Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Problem palący, ale nierozwiązalny? Race zdominowały debatę o kibicowaniu

włącz .

To była trzecia debata na temat kibicowania po poznańsku, zorganizowana przez Lecha Poznań. Oprócz władz klubu, przedstawicieli policji, wojewody, kibiców, w dyskusji uczestniczyła osoba dobrze zorientowana w temacie: Seweryn Dmowski, doradca zarządu Ekstraklasy SA, współpracownik sejmowej komisji.

Nikt spośród uczestniczących w debacie osób nie miał wątpliwości: poznański stadion jest całkowicie bezpieczny. Jeżeli ktokolwiek prezentuje inny pogląd, to tylko dlatego, że nie bywa na meczach, sugeruje się informacjami medialnymi i decyzjami wojewody o zamykaniu całego obiektu lub jednej trybuny. To samo można powiedzieć o innych polskich stadionach, bezpieczniejszych od tych znajdujących się w krajach, w których rzekomo poradzili już sobie ze stadionowym chuligaństwem. Dziennikarze, nawet ze znanymi nazwiskami, wypowiadający się na temat „płonących stadionów”, dają świadectwo własnej niekompetencji. Albo nieuczciwości.

W oczach niektórych mediów i innych osób słabo zorientowanych w temacie, albo świadomie przekazujących skrzywiony obraz rzeczywistości, polskie stadiony straciły status bezpiecznych w jednej chwili: gdy weszły w życie przepisy zabraniające stosowania na trybunach pirotechniki. To, co nielegalne, automatycznie stało się przejawem bandytyzmu i wielkich zagrożeń. Środowisko kibiców nie chce tymczasem zrezygnować z atrybutów traktowanych jako ostatni przejaw wolności. Ultrasi boją się, że jeżeli zrezygnują z rac, kolejnym etapem pacyfikacji ich środowiska będzie np. zakaz stania na trybunie.

Policjanci twierdzili, że jedynym sposobem rozwiązania stadionowych problemów jest walka o częściową legalizację pirotechniki. Można by ją było stosować w specjalnych warunkach, na określonych zasadach, tak jak dzieje się to np. w Austrii i Norwegii. Problem w tym, że niektórzy pracujący nad nowelizowaną ustawą politycy nie wyobrażają sobie dopuszczenia jakiejkolwiek formy pirotechniki, a i kibice być może nie byliby zachwyceni kontrolowanymi pokazami. Nie można wykluczyć, że podczas jednego meczu odbywałyby się dwa pokazy – ten legalny i ten nielegalny. Obywatelska inicjatywa ustawodawcza nie na wiele mogłaby się w tej sytuacji przydać.

Lech, jak podkreślił prezes Karol Klimczak, poprzez odpalanie pirotechniki przez kibiców naraża się na straty finansowe. Sankcje stosowane na wniosek policji przez wojewodę powodują zamknięcie części stadionu, na której można byłoby zarabiać. Jeszcze gorzej się dzieje po całkowitym zamknięciu obiektu. – Ludzi przychodzących na mecze nie musimy przekonywać, że stadion jest bezpieczny. Osoby mało zorientowane sugerują się natomiast decyzją administracyjną wojewody. Zamiast następnym razem przyjść na mecz, wybierają inne formy rozrywki – mówił prezes Klimczak.

Dla klubu takiego, jak Lech, ważny jest jego wizerunek. Prezes Klimczak zwrócił uwagę, jak była ważna i ile dobrego zrobiły słowa dziewczyny jednego z zagranicznych piłkarzy na temat niesamowitej atmosfery na trybunach, świetnej zabawy kibiców, z czym zetknęła się w Poznaniu. Nie wymienił nazwiska piłkarza, ale nikt nie miał wątpliwości, że autorką wypowiedzi o poznańskim stadionie jest narzeczona Barry’ego Douglasa.

Seweryn Dmowski apelował o dialog między zainteresowanymi stronami. Ostatnio sytuacja poprawiła się, stadiony rzadziej są zamykane, bo wojewodowie wykazują większą świadomość i wolą rozmawiać z klubami i kibicami niż ograniczyć się do bezrefleksyjnego akceptowania wniosków komendantów policji o stosowanie represji. Wyraził nadzieję, że już w przyszłym sezonie na polskich stadionach zalegalizowana zostanie pirotechnika, wydzielone też zostaną trybuny z miejscami stojącymi. Powołał się na wypowiedź angielskiego eksperta, który przestrzegł polskich polityków przed jednoznacznym potępianiem całego środowiska kibiców. W Anglii problemy wychowawcze dotyczą tylko marginesu całego środowiska. Utożsamianie wszystkich z takimi jednostkami jest szkodliwe, utrudnia rozwiązywanie problemów.

Podczas meczu z Lechią Gdańsk na poznańskim stadionie miał się odbyć legalny pokaz pirotechniki. Konieczne było pozyskanie współpracy koncesjonowanej firmy. Atmosfera wokół środowiska kibiców jest jednak dzięki politykom i części mediów tak nieprzychylna, że szefowie tej firmy zrezygnowali ze współpracy z Lechem i jego kibicami. Bali się retorsji ze strony władz przyznających w przyszłości koncesję na działalność.