Lech jest w kryzysie, ale Jagiellonia w jeszcze większym

Forma piłkarzy Lecha nie pozwala widzieć w nich faworytów przed żadnym meczem. Każdy ligowy trener potrafi zneutralizować poznańską ofensywę, doprowadzić Kolejorza do stanu bezradności. Teraz mamy jednak szczególną sytuację. W sobotę, w dzień po swoich urodzinach, zmierzy się z zespołem, który znalazł się w jeszcze większym kryzysie.

Jagiellonia w ostatnich sezonach z reguły plasowała się w górnych rejonach ligowej tabeli. Zdarzało jej się nawet walczyć do końca o najwyższe cele. Teraz dołuje, bo władzom klubu zdarzył się błąd, który nie jest też obcy Lechowi – postawiły na niewłaściwego trenera. W ubiegłym roku Bogdan Zając, były asystent Adama Nawałki, od biedy sobie radził. Jego podopieczni potrafili ograć na wyjeździe Legię, u siebie pokonać cherlawego Lecha. Zdarzały się jednak i przykre porażki, m.in. ze Stalą Mielec.

Wiosną Jagiellonia przestała być nawet drużyną środka tabeli. Stopniowo się obsuwała, aż wylądowała na 12 miejscu i gdyby z ligi spadały cztery zespoły, znalazłaby się w poważnym kłopocie. Trener nie dawał nadziei, że wydobędzie drużynę z kryzysu, więc już go w Białymstoku nie ma. Tymczasowo zastępuje go były piłkarz Rafał Grzyb. On poprowadzi „Jagę” w Poznaniu, prawdopodobnie po przerwie reprezentacyjnej zespół obejmie nowy trener.

Niezależnie od tego, w jakim stanie jest Jagiellonia, Lech nie może mówić, że mecz sam się wygra. Zmierzy się z jednym z najmniej dla siebie wygodnych ligowych przeciwników. W Białymstoku nie wygrał od niepamiętnych czasów. W siebie zdarzały mu się wysokie zwycięstwa, jak na zakończenie poprzedniego sezonu, ale przeplatają się one z przykrymi wpadkami. Gdyby Lech był dobrze przygotowany do rozgrywek, widzielibyśmy w nim pewnego faworyta. Niestety, nie jest. Możemy tylko liczyć, że nie zdarzy mu się typowa dla tego sezonu przykra wpadka.

Z pewnością nie zagra jeszcze Tymoteusz Puchacz. Jeśli trener zastąpi go Jakubem Kamińskim, osłabi siłę ofensywną zespołu. Jan Sykora obniża poziom całej ligi, nic drużynie nie daje, psuje akcję za akcją. Na skrzydle powinien grać wracający do wysokiej dyspozycji „Kamyk”. Na drugim Skóraś. Na bocznej obronie, z konieczności, musiałby wystąpić Kraweć. O pozycji lewego obrońcy mówi się, że jest newralgiczna w polskiej lidze, mało tu wartościowych piłkarzy. Jednak w wielu klubach znajdziemy zawodnika przewyższającego umiejętnościami Ukraińca, po którego sięgnął Lech.

Jesienią Lech miał niesprawną defensywę. Po zimowych zakupach jest ona dużo lepsza, za to kłopot pojawił się w ataku. Ishak po długim rozbracie z boiskiem nie jest jeszcze sobą, Johannsson też będzie miał wahania formy, młody Szymczak nie potrafi jeszcze drużynie pomóc. Jeszcze młodsi od niego juniorzy Lechowi nie pomogą tym bardziej. Nadzieją jest tylko to, że potrafi objąć prowadzenie zanim zacznie się program obowiązkowy, czyli promowanie nastolatków.  

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Jak jubileusz zmienić w stypę

Mocną drużynę, dominującą na krajowym podwórku i dobrze pokazującą się w Europie, można zbudować na dwa sposoby: wydać niemałe pieniądze na klasowych piłkarzy, albo wykorzystać