Jak zamienić triumf w rozczarowanie

Gdyby mecz Lecha przeciwko Zagłębiu trwał 82 minuty, na wicemistrzów Polski spadłaby lawina pochwał – za zdominowanie doświadczonego, wcale nie słabego przeciwnika, prowadzenie urozmaiconych ataków, widowiskowe akcje. Niestety, trwał dłużej i to Zagłębie chwalone jest za grę do końca pozwalającą pokonać mocnego przeciwnika, a Lechici znów wyszli na frajerów.

Znów, bo w poprzednim sezonie przez swoją naiwność stracili mnóstwo punktów, zwłaszcza w pierwszej fazie rozgrywek. Potem zasłynęli z gry do końca, strzelania goli w ostatnim kwadransie. Trenera chwalono za odważne zmiany, dawanie szansy młodzieży. Pod koniec rozgrywek okazało się, że warto było na nią stawiać. W Lubinie Dariusz Żuraw przeszarżował. Zapomniał, że zmiany mają pomóc w wygraniu meczu. Osłabił swój zespół.

O tym, że Lech nie jest zarządzany profesjonalnie, świadczy obsada bramki. Szkolenie młodzieży jest tu prawdopodobnie najlepsze w kraju, ale bramkarzy to nie dotyczy. Brakuje ludzi, którzy się na tym znają. Lech zarabiał na transferach obrońców, pomocników, napastników. Na bramkarzach tylko tracił. A rywalizująca z nim na każdym polu Legia? Wystarczy wymienić Fabiańskiego, Boruca, Muchę, Kuciaka, Majeckiego i przeliczyć te nazwiska na miliony. Grube miliony.

Lech nie tylko nie szkoli bramkarzy. Nie potrafi ich też sprowadzać. Już wiemy, że Filip Bednarek ekstraklasy nie zawojuje, tak jak nie zawojował ligi holenderskiej, gdzie rzadko był pierwszym wyborem trenerów. Zwykle przypadała mu rola zmiennika. W piątek poznaliśmy tego powody. Dwukrotnie potrafił zatrzymać strzały Samuela Mraza, ale jego postawa przy rzutach rożnych daje mocno do myślenia.

Kolejorz w tym spotkaniu egzekwował je częściej. Nie stanowiły one dla obrony i bramkarza Hładuna żadnego zagrożenia. Moder ma nad czym pracować. Ramirezowi wychodzi to niewiele lepiej. Tymczasem Zagłębie w 5 minut rzutami rożnymi pozbawiło Lecha punktów. Właściwie sam się ich pozbawił. Bednarek opuścił truchtem miejsce, w którym stał, niespiesznie zrobił kółko po polu bramkowym, a gdy wracał, piłka już była w siatce. Kompromitacja na całego. Przy drugim rzucie rożnym zawaliła obrona, zwłaszcza Czerwiński, Satka zbyt późno przystąpił do interwencji. Bednarek, stojący tym razem na linii, ani drgnął.

To będzie krótki sezon, nawet jeśli uda się go rozegrać w całości, więc nie wolno tak naiwnie przegrywać. Punktów może zabraknąć. Dariusz Żuraw był pełen optymizmu. Cieszył się, że drużyna na treningach pokazuje wysoką jakość. W meczu też jej nie brakowało, mimo trochę słabszej postawy Modera i Jóźwiaka. Dobra, momentami bardzo dobra gra nic nie dała, bo wróciły stare demony. Chyba przygotowujący zespół trener znów coś przegapił. W relacjach z meczu najczęściej powtarzanym stwierdzeniem jest: „jak zwykle”.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych

Poznańska specjalność

Warta idzie śladami Lecha. Przez 90 minut dzielnie walczyła z Rakowem w Bełchatowie, drużyną bez porównania lepszą, by stracić gola w samej końcówce, po rzucie