Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Maciej Łosiak: Wielkopolskie rakiety na topie

włącz .

Skąd pomysł wydawania czasopisma poświęconego wielkopolskiemu tenisowi i squashowi?

– Kiełkował od dłuższego czasu. Z tenisem jestem związany dobre kilka lat, za sprawą dzieci, które coraz intensywniej tę dyscyplinę uprawiają. 12-letnia córka jest obiecującą, leworęczną zawodniczką, coraz lepiej sobie radzi.

Pierwsze sukcesy ma za sobą twój syn.

– Bartek gra od siedmiu lat. Sukcesy osiągał we wszystkich kategoriach wiekowych, w skrzatach, młodzikach i w kadetach. Teraz jest właśnie kadetem, gra i trenuje z chłopcami do lat 16. Był medalistą Mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach, w grze deblowej, w rozgrywkach drużynowych. Do kolekcji brakuje mu medalu w grze pojedynczej. Mam nadzieję, że się to spełni.

Nie myślisz o wysyłaniu go na międzynarodowe turnieje, gdzie mógłby zaistnieć, rozwinąć się?

– Jasne, że tak, choć wszystko jest związane z finansami. To nie jest tania zabawa. Nie jeździ się w zespole, bo to sport indywidualny, więc trzeba tak kombinować, by było jak najtaniej. Bartek uczestniczył już w turniejach zagranicznych. Czasami udaje się zorganizować wyjazd w składzie kilkuosobowym, dzięki przyjaciołom z Piekar Śląskim stało się to w ubiegłych latach kilkakrotnie. Był we Włoszech, Austrii, Niemczech, Holandii.

Jak wypadły konfrontacje z rówieśnikami?

– Było różnie. Najlepiej wyszedł mu międzynarodowy turniej w Opalenicy, gdzie doszedł do ćwierćfinału. W dużych turniejach zagranicznych największym sukcesem było przejście do drugiej rundy. W grze deblowej doszedł raz do finału, był i półfinał.

Ukazał się już drugi numer redagowanego przez ciebie dwumiesięcznika „Wielkopolski tenis i squash”. Gdzie to czasopismo można kupić?

– Do tej pory był rozprowadzany w centrach tenisowych, klubach. Pomysł wydawania pisma powstał w mojej głowie, ale na tym, by się ukazywało najbardziej zależało przedstawicielom największych klubów. Jest to przecież promocja tej dyscypliny sportowej. Takiego pisma jeszcze nie było. Wydawnictwo, które stworzyłem wspólnie ze Zbigniewem Cieślińskim jest pierwszym w historii regionu.

Kto najbardziej cię namawiał?

– Przede wszystkim Jacek Muzolf, prezes sekcji tenisowej poznańskiego AZS i wiceprezes Polskiego Związku Tenisowego. Także Henryk Gawlak, związany z Akademią Tenisową Angeliki Kerber w Puszczykowie.

Czy pismo jest do zdobycia poza klubami i centrami tenisowymi?

– Pod koniec marca będzie do kupienia w większych salonach prasowych oraz w wybranych, największych sklepach sieci „Piotr i Paweł”. Cena wynosi 9 zł. Może się wydawać, że to sporo, ale kto weźmie pismo do ręki i zobaczy, jak jest wydawane, jaka jest zawartość, ile liczy stron, ilu ciekawych rzeczy można się dowiedzieć – nie pożałuje tych kilku złotych.

W tytule jest też squash, dyscyplina uprawiana niemal wyłącznie rekreacyjnie, w niewielu klubach.

– Tu się nie zgodzę. Owszem, bardzo duża grupa ludzi uprawia squasha rekreacyjnie, podobnie jak inne dyscypliny sportowe, z piłką nożną włącznie. Jednak zawodowy squash rozwija się w regionie, a zwłaszcza w Poznaniu bardzo dynamicznie, głównie za sprawą Damiana Malińskiego, właściciela klubu „My squash” w Poznaniu, przedstawiciela Polskiej Federacji Squasha. W pierwszym numerze czasopisma jest z nim wywiad. Określiłem go jako cudotwórcę, co go rozśmieszyło, ale to jest prawda. Dosłownie z niczego stworzył doskonale funkcjonująca szkółkę squasha w Poznaniu. Wyszło z niej kilku bardzo dobrych zawodników. Prawdziwą perełką jest 15-letni Piotr Hemmerling, odnoszący bardzo duże sukcesy w Polsce, w wyższych kategoriach wiekowych, nawet w rywalizacji z seniorami. W Europie w swojej kategorii wiekowej jest trzecim zawodnikiem. To bardzo obiecujący gracz, przy tym skromny chłopak, z szansami na wielkie sukcesy.

Sam grywasz w tenisa?

– Tak, grywam. Trzeba było sprawdzić na własnej skórze, jak to jest na korcie, skoro moje dzieci uprawiają tak intensywnie tę dyscyplinę. Obejrzałem już nie setki, ale tysiące meczów. Od samego patrzenia nabywa się niemałej wiedzy, ale jest inaczej, gdy człowiek sam weźmie rakietę do ręki. Oczywiście jestem stuprocentowym amatorem, ale wiem, jak chwycić rakietę do forehandu, do backhandu, jak zaserwować. Mam więc pierwszy stopień wtajemniczenia (śmiech).

Sport jako dziedzina nie jest ci obcy. Właśnie nim się zajmowałeś stawiając pierwsze kroki w dziennikarstwie.

– Zaczynałem w „Dzienniku Poznańskim”, do pracy przyjmował mnie redaktor Marek Lubawiński, obecny szef działu sportowego w „Głosie Wielkopolskim”. Uczyłem się fachu dziennikarskiego pod okiem Marka i Wojciecha Michalskiego. Przez pewien czas pracowałem w dziale miejskim „Dziennika Poznańskiego”. Przeszedłem do „Expressu Poznańskiego” i ten okres wspominam najmilej. Do pracy w dziale sportowym przyjmował mnie Maciej Przybylak, obecny miejski radny. Pierwszą dyscypliną, którą się zajmowałem, był żużel. Trzeba było w niedziele siedzieć w redakcji prawie do północy. Internetu nie było, dając relację „bieg po biegu” z kilku meczów posługiwaliśmy się telefonem i faxem. Trudno było uniknąć drobnych pomyłek, czego skutkiem były poniedziałkowe telefony do redakcji. Po połączeniu „Expressu” z „Gazetą Poznańską” byłem szefem miejskiego dodatku. Po wchłonięciu „Poznańskiej” przez „Głos” pracuję jako wydawca w dziale miejskim.

Tenis jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin w Polsce, ale nie ma wielu poświęconych mu czasopism.

– Istnieje jedno ogólnopolskie, wydawane w Warszawie. Moje jest pierwszym w kraju regionalnym. Poświęcone jest tenisowi i squashowi, w przyszłości być może zajmiemy się badmintonem, bo i ta dyscyplina coraz bardziej się rozwija.

Interesują więc ciebie sporty „rakietowe”.

– Tak, choć nie przewidujemy pisania o ping-pongu. Zajmujemy się tym, co się dzieje na naszym podwórku, a dzieje się niemało. Wielkopolska to jeden z najmocniejszych w tej dziedzinie regionów. AZS jest najsilniejszym klubem, inne też nie są słabe. Mamy tu gwiazdę światowego formatu – Angelique Kerber, która bardzo często przyjeżdża do Puszczykowa. To piąta rakieta świata.

Reprezentuje Niemcy.

– To prawda, ma podwójne obywatelstwo, ale reprezentuje Niemcy. Pamiętajmy, że stąd wywodzą się trzecia i czwarta rakieta Polski – Katarzyna Piter i Magda Linette, zawodniczki Grunwaldu Poznań. Już w tym roku mogą pokazać, na co je stać. Liczę, że ten sezon będzie przełomowy dla ich sportowych losów.

Z panami jest trochę gorzej.

– To prawda, nie mamy tej klasy zawodników, przynajmniej na razie. Trenuje kilku obiecujących zawodników. Wielką niespodziankę sprawił Robert Godlewski, 30-letni zawodnik Grunwaldu, mistrz Polski seniorów w grze pojedynczej. Jest też grającym trenerem, zajmuje się grupą bardzo utalentowanych chłopaków. To 5-6 osób, które przy odrobinie szczęścia mogą się wybić.

Rozmawiał Józef Djaczenko