Kiedyś korupcja, dziś niekompetencja

Polska piłka klubowa upada. W europejskich rankingach wyprzedzają nas kolejne „potęgi”, za chwilę wylądujemy na samym dnie. Liga jest ciekawie opakowana, drużyny grają na stadionach, których wstydzić się nie trzeba. Katastrofalny jest tylko poziom sportowy. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się z Lechem, by odkryć przyczyny tego nieszczęścia.

Na wszystkim trzeba się znać. W tym stwierdzeniu nie ma niczego odkrywczego, to najbardziej oczywista oczywistość. Amator nie zaprojektuje budynku, nie przeprowadzi operacji chirurgicznej, nie poprowadzi śmigłowca. Mamy jednak dziedziny, o których się mówi, że znają się na nich wszyscy. To na przykład piłka nożna. Do serca biorą to sobie nie tylko kibice, od których prawie nic nie zależy, ale i ci, co klubami rządzą. Skutki są opłakane.

W naszej lidze jest coraz więcej pieniędzy. Stacje telewizyjne profesjonalnie pokazują mecze, informacje o wynikach spotkań otwierają serwisy sportowe najważniejszych mediów. Kluby sprzedają za granicę piłkarzy wartych grube miliony, sprowadzają zawodników z całego świata, zapewniają im godziwe warunki pracy. W takich warunkach wzrost poziomu rozgrywek, sukcesy drużyn w europejskich pucharach byłyby czymś naturalnym. Jest niestety dokładnie odwrotnie.

Kiedyś mówiło się, że polski futbol nigdy nie zbliży się poziomem do europejskiej średniej, bo wszystko jest tu udawane. Sędziowie oszukują na potęgę, sprzyjają tym, co dadzą więcej. Piłkarze nie walczą, lecz umawiają się z przeciwnikiem i ustalają wynik. Dziś prawdopodobnie gangrenę korupcji udało się zwalczyć. Mamy jednak do czynienia z innymi patologiami, a najgorszą jest brak kompetencji.

Nie każdy może być architektem, chirurgiem, pilotem, ale każdy może być szefem klubu piłkarskiego, decydować o kupnie i sprzedaży piłkarzy, kształtować drużynę, zatrudniać i wyrzucać na zbity pysk trenerów. Wystarczy być właścicielem. Pół biedy, gdy klub nie budzi zainteresowania, więc jego losy nikogo nie obejdą. Gorzej, gdy uczuciowo są z nim związane tysiące, setki tysięcy, może miliony. Wtedy mamy nieszczęście.

Kluby z lig wcale nie bogatszych niż nasza radzą sobie w Europie bez porównania lepiej. Dlaczego tam można, a u nas nie? Odpowiedź jest zadziwiająco prosta: bo tam się na tym znają. Tam za budowę drużyn, czyli obracanie milionami euro biorą się ludzie z pojęciem. Właściciele klubów zdają sobie sprawę, że ich rolą nie jest dobieranie piłkarzy do drużyny. Mają od tego managerów, ludzi związanych z futbolem od lat, obracających się w tym środowisku, czujących sport, do tego znających się na ludziach, a zwłaszcza na piłkarzach.

W kluby piłkarskie inwestuje się ogromne pieniądze, ale rzadko po to, by zarabiać. Raczej dla prestiżu, z potrzeby serca, dla zaspokojenia ambicji, z poczucia odpowiedzialności za bliskie od dzieciństwa barwy, dla promocji nazwiska lub firmy. To zjawiska powszechne na całym świecie. Ale nigdzie na świecie, oprócz oczywiście Polski, właściciel klubu nie zarządza osobiście drużyną. Choćby dlatego, że jej dobrze życzy i zdaje sobie sprawę, że lepiej zaangażować fachowców.

W sobotę Lech grał ze Śląskiem Wrocław. Klubem będącym na garnuszku samorządu, w ostatnich sezonach dołującym. Grającym w wielkim mieście, na nowoczesnym stadionie, ale przy – delikatnie mówiąc – umiarkowanym zainteresowaniu mieszkańców. We Wrocławiu marzą o stabilnym właścicielu, który zapewni klubowi rozwój. Lech takiego właściciela ma. Stać go na dużo lepszych, hojniej opłacanych zawodników. Ale na solidną drużynę już nie. We Wrocławiu znający się na rzeczy ludzie, zwłaszcza czeski trener, z przeciętnych graczy stworzyli ostatnio całkiem dobry zespół. W Szczecinie zresztą też.

Lech ma znacznie większe możliwości niż oba te kluby. Ma ogromny, niestety uśpiony potencjał. Przy umiejętnym z nim się obchodzeniu mógłby na trwałe zaistnieć w Europie, ratować kraj w rankingach UEFA. Dziś nie może zaistnieć nawet w słabej polskiej lidze. Jeżeli nie daje to właścicielowi klubu do myślenia, to tylko dlatego, że żyje on w innym świecie.

Józef Djaczenko

 

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Z czym zmęczony Lech wróci z Lizbony?

Fatalne zachowanie piłkarzy Lecha w Liege, gdy wypuścili z ręki pewne zwycięstwo nad osłabionym liczebnie Standardem, może pomóc w lidze. Nie ma już widoków na

Lech pozyskał szwedzkiego pomocnika

Od stycznia piłkarzem Lecha będzie 25-letni Jesper Karlstrom (na zdjęciu po prawej), defensywny pomocnik pozyskany z zespołu Djurgardens IF, mistrza Szwecji w sezonie 2019. Kontrakt,

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych