Kolejorz znów zwycięski. Wypunktował beniaminka

Fantastyczny początek meczu i błyskawiczne prowadzenie 2:0, potem zaskakujące kwadranse gry słabej i nerwowej, sabotaż Ishaka, który sprokurował karnego, wreszcie udany finisz. Termalica Bruk-Bet Nieciecza pokonana 3:1. Lech uczy się punktować, wykorzystywać doświadczenie i klasę swych graczy. Cieszy forma najlepszego przed przerwą Amarala i po przerwie Kwekweskiriego.

Maciej Skorża sugerował, że w Niecieczy dokona zmian w wyjściowej jedenastce. Nic z tego, postawił na tych samych zawodników, co we wszystkich poprzednich spotkaniach. Jak twierdzi, wynika to z konieczności wypracowania właściwych mechanizmów, a łatwiej to osiągnąć z grupą tych samych zawodników.

Powiedzieć, że początek należał do Lecha, to nie powiedzieć nic. Przez pierwsze minuty nie dał gospodarzom powąchać piłki. Swobodnie rozgrywał, aż Skóraś po prawej stronie boiska został sfaulowany. Wydawało się, że Barry Douglas będzie podawał, ale Szkot uderzył bezpośrednio, a zrobił to fantastycznie, w swoim stylu i piłka wylądowała w górnym narożniku.

Grę ze środka wznowiła Termalica, ale Kolejorz szybko przejął piłkę. Trafiła ona do bramkarza Treli, który wyprowadzał ją tak nieudolnie, że w idealnej sytuacji, po zwiedzeniu obrońcy, znalazł się Amaral i już po trzech minutach było 2:0 dla lidera tabeli! Dziwne miny mieli spóźnieni miejscowi kibice. Wchodząc na widownię nie wierzyli w to, co znajdowało się na tablicy wyników.

Dojście do siebie zabrało miejscowym graczom kilka minut. Potem stworzyli dobrą okazję bramkową, nogami musiał bronić van der Hart. Lech spokojnie prowadził, a Temalica osiągnęła przewagę w polu. Wyglądało na to, że Kolejorz przyczaił się i czeka na kontrę, ale najpierw trzeba było przede wszystkim się bronić. I to przez cały czas. Kontr nie było, goście bardzo rzadko przedostawali się pod bramkę Termaliki. Gra zrobiła się chaotyczna, pełna błędów, także ze strony Lecha i także niestety w obronie, więc trzeba się było mocno starać, by zachować czyste konto.

Lech mógł być panem sytuacji, ale grał źle. Przyglądał się, jak miejscowi sprawne i szybko rozgrywają piłkę. Kiedy ją przejmował, tracił już po kilku podaniach. Dopiero 10 minut przed przerwą Lech się ocknął i zagroził Termalice. Bliscy szczęścia byli Amaral i Tiba. Ale po chwili znów groźne akcje przeprowadzali energicznie atakujący miejscowi. I wywalczyli rzut karny, bo Ishak, który w ofensywie był kompletnie bezużyteczny, we własnym polu karnym zupełnie bez sensu ciągnął rywala za koszulkę. Gospodarze tuż przed przerwą złapali kontakt.

Na drugą połowę nie wyszedł Alan Czerwiński. Wydawało się, że ma to związek z jego niedyspozycją i zaczynają się spodziewane problemy Lecha ze składem. Na prawą obronę przeszedł Satka, środkowym został Milić. Jak potem tłumaczył trener, chciał wzmocnić defensywę. Jak początek pierwszej połowy należał do Lecha, tak drugiej do Termaliki. Lider tabeli dał się beniaminkowi zamknąć we własnym polu karnym, strzały z bliska i dystansu musiał bronić van der Hart. Próby przejścia do ataku kończyły się fiaskiem.

Maciej Skorża zareagował – misję uporządkowania gry w środku pola otrzymał Kwekweskiri, zmieniający ofensywnie nastawionego Amarala. Poprawiło to sytuację. Gruzin z zadania wywiązywał się doskonale, grał po profesorsku. To był mądry ruch trenera. Lech był wreszcie aktywniejszy w ofensywie, mógł marnować kolejne w tym sezonie rzuty rożne. Jednak do czasu. Wreszcie dopiął swego – Ishak odkupił winę za bezmyślny faul w polu karnym, po podaniu Milicia strzelił niezwykle ważnego gola. Lech mógł grać spokojniej, a trener wprowadzić na boisko Ramireza i Sobiecha.

Goście zaczęli cieszyć się grą, wymieniać podania, stwarzać kolejne okazje bramkowe. Szkoda, że takiego spokoju zabrakło w pierwszej połowie i na początku drugiej, obyłoby się bez straty nerwów, drżenia o wynik.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Lech Poznań 1:3 (1:2)
Bramki: Piotr Wlazło 42 (k) – Barry Douglas 3, João Amaral 4, Mikael Ishak 81
Żółte kartki: Biedrzycki, Wlazło, Grzybek, Żyra – Douglas.
Bruk-Bet termalica: Tomasz Loska, Artem Putiwcew, Nemanja Tekijaski, Wiktor Biedrzycki (30 Paweł Żyra), Mateusz Grzybek, Samuel Stefanik (81 Michal Hubinek), Piotr Wlazło, Adam Radwanski (69 Martin Zeman), Marcin Wasielewski (46 Adam Hlousek), Muris Mesanović (69 Roman Gergel), Ernest Terpiłowski.
Lech: Mickey van der Hart, Alan Czerwiński (46 Antonio Milić), Bartosz Salamon, Lubomir Satka, Barry Douglas, Michał Skóraś (71 Filip Marchwiński), Jesper Karlstroem, Pedro Tiba (85 Dani Ramirez), Joao Amaral (53 Nika Kwekweskiri), Jakub Kaminski, Mikael Ishak (85 Artur Sobiech).
Sędziował Tomasz Wajda (Żywiec).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak