Jest lepiej niż się spodziewaliśmy

Duży kamień z serca spadł wszystkim, którym los Lecha nie jest obojętny. Epidemia nie zdemolowała formy drużyny. Wprost przeciwnie. Niektórzy zawodnicy grali tak, jakby przymusowa przerwa, domowe treningi, kilkutygodniowa izolacja od klubu były czymś, czego im brakowało. Napawa to optymizmem przed kolejnymi meczami, zwłaszcza najbliższym.

To prawda, że przeciwnikiem był zespół grający ligę niżej, mający w składzie wyłącznie polskich graczy, w większości mało znanych. Jednak Stal Mielec ma realne szanse na awans i być może za kilka miesięcy przyjedzie do Poznania jako rywal ekstraklasowy. Pokazała się jako zespół groźny, nieźle zorganizowany. Gdyby nie respekt okazywany w pierwszej połowie, Lech miałby większe kłopoty. Wystarczyłoby zresztą, by Żyro trafił do bramki, a nie w słupek, by losy rywalizacji miały inny przebieg.

 Dobrej postawy Kamila Jóźwiaka można było być pewnym. To teraz jeden z czołowych graczy całej ligi. Wciąż jest młodzieżowcem, ale bierze odpowiedzialność za atak drużyny, ciągnie ją do zwycięstwa. Sposób, w jaki obchodził się z przeciwnikami, budzi podziw. Mogli podwajać, potrajać, a on nic sobie z tego nie robił, potrafił jednym zwodem wymanewrować wszystkich. To najlepszy drybler Lecha od czasu Mirka Okońskiego. I nie traktuje tego jako sztukę dla sztuki. Każda jego akcja była groźna dla Stali, a bramka – fantastyczna. Zespół starał się mu dorównać, grał szybko, składnie, pewnie.

Polską ligę będą na ekranach telewizorów oglądać w krajach, gdzie futbol wciąż jest zamrożony. Kamil, który i tak jest dobrze znany skautom w całej Europie, wpadnie w oko kolejnym managerom. Pech kibiców Lecha polega na tym, że nie mogą jego popisów oglądać na własne oczy. Kiedy wrócą na trybuny, skrzydłowy prawdopodobnie będzie już rywalizował na znacznie wyższym poziomie.

Inni młodzi piłkarze Lecha w Mielcu nie zaimponowali. Kamiński i Puchacz spisali się tym razem przeciętnie (choć żaden nie zawiódł), być może pełnia formy dopiero przed nimi. Moder grał krótko, wiele pokazać nie zdążył. Kilka razy błysnął, rzut wolny wykonał lepiej niż Ramirez, choć też niecelnie. Dobrze znamy jego walory, niczym nas nie zaskoczył, mamy prawo liczyć na jego piękne bramki w następnych spotkaniach.

Jeżeli ktoś w tym meczu zasłużył na krytykę, to Muhar. Nie było widać po nim, że stracił kilka kilogramów wagi. Nie zrobił się zwinniejszy, nie poprawił startu do piłki, a w ostatniej minucie pierwszej połowy nie uznał za stosowne przerywać atak Stali. Bramka, która wtedy padła, stała się przyczyną późniejszych kłopotów Lecha. Mogło być jeszcze gorzej, bo Chorwat mając żółtą kartkę zdemolował przeciwnika. Za brutalny atak łokciem mógł zobaczyć czerwoną kartkę, ale sędzia Gil nie pokazał mu nawet żółtej (co by zresztą na jedno wyszło). Trener nie zwlekał ze zdjęciem nieodpowiedzialnego zawodnika z boiska.

Przyjechał do Poznania, by zastąpić Łukasza Trałkę, ale daleko mu do klasy Polaka. Łukasz gromadził żółte kartki, które nie wynikały z braku umiejętności i bezmyślnej agresji, ale z konieczności ratowania drużyny. Nikt mu nigdy nie pokazał kartki czerwonej. Miał wyczucie, głowy używał nie tylko do odbijania piłki (zresztą umiejętnego, czego dowodzą strzelane bramki).

Oglądając skład na ten mecz przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Żamaletdinow wciąż jest w Poznaniu tylko dlatego, że nie można się go było zimą pozbyć. Dariusz Żuraw przestał go brać pod uwagę, nawet trener Ulatowski przestał wierzyć, ze przyda się w rezerwach. A tu nagle eksplozja formy i wyjściowy skład. To największy wygrany czasu epidemii. Zdarzało już mu się błyszczeć na treningu, ale prawie nigdy nie przekładał umiejętności na postawę w meczu. Wystawienie go w miejsce niedysponowanego Gytkjaera nie było kaprysem ani dziwactwem trenera. Timur nie tylko strzelił filmową bramkę. Był groźny przez cały mecz, współpracował z kolegami, obrońcy nie mogli sobie pozwolić na spuszczenie go z oka.

Przed meczem w Mielcu nie mieliśmy pojęcia, jak po tak długiej przerwie spisze się Lech. W środę nie było po nim tej przerwy widać. Przed nami wiele jeszcze zagadek do rozwiązania. Uda się zachować formę na cały ligowy maraton? Jak Lech wypadnie na tle najbliższego, bez porównania lepszego przeciwnika, gdy nie może liczyć na wsparcie fanów? Mamy na szczęście podstawy do optymizmu. Piłkarze i sztab szkoleniowy czasu nie zmarnowali.

Józef Djaczenko

Fot.lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Porażka na Ibrox

Godzina dobrej gry to za mało, by cokolwiek ugrać na legendarnym stadionie w Glasgow. Rangersi byli lepszym zespołem, potrafił przeczekać trudne okresy, zdominować Lecha fizycznie,

Osłabiony Lech postawi się Rangersom?

Poważne problemy trenera Żurawia. Posypała mu się drużyna przed meczem z Rangersami. Do Glasgow nie polecieli Butko, Crnomarković, Kamiński i Tiba. Stratę dwóch pierwszych można

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo