Lech nie może się posypać. Nie teraz!

Kibice wracają do Kotła na mecz z Wisłą, znów mogą być pełne trybuny i świetna atmosfera. Przydałoby się uzyskać tydzień wcześniej korzystny wynik w Częstochowie, ale przed Lechem wyjątkowo trudne zadanie. Nie może sobie pozwolić na powrót do tego, co prezentował w poprzednim sezonie, a tu jak na złość z mocnym rywalem trzeba grać tuż po reprezentacyjnej przerwie.

Najgorsze, co teraz może się Lechowi przytrafić, to słaby mecz, bezradność, brak walki, czyli powrót do nie tak odległej przeszłości. W polskiej lidze każdy może pokonać lidera, szczególnie drużyna solidna, będąca na fali, dobrze zorganizowana i czyniąca stałe postępy, ze stabilnym składem, prowadzona od lat przez mądrego trenera. Dlatego najbliższy mecz może okazać się dla Lecha nie tylko najtrudniejszym, ale i najważniejszym w sezonie.

Gdy Raków Częstochowa wrócił po latach do ekstraklasy, Lech pokonywał go bez większego trudu. Beniaminek szybko okrzepł, a Kolejorz notował stopniowy upadek, więc przestał być faworytem w takich pojedynkach. Szczególnie przegrany mecz przy Bułgarskiej w Pucharze Polski pokazał, jak bardzo zszedł na psy. Od tego czasu Raków jest coraz lepszy, ciekawie i ze szczęściem rywalizował w eliminacjach do Ligi Konferencji.

Lech też jest na fali. Tyle, że to, co do tej pory uzyskał, to już przeszłość. Teraz poprzeczka zawiśnie dużo wyżej. Zaczynają się mecze z najbardziej wymagającymi przeciwnikami. Gdyby Kolejorz się posypał akurat w tym momencie, moglibyśmy zapomnieć o udanym początku. Mówiłoby się o zaczynaniu wszystkiego od nowa, a skala trudności radykalnie by się zwiększyła.

Na dodatek Lech musi się zmagać nie tylko z trudnym przeciwnikiem, ale i własnymi demonami. Po przerwach w rozgrywkach z dużym bólem wraca do równowagi, i to niezależnie od tego, ilu piłkarzy wysyła na reprezentacyjne zgrupowania. Szczególnie kiepsko mu idzie po przerwach wrześniowych. Gdyby Maciejowi Skorży udało się przełamać to fatum, można byłoby wierzyć, że poradzi sobie także z następnymi przeszkodami.

Do tej pory dwukrotnie prowadził Lecha po wrześniowej przerwie. Do Poznania trafił w sierpniu 2014 roku. Zremisował u siebie z Cracovią, by po przerwie reprezentacyjnej przegrać 0:1 w Białymstoku. Jeszcze gorzej było po roku – 12 września Lech poległ u siebie z Podbeskidziem. Miesiąc później już go w klubie nie było, ale jego następcy też sobie po przerwach na mecze reprezentacji nie radzili.

Jeżeli Lech rzeczywiście ma się odmienić, jeżeli w klubie zaczyna obowiązywać inna mentalność, to trzeba przezwyciężać zjawiska, które trudno racjonalnie wyjaśnić. Przed drużyną najpoważniejszy do tej pory test. Raków na swym przebudowanym stadioniku pokona niejeden zespół z ligowej czołówki. Preferuje grę niewygodną dla rywali, ma nietypowe ustawienie taktyczne i zawodników mało znanych, zanim tu trafili, ale wykorzystanych w sposób optymalny. W składzie Lecha znajdziemy lepszych, wartościowych piłkarzy, zwłaszcza po ostatnich transferach. Trzeba tylko zrobić z nich wygrywającą trudne spotkania drużynę. Trener musi temu zadaniu podołać. Bez tego Kolejorz z miejsca nie ruszy.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak