Kto zawiódł w Krakowie?

Trudno mieć pretensje do piłkarzy Lecha za mecz z Cracovią. Walczyli, starali się jak mogli, zabrakło im argumentów. Kiedy drużyna budowana konsekwentnie, z wyczuciem i znajomością rzeczy spotyka się z drużyną równie konsekwentnie demontowaną, pozbawioną ważnych ogniw, nietrudno wytypować faworyta.

Tylko za pierwsze 20 minut krakowskiego meczu młodym Lechitom należy się nagana. Dali się całkowicie zdominować, zabrakło im pomysłu, a w pewnym momencie chyba i wiary, że można bezkarnie przetrwać tak dużą przewagę. Przydała się fantazja trzech młodych ludzi i odrobina szczęścia. Puchacz z Kamińskim wymienili się piłkami, ten drugi rozpędził się, podał do Jóźwiaka, który wykorzystał swoją dynamikę, bramkarza zmylił rykoszet.

Futbol jest okrutny, Cracovia w tym momencie miała prawo skarżyć się na zły los. Lech jednak poszedł za ciosem i mógł, a właściwie powinien wykorzystać kolejne okazje bramkowe. Nie udało się, a tuż po przerwie tym, co wypracowali pierwszego gola, zabrakło koncentracji, doświadczenia, umiejętności gry w defensywie. Winą trzeba obciążyć nie 17-latka Kamińskiego, lecz tych, co przez kilka miesięcy nie zadbali, by w klubowej kadrze znalazł się choć jeden zdolny do gry prawy obrońca.

Mimo utraty prowadzenia piłkarze Lecha nie zwiesili głów, nie zmienili sposobu grania. Cracovia wciąż była groźna, nieprzypadkowo plasuje się tak wysoko w tabeli. Lech mógł równie dobrze odzyskać prowadzenie, jak i stracić drugiego gola. Stało się niestety to drugie, w pechowych okolicznościach, po faulu w polu karnym, który można było wychwycić tylko w telewizyjnych powtórkach.

Kontrowersyjna decyzja o „jedenastce” nie podcięła Lechitom skrzydeł. Wprost przeciwnie, im dłużej trwał mecz, tym większą mieli przewagę. Cracovia rzadko pozwala się tak zdominować, zwłaszcza u siebie. Wyprowadzała bardzo groźne kontry, ale dużo lepsze i liczniejsze okazje stwarzał Lech. W takich sytuacjach trenerzy atakującej drużyny sięgają po odwody, wzmacniają atak. Niestety, Lech mógł posłać do boju tylko kolejnego 17-latka, który cieszy się z minut spędzonych na boisku, ale to jedyna korzyść z jego występu.

Także w tym przypadku ciśnie się na usta pytanie – dlaczego tylko się mówi o drugim napastniku? Gytkjaer to gracz klasowy, ale nawet najlepszy zawodnik potrzebuje partnera, zmiennika. Co by było, gdyby nie mógł grać? W Krakowie zawiódł, nie wykorzystał swych szans, choć próbował, absorbował obrońców. Alternatywy dla niego nie było. Osoby odpowiedzialne za kształt drużyny powinny palić się ze wstydu, a nie opowiadać, że nawet tak słabego Lecha stać na grę w pucharach.

Przy umiejętnym postępowaniu Lech mógłby się dorobić solidnej ekipy stanowiącej połączenie młodzieżowej fantazji i solidności. Wychowankowie, choć czynią postępy, nikogo jeszcze nie zbawią. W Krakowie w drużynie pierwsze skrzypce grał Tiba. Gdyby ktoś go kiedyś nie wypatrzył i nie polecił Lechowi, zespół byłby znacznie słabszy. Robił swoje, choć wszystkie oczy skierowane były na Ramireza, który w swym pierwszym występie nie błysnął ani w środku boiska, ani na boku.

Lechowi drugi raz w sezonie, po meczu w Warszawie, zdarzyło się prowadzić na wyjeździe z mocną drużyną, ale przegrać. Czy to przypadek, że dwukrotnie dał się ograć faworytom w walce o mistrzostwo? Może po prostu zdemontowanej drużynie brakuje jakości? Wystarczyłoby kilku takich, jak Tiba, by z takich potyczek wychodzić obronną ręką. Jeśli kibice mają żal za niedzielny mecz, to nie do piłkarzy, nie do trenera, ale do tych ważnych osób, którym słabości drużyny nie przeszkadzają, bo żyją w innym świecie.

 

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech pozyskał szwedzkiego pomocnika

Od stycznia piłkarzem Lecha będzie 25-letni Jesper Karlstrom (na zdjęciu po prawej), defensywny pomocnik pozyskany z zespołu Djurgardens IF, mistrza Szwecji w sezonie 2019. Kontrakt,

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych

Poznańska specjalność

Warta idzie śladami Lecha. Przez 90 minut dzielnie walczyła z Rakowem w Bełchatowie, drużyną bez porównania lepszą, by stracić gola w samej końcówce, po rzucie