Lech jak wytrawny bokser. Dwa zabójcze ciosy i zwycięstwo!

Nieprawdopodobny przebieg miał ten mecz. Piast miał przewagę, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy grał w przewadze po wyrzuceniu z boiska Rogne. Lech bronił się rozpaczliwie, ale wyprowadził dwa celne ciosy i wygrał mecz, w którym wydawał się być już pogrzebany. Pierwszy raz w tym sezonie zwyciężył trzy razy z rzędu, i to bez straty gola.

Miały być rotacje. Trener zastrzegał, że każdego, nawet najlepiej ostatnio spisującego się piłkarza może, w obliczu dużego natężenia meczów w najbliższych tygodniach, posadzić na ławce rezerwowych. Nic takiego nie nastąpiło. Mecz z Piastem rozpoczął ten sam, zwycięski skład z poprzednich spotkań.

Ostrożnie zaczął Lech ten mecz, Piast też nie szarżował, więc w pierwszych minutach piłka spokojnie krążyła między zawodnikami. Lech starał się budować akcje wieloma podaniami w środku boiska lub na własnej połowie, na co gospodarze pozwalali, ale ostro wkraczali, gdy Kolejorz zbliżał się do ich pola karnego. Chcąc pokonać tak dobrze zorganizowaną drużynę, trzeba wystrzegać się niedokładności. A Lech notował stratę po stracie.

Każde przejęcie piłki przez Piasta zaczynało szybką akcję, inną niż te, którymi szukali szczęścia goście. Wystarczyło podanie na skrzydło i dośrodkowanie, by robiło się groźnie w polu karnym Lecha, który z biegiem czasu tracił koncept, dawał się zamykać na własnej połowie. Nie potrafił wyjść z piłką do przodu, raz po raz tracił ją po fatalnych podaniach. W pierwszej połowie oddawał tylko niecelne strzały, jak nigdy dotychczas. Nie było żadnego pożytku z rzutów rożnych. Sukcesem jest to, że udało mu się w pierwszej połowie nie stracić bramki.

Piast sprawniej budował akcje, ale i on celnie nie strzelał. Miał w obronie Czerwińskiego, zaporę nie do pokonania dla piłkarzy Kolejorza. Nie dość, że nie pozwolił się ogrywać, to dobrze wyprowadzał piłkę, w przeciwieństwie do obrońców Lecha. Rogne panikował, ratował się wykopywaniem na aut, a jeszcze głupiej postąpił na początku drugiej połowy łapiąc drugą żółtą kartkę i wylatując z boiska. W tym momencie można było stawiać już tylko na to, że dla Lecha, słabego nawet w jedenastu, jest po meczu.

Przez najbliższe minuty Kolejorza na boisku zwyczajnie nie było. Ratował się przerywając akcje przeciwników, wybijał piłkę na ślepo, nawet się nie silił na ataki. Akcje z udziałem dwóch zawodników skazane były na niepowodzenie. Piast radził sobie z ich rozbijaniem bez najmniejszego trudu i wznawiał natarcie. Żal było na to patrzeć.

I w tym momencie stało się coś niezwykłego. Lech jakoś wydobył się z opałów. Na przebój poszedł Jóźwiak, został sfaulowany na lewej stronie boiska. Rzut wolny po lewej stronie boiska, na wysokości narożnika pola karnego, wykonywał Moder. I zrobił to fenomenalnie. Wszyscy spodziewali się dośrodkowania. On jednak oddał strzał. Lecąca łukiem piłka była poza zasięgiem bramkarza, wpadła w sam górny narożnik bramki. To był pierwszy celny strzał Lecha w tym meczu.

Zaczął się okres miażdżącej przewagi Piasta, rozpaczliwej obrony Lecha. Wybijał piłkę gdzie popadnie, a ona natychmiast wracała. Van der Hart miał mnóstwo szczęścia, bo Gliwiczanie strzelali wprost w niego, albo w poprzeczkę. W doliczonym czasie cud uratował Lecha przed stratą gola. Piłka znów odbiła się od poprzeczki, gospodarze domagali się jeszcze rzutu karnego, tymczasem piłka trafiła do Marchwińskiego, który w międzyczasie zastąpił Kamińskiego. 18-latek świetnie ją wyprowadził, podał do Żamaletdinowa, zastępującego bardzo słabego Gytkjaera, ostatecznie przejął ją Tiba i spokojnym strzałem po ziemi posłał do bramki. To był drugi celny strzał Lecha w tym meczu.

Sędziowie jeszcze sprawdzali, czy nie było faulu pod drugą bramką, co zmieniłoby sytuację diametralnie. Na szczęście wynik został utrzymany. Piast przekonał się, jak okrutny potrafi być futbol.

Piast Gliwice – Lech Poznań 0:2 (0:0)

Bramki: Jakub Moder 66, Pedro Tiba 90+3

Piast: Frantisek Plach, Martin Konczkowski, Uros Korun, Jakub Czerwiński, Mikkel Kirkeskov, Kristopher Vida (67 Tiago Alves), Tam Hateley, Patryk Sokołowski (76 Tomasz Jodłowiec), Jorge Felix, Sebastian Milewski, Piotr Parzyszek (77 Patryk Tuszyński).

Lech: Mickey van der Hart, Bohdan Butko, Lubomir Satka, Thomas Rogne, Tymoteusz Puchacz, Jakub Kamiński (79 Filip Marchwiński), Jakub Moder, Dani Ramirez (51 Djordje Crnomarković), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer (73 Timur Żamaletdinow).

Żółte kartki: Korun, Hateley, Jodłowiec – Rogne, Moder, Van der Hart, Butko, Puchacz.
Czerwona kartka: Rogne (za drugą żółtą).

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Z czym zmęczony Lech wróci z Lizbony?

Fatalne zachowanie piłkarzy Lecha w Liege, gdy wypuścili z ręki pewne zwycięstwo nad osłabionym liczebnie Standardem, może pomóc w lidze. Nie ma już widoków na

Lech pozyskał szwedzkiego pomocnika

Od stycznia piłkarzem Lecha będzie 25-letni Jesper Karlstrom (na zdjęciu po prawej), defensywny pomocnik pozyskany z zespołu Djurgardens IF, mistrza Szwecji w sezonie 2019. Kontrakt,

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych