzenie całkiem nowej ustawy, likwidującej absurdy poprzedniej. Chodzących na mecze nie będą już traktować jak potencjalnych przestępców, sprawca pospolitego wykroczenia przestanie być bandytą.

Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców poinformował w Poznaniu o postępie prac nad nową ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych. Współpracujący z kibicami prawnicy, dr Mateusz Dróżdż i mecenas Przemysław Plewiński podkreślili, że próby poprawiania obecnego aktu prawnego nie mają sensu. Doliczyli się w nim co najmniej 100 poważnych błędów. Ustawę trzeba zastąpić zupełnie nową, odpowiadającą prawdziwym potrzebom, likwidującą niejasności, wątpliwości, zwykłe absurdy. Polityczny klimat jest sprzyjający. Szanse na normalność są duże.

 

Zakaz stadionowy, czyli ograniczenie wolności

Wszyscy dostrzegają idiotyzm obowiązujących przepisów. Sztywna postawa polityków, rozliczanych nie przez wyborców lecz przed partyjnych liderów, nie daje szans na zmiany. Kto więc dopuszcza się na stadionie czynu, który trudno określić inaczej niż wykroczenie, z automatu staje się przestępcą. Wystarczy oprzeć się na piętrze trybuny o barierki, czy próbować wnieść piwo, które i tak można kupić na stadionie, by trafić przed sąd. Ten ma obowiązek potraktować takiego „bandytę” z całą surowością: nałożyć 2 tys. zł grzywny, obligatoryjnie zakazać wstępu na stadion np. na dwa lata. Ta ostatnia kara jest szczególnie uciążliwa, bo obliguje do stawiania się w komisariacie policji w porze imprez masowych. Czasami imprez takich w tygodniu odbywa się co najmniej kilka. Można więc zapomnieć o kilkudniowym wyjeździe z miasta.

Obecne przepisy są tak idiotyczne, że podczas rozpraw powodują zażenowanie u sędziów. Widząc absurdalność swojej roli, zmuszeni są nakładać drakońskie kary właściwie za nic. Niektórzy próbują stosować własną wykładnię przepisów. Charakterystyczny jest przykład kibica, który nie mogąc iść na mecz, odstąpił karnet sąsiadowi. Ten chciał w dobrej wierze zasiąść na trybunie i obejrzeć piłkarskie widowisko. Nie miał pojęcia, że dopuszcza się poważnego, surowo karanego przestępstwa – wtargnięcia na stadion. Konsekwencją jest nie tylko zakaz stadionowy, czyli obowiązek meldowania się na komisariacie, wysoka grzywna. Wyrok sądowy zapisywany jest w aktach, zamienia normalnego człowieka w kryminalistę.

Zmiany, które mają nastąpić, przedstawione są w 20 punktach. Po ich wprowadzeniu znajdziemy się w zupełnie inne rzeczywistości prawnej. Całkowitą nowością jest podział imprez masowych na sportowe, artystyczno-rozrywkowe i oglądanie przekazu telewizyjnego. Z pewnością propozycję tę docenią organizatorzy krakowskich Światowych Dni Młodzieży. Z ustawy zostanie poza tym wyłączone współzawodnictwo dzieci i młodzieży. Do tej pory przepisy o imprezie masowej obowiązywały, gdy w hali zebrało się 300 osób. Teraz mowa jest o 500 osobach. Na imprezach masowych będzie można spożywać napoje o zawartości. 6,5 proc. alkoholu, a nie 3,5 proc. Znika z ustawy definicja meczu piłkarskiego, a opinie wydane organizatorom przez policję i strażaków ważne są nie pół roku lecz 12 miesięcy.

 

Bandyta w strefie VIP

W strefach VIP będzie można spożywać wysokoprocentowy alkohol zupełnie legalnie, nie trzeba będzie przymykać oczu, stosować protezy przepisów. Gość w takiej strefie będzie wreszcie mógł, konsumując potrawy, legalnie posłużyć się widelcem i nożem. Dziś wnoszenie takich przedmiotów na teren objęty przepisami o imprezie masowej to przestępstwo.

Obrażony na kibiców wojewoda nie będzie miał już prawa zamknąć stadionu za karę – za to na przykład, że na poprzednim meczu na jednej z trybun zapłonęły race. Nie oznacza to ubezwłasnowolnienia administracji państwa. Wojewoda zachowa swoje uprawnienia, ale będą one miały charakter prewencyjny. Ograniczy się to do sytuacji szczególnych, takich jak groźba terroryzmu. Zamykanie stadionu przestanie być sankcją w rękach kierujacego się swoim widzimisię urzędnika. Stanie się narzędziem zapewniającym bezpieczeństwo.

Nastąpi rewolucja w wymierzaniu kar. Zacznie obowiązywać inny sposób myślenia o wykroczeniach. Obecnie nakładane sankcje idą stanowczo zbyt daleko, bulwersują nawet sędziów. Surowe represje zostaną zastąpione przez zwykłe mandaty, nakładane przez służby porządkowe. Zniechęcą do złego zachowania w sposób wystarczający, a przede wszystkim przyspieszą postępowanie, nie będzie ono przeciągać się na lata. Nie będzie też wywlekania z mieszkań przez policję o 6 rano „bandytów”, który odpalili race na meczu.

 

Raca to nie bomba

Race to osobny problem. Mają zniknąć surowe kary za jej odpalanie, takie same, jak za wnoszenie na stadion broni i materiałów wybuchowych. To nie znaczy, że pirotechnika stanie się całkowicie dozwolona. Ustawa ma wprowadzić elastyczność w stanowieniu przepisów. Zasady ustalałyby PZPN i Ekstraklasa SA, obowiązywałyby uregulowania lokalne. Przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa odpalanie rac byłoby legalne, choć odbywałoby się to pod kontrolą. Nie byłoby już powodów do zamykanie stadionów lub poszczególnych trybun za odpalanie środków pirotechnicznych. Nie we wszystkich przypadkach nowa ustawa łagodzi przepisy. Surowsza kara groziłaby za zaatakowanie ochroniarza lub stewarda, gdyby doznał on w wyniku takiej napaści uszczerbku na zdrowiu.

Uchylony ma zostać zakaz klubowy. Dziś sankcja ta idzie zbyt daleko, daje prywatnym podmiotom narzędzie prawne, którego nie można zakwestionować. Bywa, że stosowana jest tylko po to, by pozbyć się ze stadionu osób dla władz klubu niewygodnych.

Zapowiadają się też inne zmiany, choćby związane z tzw. meczami podwyższonego ryzyka. Wszystkie te nowości przedstawiają się zachęcająco, po ich wprowadzeniu mecze piłkarskie staną się rozrywką, wchodzenie na stadion przestanie przypominać przedostawanie się do strefy działań wojennych. Z pewnością także i organizatorzy z utęsknieniem czekają na likwidację absurdalnych, kompromitujących ustawodawców przepisów. A sami ustawodawcy? Zdaniem prawników pracujących nad nowymi przepisami, nastawieni są przychylnie, choć do wprowadzenia nowego prawa droga jeszcze daleka.

 

Niech wykrywają przestępstwa poza stadionem

Do tej pory nie udawało się wprowadzić wielu sensownych zmian, bo na przeszkodzie stawała policja. Funkcjonariusze zabezpieczający mecze dostrzegali idiotyzm sytuacji, w jakiej się znaleźli, ale surowe represje były na rękę współpracującym z politykami komendantom i tym, których rozlicza się z wyników pracy. W policji obowiązuje tylko jeden, chory sposób oceny: statystyka. Nic lepiej nie podnosi wykrywalności przestępstw niż namierzenie bandyty, który nie siedzi na stadionie na własnym miejscu lecz oparł się o barierki. Zaczyna się wobec niego postępowanie, sporządza wielostronicowe protokoły i opisy zdarzenia, kieruje sprawę do sądu. Nowa ustawa może wprowadzić na stadiony, do komisariatów i sal sądowych normalność.