Kosztowny błąd bramkarza

Lech sam sobie strzelił bramkę, która przyniosła mu porażkę. Próbował potem odrobić stratę. Miał kilka okazji bramkowych, ale i niewiele brakowało do wyższej porażki. Legia to nie Stal Mielec. Dobrym ustawieniem na boisku i jakością swych piłkarzy pozbawiła Kolejorza atutów. Grał ambitnie, niewiele mógł zdziałać.

Rewolucji w składzie nie było. W porównaniu do środowego meczu Pucharu Polski tylko Jakub Kamiński nie załapał się do składu. Zastąpił go Tymoteusz Puchacz. Najbardziej zaskakującym posunięciem trenera Dariusza Żurawia było ponowne wystawienie wielkiego wygranego okresu epidemii – Timura Żamaletdinowa. Gytkjaer, najlepszy strzelec całej ligi, zasiadł na ławce, jako jedyny piłkarz bez statusu młodzieżowca.

Legia zaczęła od swobodnego rozgrywania piłki i pressingu, którym chciała sparaliżować Lecha. Trochę trwało, zanim doszedł do głosu i przeprowadził kilka składnych akcji, głównie w środku pola. Swobodny sposób operowania piłką, mimo zaryglowania przez gości własnego przedpola, mógł się podobać. Jeszcze większe wrażenie zrobił rajd Tiby wzdłuż linii końcowej i dośrodkowanie, po którym Puchacz źle trafił piłkę prawą nogą i pierwsza z dwóch szans w tej połowie przepadła.

Po chwili zaatakowała Legia i groźnie było pod bramką van der Harta. Kolejna jej akcja przyniosła przypadkową bramkę. Bramkarz Lecha fatalnie wyszedł do dośrodkowania, w interwencji przeszkodził mu Crnomarković, który się uchylił. Piłka odbiła się od poprzeczki i czeskiego napastnika Pekharta i wturlała się do bramki. W ten sposób mecz przybrał zły obrót, za sprawą nieskoordynowanej gry defensywy.

Lech nie rzucił się do odrabiania strat, bo i nie mógł. Goście skutecznie zablokowali środek boiska, byli agresywni, utrudniali rozgrywanie akcji, a sami wykorzystywali każdą okazję do szybkiego wyjścia do ataku. Wolna gra Lecha uniemożliwiała wykorzystywanie skrzydeł. Nie było korzyści z Puchacza, a Jóźwiak częściej operował w środku boiska niż na boku. Kolejorz nie potrafił nawet zbliżyć się do bramki rywala, nie mówiąc już o oddawaniu strzałów.

W 37 minucie penetrujące podanie Tiby przyjął Żamaletdinow. Świetnie wyszedł sam na sam, ale bramkarz Legii nie pozwolił się oszukać. To był dopiero pierwszy celny strzał poznaniaków w tym meczu, druga i ostatnia w pierwszej połowie bramkowa szansa. W odpowiedzi Legia miała dwie okazje bramkowe po dwóch rzutach rożnych. Obrońcy Lecha słabo sobie radzili w tym elemencie gry.

Nieciekawie wyglądała też ofensywa. Gra była zbyt wolna i czytelna, by pomarzyć o zrobieniu Legii krzywdy, a rozpaczliwe dośrodkowania, świadczące o bezradności, łatwo wyłapywał bramkarz. Mecz do przerwy stał na niezłym nawet poziomie, ale głównie z powodu dojrzałej gry gości. Łatwiej było wymienić piłkarzy Lecha, którzy zawiedli niż tych, co grali solidnie. Oprócz bramkarza i skrzydłowych rozczarowywał Ramirez, który w drugiej połowie nie przetrwał na boisku nawet kwadransa. Zastąpił go Marchwiński.

Zanim jednak Hiszpan poszedł na ławkę rezerwowych, bardzo dobrze dośrodkował z rzutu wolnego, a Crnomarković wbił piłkę do bramki. Chorągiewka sędziego poszła w górę, gola niestety nie było. Decydowały centymetry. VAR długo analizował tę sytuację, w końcu podtrzymał werdykt asystenta. Ta sytuacja przekonała widać Lecha, że mecz wcale nie jest przegrany. Zaczął panować nad wydarzeniami, atakował coraz groźniej. W kilka minut stworzył więcej dobrych sytuacji podbramkowych niż przez całą pierwszą połowę. Wydawało się, że z Legii zeszło powietrze, ale szybko odzyskała rezon i kilka razy napędziła niepewnemu bramkarzowi Lecha strachu.

Najwięcej dobrego w meczach Lecha działo się dotychczas po 80 minutach gry. Ale nie tym razem. Nie było przyspieszenia. Gytkjaer, który zastąpił Żamaletdinowa, prawie nie brał udziału w grze. Szarpał Jóźwiak, stałe fragmenty wykonywał Moder, starał się być aktywny Puchacz. Upływające minuty niczego nie zmieniały. Tylko dwa celne strzały w meczu to za mało, by zrobić krzywdę dużo lepiej taktycznie ustawionej Legii.

Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1 (0:1)

Bramka: Tomas Pekhart 17.

Lech: Mickey van der Hart, Bohdan Butko, Lubomir Satka, Djerdje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz, Tymoteusz Puchacz, Karlo Muhar (75 Jakub Moder), Pedro Tiba, Dani Ramirez (60 Filip Marchwiński), Kamil Jóźwiak, Timur Żamaletdinow (64 Christian Gytkjaer).

Legia: Radosław Majecki, Artur Jędrzejczyk, Igor Lewczuk, Mateusz Wieteska, Michał Karbownik, Marko Vesović, Domagoj Antolić, Andre Martins (67 Bartosz Slisz), Walerian Gwilia (75 Mateusz Cholewiak), Luquinias (90 William Remy), Tomas Pekhart.

Żółte kartki: Kostewycz, Jóźwiak, Crnomarković, Puchac – Wieteska, Majecki.

Bez udziału publiczności.

Fot. Lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych

Poznańska specjalność

Warta idzie śladami Lecha. Przez 90 minut dzielnie walczyła z Rakowem w Bełchatowie, drużyną bez porównania lepszą, by stracić gola w samej końcówce, po rzucie