Jak długo potrwa pucharowa przygoda?

Losowanie jednej ósmej finału Pucharu Polski odbędzie się 5 listopada (we wtorek), w samo południe. W tej edycji PZPN zrezygnował z ustalania drabinki pozwalającej przewidzieć ewentualnych rywali w kolejnych fazach. O wszystkim ma decydować ślepy los. Wiadomo tylko tyle, że gospodarzami będą zespoły notowane niżej.

Do jednej ósmej finału zakwalifikowała się spora grupa klubów  z niższych lig. Tychy, Górnik Łęczna, Błękitni Stargard, Miedź Legnica – to potencjalni rywale Lecha Poznań. Może być ich więcej. Wiadomo, że jeśli los skojarzy którąś z tych drużyn z Kolejorzem, to mecz trzeba będzie rozegrać na wyjeździe. Lech może też trafić na którąś z drużyn ekstraklasowych, a wtedy w roli gospodarza wystąpi ten, kto aktualnie jest niżej w tabeli.

W tym sezonie (podobnie zresztą, jak w poprzednim) Lech dołuje. Nie sprawia ostatnio kibicom radości, zamiast gonić czołówkę, na co można było mieć nadzieję, obsuwa się w tabeli. Ma to jednak dobre strony. Aktualnie plasuje się na miejscu dziewiątym i nic nie wskazuje, by do dnia losowania miało się to poprawić. Wprost przeciwnie. Trudno znaleźć racjonalne przesłanki pozwalające wierzyć, że uda mu się zdobyć jakieś punkty w Szczecinie. Pogoń u siebie rewelacyjnie nie gra, ale obecnie jest zespołem lepszym.

Jeśli Lech przegra w Szczecinie, może mieć to pozytywny wpływ na jego pucharowe losy. Zagłębie Lubin pojedzie do Kielc. Mało jest prawdopodobne, by tam poległo. Ma duże szanse wyprzedzić Lecha po najbliższej kolejce. Gdyby tak się stało, a los skojarzył obie drużyny, pucharowy mecz rozegrany by został w Poznaniu. W piątek przekonaliśmy się, jak wiele brakuje marnie ostatnio grającemu Lechowi do lubinian. Zawsze jest jednak nadzieja, że Kolejorz wzniesie się na wyżyny, dopisze mu szczęście, w pucharach zdarzają się niespodzianki. Przy Bułgarskiej ma większe nadzieje na sukces niż na wyjeździe.

Może też wylosować ŁKS lub Raków (który jest faworytem środowego meczu z Olimpią w Elblągu). W obu tych przypadkach trzeba byłoby grać na boisku przeciwnika. W razie wylosowania któregoś z pozostałych zespołów ekstraklasowych, mecz pucharowy odbędzie się w Poznaniu jeszcze w tym roku (3, 4 lub 5 grudnia). Ćwierćfinał zaplanowany został na marzec, półfinał na kwiecień, a finał jak zwykle na 2 maja.

Jeszcze nie tak dawno temu wszystkie te rozważania nie miałyby sensu. Na kogokolwiek Lech by nie trafił, wystąpiłby w roli faworyta. „Światłe” rządy klubowych sterników spowodowały niestety, że zespół stał się ligowym przeciętniakiem. Wygrać z nim może każdy, a nie ma z tym problemów żaden klub z czołówki, z trafnie dobranymi piłkarzami w składzie, prowadzony przez rozsądnego, znającego się na swoim rzemiośle, potrafiącego wykorzystać słabości przeciwnika trenera. Prędzej lub później młodzieżowy Lech trafi na rywala klasowego, który nie będzie miał problemów z wyeliminowaniem go z Pucharu Polski.

Co najgorsze, nic nie wskazuje, by poziom gry Lecha miał się poprawić. Im większa liczba na boisku graczy młodych, tym gorzej i mniej dojrzale wygląda gra. Inna sprawa, że zawodnicy starsi nie błyszczą. Niedawny reprezentant Makuszewski jest cieniem dawnego skrzydłowego. Sztab trenerski ma widać ważniejsze zadania niż troska, by odzyskał formę. Coraz słabiej spisuje się Amaral, na co wpływ ma brak rytmu meczowego. Całe szczęście, że swoje robi Gytkjaer i że odzyskuje formę Tiba. Zawodzą nowi gracze. Lepszych klub raczej nie sprowadzi, bo nie ma tu kogoś, kto by potrafił trafnie ich wytypować.

 

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny

Sensacja w derbach? Trudno się jej spodziewać

Tradycja tradycją, szacunek szacunkiem, wyjątkowość poznańskich derbów wyjątkowością, ale ktoś to spotkanie musi wygrać. Derbowa otoczka dodaje kolorytu, ludzie się cieszą z dwóch ekstraklasowych klubów