Lech Poznań zmiażdżył Pogoń Szczecin

Wielka szkoda, że kibice nie mogli na własne oczy widzieć, jak Kolejorz demoluje nielubianego w Poznaniu przeciwnika. Pogoń przed tym meczem była na trzecim miejscu w tabeli z nadziejami na awans do europejskich pucharów. Traciła najmniej bramek w lidze. W tym jednym spotkaniu Lech strzelił jej aż cztery, mimo iż wcale jej nie bombardował strzałami. Był po prostu do bólu skuteczny. Grał po profesorsku.

Tym razem trener Lecha, który zresztą mecz oglądał z trybun po czerwonej kartce w Lubinie, ugiął się pod presją kibiców i nie wystawił Karlo Muhara. Do tej pory Chorwat mimo popełniania błędu za błędem miał pewne miejsce w składzie, jakby trener tuszował transferowe błędy swoich szefów. Dziennikarze, eksperci, komentatorzy domagali się gry w jego miejsce Jakuba Modera. Dariusz Żuraw zdecydował się na ten krok dopiero, gdy kibice zorganizowali akcję w mediach społecznościowych. Wielka szkoda, że nie wcześniej.

Mecz zaczął się od zdecydowanej przewagi Lecha, który wymieniał podanie za podaniem, ale głównie w środku boiska. Gracze Pogoni rzadko dochodzili do piłki. Nic z tego nie wynikało, bo dopiero w 14 minucie oglądaliśmy pierwszy strzał w tym meczu. Dani Ramirez chybił nieznacznie. Kolejna akcja była już bramkową. Puchacz po szybkim rajdzie dośrodkował, a Moder z pierwszej piłki oddał techniczny, mierzony strzał.

Dopiero wtedy Pogoń zagrała agresywniej, nie czaiła się już na własnej połowie. Niewiele mogła wskórać, tylko raz bliska była strzelenia bramki. Mickey van der Hart nie miał okazji wykazać się swym powszechnie znanym kunsztem bramkarskim, za to bardzo często rozgrywał piłkę z obrońcami. Przed przerwą padła jeszcze jednak bramka. Naciskany przez Lechitów Podstawski stracił podaną mu przez bramkarza piłkę, trafiła ona do Gytkjaera, który precyzyjnie posłał ją płaskim strzałem do bramki tuż przy słupku.

Po przerwie Pogoń wzięła się do roboty. Miała inicjatywę, naciskała, panowała na boisku, bo Lech tracił piłkę, gdy tylko udało mu się ją odzyskać. Tego dnia zachowywał się jednak jak wytrawny bokser, który potrafi przetrwać napór przeciwnika i wyprowadzić cios zniechęcający go do dalszej walki. Nie minął kwadrans, a zaczął ostrzał. Bramkarz Pogoni wybronił mocne uderzenie Modera, dobitkę Butki, dopiero przy trzeciej próbie, Ramireza, skapitulował. 2:0, jak głosi piłkarskie porzekadło, to wynik niebezpieczny. Gdy zrobiło się 3:0, wszelkie nadzieje gości na przyzwoity wynik zostały rozwiane.

Czwarty gol padł po szybkiej akcji. Jakub Kamiński otrzymał dobre podanie od Ramireza, wpadł w pole karne i oddał celny strzał w tzw. długi róg. Pogoń dzielnie walczyła o honorowe trafienie. Tego dnia nie było jej to dane. Poniosła sromotną porażkę, po której straciła miejsce na podium. Zastąpił ją Lech, przynajmniej do czasu rozegrania kompletu spotkań. W niedzielę sprawdzi w Kielcach możliwości nadspodziewanie dobrze spisującej się Korony. Być może już z Robertem Gumnym w składzie, który pod koniec meczu wszedł na boisko po ponad półrocznej przerwie.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin 4:0 (2:0)

Bramki: Jakub Moder 22, Christian Gytkjær 31, Dani Ramírez 57, Jakub Kamiński 61.

Żółta kartka: Listkowski.

Lech: Mickey van der Hart, Bohdan Butko (77 Robert Gumny), Lubomir Satka, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz, Jakub Kamiński, Pedero Tiba, Jakub Moder, Kamil Jóźwiak, Dani Ramirez (70 Filip Marchwiński), Christian Gytkjaer (71 Timur Żamaletdinow).

Pogoń: Dante Stipica, Jakub Bartkowski, Benedikt Zech, Mariusz Malec, Ricardo Nunes, Sebastian Kowalczyk (62 Paweł Cibicki), Marcin Listkowski), Tomas Podstawski, Maciej Żurawski, Santeri Hostikka (46 Kamil Drygas), Michalis Manias (46 Hubert Turski).

Sędzia: Łukasz Szczech.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny