Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piłkarskie życie po życiu

włącz .

W życiu każdego piłkarza przychodzi ten szczególny dzień, gdy trzeba sobie powiedzieć: to już jest koniec. Przestaję grać wyczynowo w piłkę. Nie jestem już zawodnikiem. Nie dla mnie adrenalina, wysiłek fizyczny, walka na boisku, doping trybun. Jedni radzą sobie z taką zmianą lepiej, inni gorzej, ale wszyscy stają przed trudnym pytaniem: co zrobić z resztą życia? Byli piłkarze Lecha znaleźli różne odpowiedzi.

Koszulkę Kolejorza w ostatnich dekadach ubierały setki zawodników. Każdy z nich, niezależnie od tego, czy odnosił większe sukcesy, czy mniejsze, zachował miejsce w kibicowskiej pamięci. Ludzie oklaskujący ich z trybun (a czasami i wygwizdujący, ale taka jest dola sportowca, każdy z nich musi się z tym liczyć) chcą wiedzieć, co się z nimi dzieje od czasu, gdy zawiesili buty na kołku. Ich losy nie są tajemnicą w sytuacji, gdy udało im się pozostać przy futbolu. Wśród Lechitów można znaleźć wielu takich, którzy w piłkarskim „życiu po życiu” chcą odnosić równie duże sukcesy, jak w czasach, gdy biegali po boisku. Piłkarska przeszłość bywa bardzo pomocna także tym, którzy od futbolu odeszli.

 

Z piłkarza trener

Piłkarze, którzy niechętnie żegnają się adrenaliną i zapachem szatni, zwykle próbują płynnie przejść z fazy grania w piłkę do fazy szkolenia następców. Dotyczy to także byłych graczy Kolejorza. Najczęściej można się z nimi spotkać na boiskach niższych lig, zwykle w Wielkopolsce. Dość wymienić takie osoby, jak Sławomir Najtkowski, Leszek Partyński, czy z powodzeniem pracujący ostatnio w Warcie Tomasz Bekas. Młodzież szkolą Damian Łukasik i Zbigniew Pleśnierowicz. Obiecującym szkoleniowcem jest Marcin Drajer, inny były piłkarz Kolejorza. Nie traci kontaktu z Lechem, odbywał tu szkoleniowy staż, kibice od czasu do czasu słuchają w mediach jego rzeczowych komentarzy i ocen.

Niektórzy zajmują się tym samym za granicą, co jest konsekwencją kontynuowania kariery w innych krajach. Dariusz Skrzypczak był w latach 80. i 90. bardzo dobrym pomocnikiem, w niebiesko-białych barwach grał przez kilkanaście lat, zdobywał trofea. Kibice podziwiali jego akcje ofensywne i wspaniałe, mocne i celne strzały z dystansu. Ten wychowanek Rawii Rawicz kończył piłkarską karierę w Szwajcarii, jako piłkarz FC Aarau. Został w tym kraju, zajął się trenowaniem młodzieży i czyni to z sukcesami do dziś, nie tracąc zresztą kontaktów z Poznaniem i Lechem.

Mirosław Trzeciak zagrał w koszulce Lecha 162 razy, zdobył 45 goli, był ulubieńcem kibiców. Karierę kontynuował w innych klubach, trafił do Osasuny Pampeluna. Polscy fani mieli z nim stały kontakt, bo z dużą znajomością rzeczy i ze swadą komentował dla mediów wydarzenia z ligi hiszpańskiej, a potem mecze polskiej reprezentacji. W 2007 roku związał się, jako dyrektor ds. rozwoju sportowego, z Legią Warszawa. Kibice Lecha są mu wdzięczni za to, co zrobił dla ich klubu na boisku i jako działacz Legii, gdy nie poznał się na talencie Roberta Lewandowskiego, który dzięki temu wylądował w Poznaniu. Od kilku lat „Franek” (tak ochrzcili go koledzy z boiska i fani) znów związany jest z Osasuną, a właściwie z jej klubami filialnymi.

 

Za mikrofonem

Gwiazdą europejskiej piłki był Andrzej Juskowiak. Po zakończeniu długiej i pięknej kariery z futbolem się nie rozstał. Pochodzący z Gostynia napastnik po odejściu z Lecha, gdzie rozkwitł jego snajperski talent, zdobywał gole w Portugalii, Grecji, Niemczech, przez chwilę także w USA. Gdy powiesił buty na kołku, żegnając się z niemieckim Erzgebirge Aue, podobnie jak Trzeciak komentował mecze piłkarskie dla różnych stacji. W Lechu trenował napastników, jako prezes działał w poznańskim TPS Winogrady, był dyrektorem sportowym w Lechii Gdańsk.

W roli komentatora występuje większa liczba byłych graczy, niezależnie od tego, czy nadal związani są zawodowo z futbolem. Można to powiedzieć o Pawle Wojtali, który pełnił także funkcję dyrektora sportowego w Zagłębiu Lubin. Fani Lecha mają stały kontakt z Jarosławem Araszkiewiczem. Legenda Lecha szkoliła przy Bułgarskiej rezerwy, do dziś ciągle jest blisko klubu, niezależnie od tego, czy jako trener zwiąże się z innymi klubami. Prowadził takie, jak Warta Poznań (dwukrotnie), Sandecja Nowy Sącz, Pelikan Łowicz, Kolejarz Stróże, Olimpia Elbląg, Jarota Jarocin. Od niedawna pracuje w Unii Swarzędz, lecz jest stałym bywalcem stadionu przy Bułgarskiej, nie tylko w dni meczowe. Doradza kibicom prowadzącym Drużynę Wiary Lecha.

 

Akademia i biznes

Piotr Reiss jeszcze przed zakończeniem długiej i pełnej sukcesów (ale i przykrych zwrotów) piłkarskiej kariery założył akademię dla dzieci, prowadzi ją z sukcesami. W Lechu był doradcą zarządu, często pokazuje się przy Bułgarskiej, dziennikarze chętnie proszą go o wyrażenie opinii na temat gry Kolejorza. Działa także na rzecz lokalnego biznesu współpracując z byłym kolegą z boiska – Zbigniewem Zakrzewskim. – Nasz projekt nazywa się SBF, czyli Success Business Future. Próbujemy kojarzyć ze sobą biznesmenów. Mówiąc żartobliwie – swatamy firmy – tłumaczy „Zaki”.

Firma ta ma ciekawe perspektywy, prężnie się rozwija. Ostatnio udziela się m.in. w gminie Tarnowo Podgórne, co ma związek z miejscowym klubem piłkarskim, z którym obaj napastnicy są obecnie związani. Zbigniew Zakrzewski nie kryje, że pomysł takiej biznesowej działalności zawdzięcza piłkarskiej karierze. – Ostatnie trzy lata spędziłem w Legnicy, otrzymałem tam propozycję od prezesów Miedzi. Założyli oni Klub Biznesu, chcieli bym się w nim udzielał. To coś w rodzaju funkcjonującego kiedyś Lech Business Club. Postanowiliśmy rozpocząć taką działalność w Poznaniu, ale na trochę innych zasadach, by nasi partnerzy otrzymywali trochę więcej niż bilet na mecz i kiełbasę na stadionie. Jeżeli wiążemy się z firmą oferującą swój produkt, organizujemy śniadanie biznesowe – spotkanie podmiotów, które mogą być tym zainteresowane. Wszystkie strony czerpią z tego korzyść – tłumaczy „Zaki”.

 

Branża hotelarska

Trochę inaczej potoczyły się losy Marcina Kikuta. Był piłkarzem drużyny, którą kibice zawsze będą wspominać z sentymentem – tej zbudowanej przez Smudę, grającej ambitnie i z polotem, zdobywającej Puchar Polski, a po roku mistrzostwo. Niestety, drużyna ta poszła potem w rozsypkę, a dla Marcina Kikuta los nie okazał się łaskawy. Można powiedzieć, że padł ofiarą ambicji i woli walki, z jakiej był znany. Chciał odnosić sukcesy nie tylko w Polsce, ale i za granicą. – Grając przez kilka lat w Lechu patrzyłem w przyszłość optymistycznie – opowiada. – Wierzyłem, że pogram na wysokim poziomie jeszcze wiele lat. Niestety, spotkało mnie to, co wielu innych piłkarzy, zmuszonych do gry na niższym poziomie, albo nawet do zakończenia kariery.

Kiedy kończył mu się kontrakt przy Bułgarskiej, nie przedłużył go, bo otrzymał ciekawe oferty zagraniczne. Chciał się rozwijać, iść do przodu. Przeliczył się. Kiedy z propozycji nic nie wyszło, nie było już powrotu do Lecha, klub w międzyczasie zatrudnił jego następcę. Zadecydowało kilka miesięcy. – Nie mam do siebie pretensji za to, co się potem działo. Stałem pod ścianą, nie miałem wyjścia. Nie przydała się determinacja, walka z przeciwnościami losu. Przez miesiąc nie wiedziałem, co z sobą zrobić, aż trafiła się możliwość gry w ekstraklasie. Przejście do Ruchu przyjąłem z nadziejami, ale trafiłem do najgorzej chyba zorganizowanego klubu w Polsce. Poszedłem śladem Marcina Zająca i Macieja Scherfchena i podobnie jak oni straciłem na tym, przede wszystkim piłkarsko – opowiada.

Potem było coraz gorzej, choć pobytu w Widzewie piłkarz źle nie wspomina. W wieku 31 lat, gdy na wysokim poziomie można było jeszcze pograć choćby i pięć sezonów, trzeba było kończyć profesjonalną karierę. Piłkarz myślał jednak o swojej przyszłości z wyprzedzeniem i już w Chorzowie szukał planu B. – Nie było łatwo rozstać się z futbolem. Bardzo mi brakowało adrenaliny, napięcia przedmeczowego, atmosfery na stadionie, wrzawy, walki z przeciwnikiem i przeciwnościami losu, dużego wysiłku. Nie było gdzie spożytkować pozytywnej energii, a miałem jej w sobie mnóstwo. Nie wszystko zależało już ode mnie, trzeba się było poddać. Na szczęście nie pozostałem w próżni – opowiada Marcin Kikut.

Nie jest na rozdrożu. Wybrał nową ścieżkę życia, podjął nowe wyzwania – biznesowe. Spółka, której jest udziałowcem w Mielenku nad morzem buduje kompleks apartamentowo-hotelowy ze SPA „Baltin”. Z wielkimi nadziejami czeka na lato, gdy ośrodek zacznie działalność. W chwili obecnej trwa sprzedaż luksusowo wyposażonych apartamentów, chętnych do zainwestowania kapitału nie brakuje. – Naszym marzeniem było zbudować obiekt na wysokim poziomie, blisko plaży, ale w spokojnym, sprzyjającym wypoczynkowi i regeneracji sił otoczeniu. Okazuje się, że wielu osobom brakuje takich miejsc, stąd wysokie zainteresowanie inwestycją – mówi Marcin.Niezależnie od tego nie rozstał się z futbolem. Grywa amatorsko, dla zdrowia w piłkę. Wcześniej skończył kurs trenerski UEFA C, teraz robi kurs wyrównawczy B i A. Chce szkolić następców, traktuje to jako sportowe zobowiązanie, przyszły sposób na zagospodarowanie adrenaliny. Przede wszystkim jednak nastawił się na biznes. – Jeszcze się trochę uczę, nabieram wprawy, ale właśnie to jest moją przyszłością –dodajez przekonaniem.

Nie tylko „Kiki” zajął się hotelarstwem. Wcześniej, z dużym powodzeniem, działalność w tej branży zaczęli Waldemar Kryger, prowadzący pensjonat w Świeradowie Zdroju na Dolnym Śląsku i Jacek Dembiński, właściciel podobnego obiektu w Ustce.

 

W samorządzie

Norbert Tyrajski, bardzo niegdyś lubiany przez kibiców bramkarz Kolejorza, o swojej przyszłości pomyślał jeszcze przed zakończeniem przygody z futbolem. W gminie Dopiewo założył dobrze do dziś prosperujący zakład kamieniarski. Niezależnie od tego szkoli młodzież w niewielkim, ale prężnie działającym klubie Canarinhos Skórzewo. Kilka razy próbował wejść do rady gminy Dopiewo, także rok temu, nieznacznie przegrał jednak wybory.

Radnymi w tej samej gminie są natomiast inni byli piłkarze Lecha – Justin Nnorom i Tomasz Lewandowski. Pochodzący z Nigerii piłkarz, który z powodu ciężkiego urazu nie mógł kontynuować przygody z futbolem, ukończył w Poznaniu studia i wspólnie z żoną prowadzi firmę zajmującą się tłumaczeniem, uczeniem języków obcych. Tomasz Lewandowski współpracuje z Lechem jako skaut, obserwuje piłkarzy, którzy mogliby się przy Bułgarskiej przydać. Jest też nauczycielem języka francuskiego, pracuje w tej samej gminie, w której jest radnym.

 

Losy nieznane

Nie o wszystkich byłych znanych zawodnikach Lecha wiadomo, jak sobie w życiu radzą. Dawni koledzy z boiska próbowali niedawno odnaleźć Piotra Prabuckiego, znaleźć do niego kontakt. Ten świetny niegdyś i bardzo skuteczny napastnik (53 bramki w ekstraklasie) grał w wielu polskich klubach, m.in. w Warcie i Lechu.