Kiedy odzyskamy zwycięskiego Lecha?

Od kilku tygodni trwają wyliczenia i spekulacje na temat wyników, jakie muszą paść w poszczególnych meczach, by tabela ułożyła się dla Lecha jak najkorzystniej. Wszystko to jest śmiechu warte, bo sukces zależy od tego, jak się gra, co się sobą reprezentuje, a nie od postawy innych drużyn. Lech miał wszystko w swoich rękach. Mógł być już pewnym gry w pucharach i na luzie walczyć o drugie trofeum. W najważniejszej części sezonu zaczął jednak boleśnie zawodzić i znalazł się pod presją, a to pogrąża go coraz bardziej.

Wszystko zależy od niedzielnego meczu z Wisłą. Jeśli Lech nie potrafi z nią wygrać, wróci do punktu wyjścia, czyli do sytuacji, w jakiej poprzedni sezon zakończył Jan Urban. Okaże się, że wielkie nadzieje rozbudzone serią wysokich wiosennych zwycięstw nic nie były warte. Teoretycznie wciąż możliwe jest nawet mistrzostwo Polski, ale nikt rozsądny już na to nie liczy, bo potrzebne byłyby sensacyjne rozstrzygnięcia kilku spotkań, a do tego dwa zwycięstwa Lecha, w tym jedno na trudnym terenie w Białymstoku. Dwa ostatnie mecze skutecznie wyleczyły nas z optymizmu.

Trener Nenad Bjelica wyraził zadowolenie z postawy drużyny w niedzielnym meczu. Starała się wygrać, co jego zdaniem jest wielkim osiągnięciem, mogłaby przecież podejść do sprawy tak, jak kilka dni wcześniej w Warszawie. Na miejscu trenera zwróciłbym uwagę na zadziwiającą bezradność jego piłkarzy. Pierwszą połowę przespali. Nie podjęli walki, nie mieli na nią żadnego pomysłu, ich poczynaniami rządził przypadek. Zabrakło planu na ten mecz, a gdyby Lechii udało się zdobyć bramkę, byłoby po sezonie, bo w Lechu posypałoby się wszystko. Już by się nie podniósł, tak jak w Warszawie, gdy strata gola na samym początku właściwie wykluczyła go z meczu.

Jedyną szansą na uratowanie sezonu, czyli wywalczenie prawa gry w pucharach, będzie zwycięstwo w najbliższym meczu. Pozwoli zachować przewagę nad czwartą w tabeli Lechią, która na zakończenie sezonu pojedzie do Warszawy, gdzie faworytem nie będzie. Do niedzieli zostało trochę czasu. Trzeba wykorzystać go optymalnie. Złapać oddech, odzyskać trochę świeżości, wyczyścić głowy. Nie ma co się nakręcać, bo Lech dużych psychicznych obciążeń ostatnio nie wytrzymuje. Lepszy jest luz.

Jeszcze niedawno kibice byli gotowi nosić trenera na rękach. Teraz chyba do niego dociera, że może przepaść wszystko, co sobie w Poznaniu wywalczył. Ponowny brak kwalifikacji do europejskich pucharów okrzyknięty by został kompromitacją klubu. Nenad Bjelica stwierdził kiedyś, że drużyna nie potrzebuje psychologa, ma przecież trenera, na którym spoczywa obowiązek mentalnego jej przygotowania. Nie mógł się spodziewać, że życie tak szybko zweryfikuje te słowa i będzie musiał uruchomić program ratunkowy.

Józef Djaczenko

 

Udostępnij:

Podobne

Jerzy Kopa nie żyje

To był trener, którego zasługi dla Lecha trudno przecenić. Nie tylko osiągnął doskonałe wyniki sportowe, ale i miał ogromny wpływ na przyszłość klubu. To od

Entuzjazm na wagę złota

Lech dąży do zbudowania mocnej drużyny – tu nikt nie ma wątpliwości. Nie chce przespać decydującego momentu, gdy rozgrywa się mecze kluczowe. Nie wolno, wzorem

Nie wolno pozostać w blokach startowych

Czy warto przejmować się wynikami meczów sparingowych? Zawsze lepiej wygrać niż przegrać, ale nie to jest głównym celem takich gierek. Czy warto przejmować się jakością

Drugi sparing, druga porażka Lecha

Nie widać jeszcze ręki nowego trenera. Piłkarzom Kolejorza nie kleiła się gra w drugim letnim sparingu, w którym mierzyli się z Pogonią Szczecin. Nie tworzyli