Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

„Uszol” wciąż kibicuje Lechowi ale na stadion nie wróci

włącz .

Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań podsumowało swą działalność w 2015 roku. Gościem spotkania był Rafał Dąbrowski, dużo lepiej znany kibicom pamiętającym lata dziewięćdziesiąte jako „Uszol”, twórca flag do dziś wykorzystywanych przez kibiców, takich jak „Pyrlandia”. Jedną z nich postanowił odświeżyć, uaktualnić. Legendarny przywódca kiboli Kolejorza stwierdził, że choć jest do tego namawiany, nie nosi się z zamiarem powrotu do Kotła.

W mijającym roku ultrasi zorganizowali oprawy na 13 meczach z udziałem Lecha. Podczas niektórych nie ograniczyli się do jednego pokazu, bywało i po kilka. Zorganizowali 14 wyjazdów na obce stadiony. Najliczniej – nie licząc finału Pucharu Polski – zaprezentowali się w Gdańsku i Warszawie, gdzie było ich po półtora tysiąca. Różne okoliczności spowodowały, że wyjazdy pucharowe były tym razem mniej liczne niż poprzednio. Do Bazylei pojechało jednak 1,4 tysiąca fanów Kolejorza, do Sarajewa, Shekesfehervar i Florencji wybrało się po 600-700 osób.

Kibice organizowali akcje społeczne i patriotyczne. Wspomagali – i ciągle wspomagają – Polaków z Kresów. Pomagają tym rodakom z Mariupola i okolic, którzy z różnych przyczyn nie zdecydowali się na wyjazd do Polski. Wyremontowali 40 grobów uczestników Powstania Wielkopolskiego, zebrali aż 191 tys. zł na kolejne remonty. Uczestniczyli w imprezach dla dzieci, takich jak Dzień Dziecka czy Lech Cup w Arenie, gdzie „Klima” jego koledzy uczyli najmłodszych kibiców dopingowania. Powadzili akcję „Niebiesko-biały tornister”. Stworzyli program „Powstańmy” mający na celu promocję Powstania Wielkopolskiego. Współtworzą społecznościową sieć „Po szalu”.

Gościem spotkania była osoba charakterystyczna, bardzo wyrazista – „Uszol”, który na stadionie nie pokazuje się od końca lat dziewięćdziesiątych, ale wciąż jest emocjonalnie związany z klubem. Utworzona przez niego w tempie ekspresowym, przed meczem o mistrzostwo Polski rozgrywanym przeciwko Legii flaga ma już 20 lat i ciągle jest w użyciu. Przedstawia dwa lwy, co zresztą budziło zaciekawienie i… pretensje, bo przecież nie odnosi się to do poznańskiej tradycji. – Mam sentyment do tych zwierząt. Jestem spod znaku Lwa. Jestem zakochany w futbolu angielskim, a tam takie symbole często się spotyka. Zdając sobie sprawę, że niektórych te lwy mogą razić, na 20-lecie postanowiłem flagę zmodyfikować – powiedział. Na nowej widać piastowskiego orła, są i poznańskie koziołki, a także herb miasta, lecz nie oficjalny, ale w nowej wersji.

„Uszol” wypowiedział się też na temat publikacji na jego temat, przedstawiających różne powody rozstania się z czynnym kibicowaniem. Jak zapewnił, jedyną przyczyną było to, że miał dość fatalnej gry drużyny, poczuł się rozczarowany. – Krążą różne mity na temat mojego odejścia. Nie było innych powodów niż piłkarskie – podkreślił. Odniósł się też do artykułów na temat historii „Poznań Dance”, rozpowszechnionego na Wyspach przez kibiców Manchesteru City charakterystycznego zachowania, polegającego na odwróceniu się tyłem do boiska. Wymienił pomysłodawców „kontrolowanej przepychanki” (m.in. Jacka Bielę), opisał swój udział w tej zabawie, przypomniał, jak trudno się ją wykonywało na plastikowych ławkach znajdujących się dawniej na trybunach. – Podpatrzyliśmy to u fanów Olympique Marsylia i rozwinęliśmy – opowiadał. To, co dziś jest znane jako „Poznań Dance” powstało na początku lat dziewięćdziesiątych.