Emocje gwarantowane

Warto przychodzić na mecze Lecha. W każdym wiele się dzieje, każdy ma swoją dramaturgię. Nie ma nudy, nie trzeba się obawiać zamkniętej, defensywnej gry i „dowożenia” szczęśliwie uzyskanego prowadzenia do końca. W tym roku Lech u siebie, póki co, tylko wygrywa, ale nie przychodzi mu to bez walki, bez oddawania wielu strzałów i ciężkiej, czasami syzyfowej pracy w defensywie.

Podobnie było we wtorek. Wynik sugeruje, że było to lekkie, łatwe i przyjemne zwycięstwo, ale to nieprawda. Gdyby losy spotkania potoczyły się inaczej, zwłaszcza w pierwszej połowie, z trzech punków cieszyłby się Górnik, zresztą nie pierwszy raz w ostatnich sezonach. Lech, w charakterystyczny dla siebie sposób, robił wszystko, by dać przeciwnikowi szansę na uzyskanie dobrego wyniku. Bardzo szybko objął prowadzenie, ale potem wytrwale prosił się o guza.

Górnik to zespół przeciętny, bez gwiazd w składzie, ale dobrze zorganizowany. Mógł zaimponować sposobem, w jakim dążył do wyrównania, a potem wyjścia na prowadzenie. Cały zespół przesunął się na połowę Lecha, piłka szybko krążyła między rychliwymi, często zmieniającymi pozycję zawodnikami. Aż się prosiło, by skarcić tak odważnie grającego rywala kontrą. Lech takich prawie nie wyprowadzał. W dodatku popełniał szkolne błędy napędzające ataki Górnika – niecelnie podawał, gubił piłkę, podejmował nieodpowiedzialne decyzje.

Z zaciekawieniem przyglądaliśmy się grze Bohdana Butko. Wrócił do gry po kontuzji, nie jest zgrany z nowymi kolegami, ale w każdej jego akcji było widać, że futbolu nie uczył się Polsce. Jako jedyny w drużynie nie mylił się. Podawał celnie. Dobrze bronił. Widać, że grał w zespole, w którym niechlujstwo nie jest tolerowane. Podawał bezpiecznie, nie szarżował, co w pierwszym meczu jest zrozumiałe. Jak jednak wytłumaczyć innych graczy Kolejorza, którzy w ofensywie prawie nie zmieniali stron boiska, zwłaszcza w pierwszej połowie? Gdy atak zaczynał się na prawym skrzydle, piłka tej strony boiska już nie opuszczała. Na drugą trafiała dopiero w następnej akcji.

Gol wyrównujący padł po rzucie rożnym spowodowanym błędem. Jakub Kamiński robi w Lechu furorę, zostanie jednym z lepszych piłkarzy, jacy przewinęli się przez klub. W meczu z Górnikiem grał mimo tragedii rodzinnej – zmarła mu mama. Nikt o tym nie wiedział, więc chwilę jego dekoncentracji tłumaczono młodym wiekiem. Przebywając na własnej połowie nieopatrznie uruchomił atak Górnika. Piłka do bramki van der Harta nie wpadła, bo odbiła się od obrońcy. Wpadła pół minuty później, po serii błędów w polu karnym.

To była jedna z wielu okazji bramkowych Górnika. Lech grał wyjątkowo niefrasobliwie, jakby jedynym jego celem było nie zwycięstwo, ale stworzenie emocjonującego widowiska. Gdy mecz zaczął się od początku, trzeba się było liczyć z każdym wynikiem. Okazał się bardzo dobry dla Kolejorza dlatego, że ma w ofensywie lepszych piłkarzy, w dodatku specjalizujących się w zadawaniu decydujących ciosów w ostatnich minutach. Zawsze można liczyć na indywidualny zryw i celny strzał Jóźwiaka. Gytkjaer kiedyś musiał się przełamać. Jak zwykle zmarnował kilka „setek”, ale otwierających drogę do bramki podań Modera i Letniowskiego już nie.

 

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Minimalizm we krwi

Błyskotliwym awansem do fazy grupowej Ligi Europy Lech zrobił furorę. Teraz wszystko trwoni. Nie był do takiego sukcesu przygotowany. Chcąc czynić stałe postępy, zamienić się

Klęska w Lizbonie. Na własne życzenie

Lech pokazał się w Lizbonie jako drużyna niepoważna. Skutki wystawienia przeciwko klasowej drużynie składu rezerwowego były opłakane. Lech udawał, że gra o coś. Zadowalała go

Z czym zmęczony Lech wróci z Lizbony?

Fatalne zachowanie piłkarzy Lecha w Liege, gdy wypuścili z ręki pewne zwycięstwo nad osłabionym liczebnie Standardem, może pomóc w lidze. Nie ma już widoków na

Lech pozyskał szwedzkiego pomocnika

Od stycznia piłkarzem Lecha będzie 25-letni Jesper Karlstrom (na zdjęciu po prawej), defensywny pomocnik pozyskany z zespołu Djurgardens IF, mistrza Szwecji w sezonie 2019. Kontrakt,