Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Stanisław Atlasiński – senior Lecha Poznań

włącz .

Na świat przyszedł 9 kwietnia 1919 roku w miejscowości Kray znajdującej się w sąsiedztwie górniczego  Essen. Rodzina państwa Atlasińskich zmieniała miejsce zamieszkania kilkakrotnie. Po pobycie w Westfalii los sprawił, że położony między Gostyniem i Lesznem Poniec okazał się na kilka lat przyjaznym miasteczkiem dla szukających pracy rodziców Pana Stanisława.

– Moje starsze rodzeństwo, czyli siostra Władysława, brat Franciszek pamiętało lepiej ode mnie życzliwą nam górniczą miejscowość Kray. Kiedy byliśmy już w Polsce na świat przyszła siostra Helenka i brat Czesław. W Poniecu ukończyłem pięć klas szkoły podstawowej. Resztę pierwszej edukacji nabywałem po naszym przeprowadzeniu z Ponieca do Poznania, w Szkole Powszechnej nr 25 na Wildzie, przy ulicy Prądzyńskiego. Zamieszkaliśmy przy stadionie Warty, na ulicy Rolnej. Moje rodzeństwo kontynuowało naukę, nasza mama miała po powiększeniu rodziny na całe lata zajęcia w charakterze gospodyni domu, a tata został na zawsze pracownikiem kolei – mówi w dniu swoich 95 urodzin Pan Stanisław Atlasiński.
Zanim rodzina Pana Stanisława przeprowadziła się na Dębiec, na ulicę Sosnową, gdzie powstawał dom budowany między innymi rękoma ojca dorastającego Stasia, jego starsze rodzeństwo pokończyło szkoły rozpoczynając praktyki zawodowe. Stanisław trafił na boisko dębieckiej „Osady”, na której z zapałem ćwiczyli znani już piłkarze, do dziś symbole dumnego KKS Lech Poznań: Edmund Białas i Mieczysław Tarka.
– Edek Białas, Mieciu Tarka mieli już za sobą występy na boisku przy ulicy Grzybowej, w barwach TS Liga Dębiec. Kiedy za zdecydowaną namową Stanisława Kwiatkowskiego, trenera ówczesnego KPW Poznań przyszedłem na oficjalny trening, musiałem pokazać swoje umiejętności. W towarzystwie trenera, jego brata Stefana, Jana Nowickiego, Maksymiliana Magdziaka, Stefana Prei, czy Edzia Białasa i Miecia Tarki prowadziłem piłkę takim mini dryblingiem, żonglowałem nią, strzelałem na bramkę. Wszystko wypadło prima. Miałem jednak słabsze warunki fizyczne. Trafiłem najpierw do juniorów KPW. W debiucie, w pojedynku przeciwko Posnanii, strzeliłem gola. Zbyt dużo z tego meczu nie pamiętam.
Ważne wydarzenia z życia najstarszego żyjącego  lechity, to edukacja pana Stanisława kontynuowana w Państwowej Szkole Rzemieślniczej w Poznaniu, sportowy sukces juniorów Kolejorza, którym było sięgnięcie po mistrzostwo okręgu i walka poznańskiego zespołu ze Stanisławem Atlasińskim w podstawowym składzie o tytuł mistrza kraju. Wygrana w Katowicach krakowskiej Wisły nad KPW, po serii rzutów karnych, dała jej najwyższy tytuł. Stanisław Atlasiński trafia do kadry pierwszego seniorskiego zespołu KPW prowadzonego przez węgierskiego szkoleniowca Laszlo Marcaia i jeszcze piłkarza, a już także trenera Klemensa Pawlaka.
– Wszystko, co beztroskie i mile przywoływane w pamięci przerwała wojna. Miałem już na koncie strzelane gole w seniorach, występy w reprezentacji okręgu. Byliśmy już piłkarzami nowego dębieckiego stadionu. W czasie okupacji toczyliśmy pojedynki konspiracyjne. Wszystko wtedy było nerwowe i niespokojne, a my piłkarze młodzi i odważni. Po wojnie nasz KKS pod wodzą Franciszka Bródki sięgnął po golu Miecia Tarki po lokalny tytuł mistrza regionu, pokonując odwiecznego rywala, poznańska Wartę 1:0. W tym czasie wielu naszych zawodników oprócz zawodów ligowych miało za sobą gry w reprezentacji Polski, okręgu, w krajowych pojedynkach o Puchar Kałuży, czy w meczach o Puchar Europejskiej Federacji Kolejarz.
Okres walki poznańskich piłkarzy spod znaku lokomotywy o wejście do I ligi przypada na 1948 rok. W debiutanckim  sezonie trzon kadry pierwszej drużyny oprócz Pana Stanisława tworzyli bramkarze Mieczysław Gołębiowski i Konrad Tomiak, obrońcy Władysław Sobkowiak, Mieczysław Tarka, Ryszard Wojciechowski, Zygfryd Słoma, pomocnicy i napastnicy Stefan Matuszak, Tadeusz Polka, Teodor Anioła, Edmund Białas, Florian Wojciechowski.
– W pierwszej lidze zagrałem zaledwie sześć spotkań. W swym ostatnim w Tarnowie uszkodziłem łąkotkę. To był dla mnie koniec. Za 200 spotkań rozegranych w Lechu, a w sumie było ich nieco więcej niż 300, otrzymałem wspólnie z Mieciem Tarką i Edziem Białasem złote sygnety z grawerunkiem, piękne dyplomy z dedykacjami. Są dla mnie wyjątkowym upominkiem, jak wszystko to, co wiąże się z moim ukochanym klubem, którym był, jest i będzie poznański Lech.
Dzisiaj senior Lecha Poznań pędzi spokojny żywot w Puszczykowie. Tu w jednorodzinnym domu z córka Ireną i młodszą generacją potomnych odnajduje aurę do kolejnych dni swego życia. Przy kawie, dobrym cieście, niekiedy w towarzystwie znajomych powraca w rozmowach do różnych okresów: dziecięcych, młodzieńczych i bardziej współczesnych lat. Do gry w Kolejorzu, pracy na kolei, w zakładzie PKP przy ulicy Zachodniej, do występów obecnego Lecha i jego pojedynków oglądanych dzięki telewizyjnym transmisjom.
– W moim Lechu liczyło się koleżeństwo. Byliśmy jak jedna rodzina. Jeżeli mógłbym sobie czegoś, jako jubilat życzyć, to chciałbym, aby nasi piłkarze grali równie dobrze, zawsze z sercem, wyłącznie z zaangażowaniem. Tak, aby mecze niosły emocje. Niech zawsze wygrywa Lech! – kończy Stanisław Atlasiński, senior Lecha Poznań.


Maciej Markiewicz