Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mistrzami świata Polacy nie będą

włącz .

Ledwo kilka przyzwoitych akcji pokazała polska reprezentacja w meczu towarzyskim przeciwko Chile rozegranym na stadionie Lecha. Polacy łatwo wyszli na dwubramkowe prowadzenie, ale jeszcze łatwiej je roztrwonili, za sprawą słabej gry obrońców. Bez Kamila Glika defensywa jest formacją słabiutką, łatwo ogrywaną przez rywali. Oby nieciekawa gra całej drużyny była wynikiem tylko zmęczenia treningami.

Bardziej mogła się podobać drużyna południowoamerykańska. Grała szybko i widowiskowo, z dużą liczbą podań. Świetne opanowanie piłki i szybkość nie dziwi u piłkarzy z tej części świata. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby rywal miał w składzie Alexisa Sancheza i Arturo Vidala. Polska natomiast pokazała się jako drużyna siermiężna, słabiej operująca piłką, grająca futbol toporny, powolny i majestatyczny, z nielicznymi zrywami.

A jednak to Polacy wyszli na prowadzenie, a potem je podwyższyli. Wystarczyło kilka szybkich akcji pod koniec pierwszej połowy, by zgubić defensywę rywala. Świetny sytuacyjny strzał z lewej nogi oddał Lewandowski zdobywając jeszcze jedną efektowną bramkę na swoim byłym stadionie. Po kilku minutach, po błędzie przeciwnika Polakom wyszła zabójcza kontra. Lewym skrzydłem popędził Grosicki, wyprowadził na dobrą pozycję Zielińskiego, który dopełnił formalności.

Chilijczycy zmniejszyli stratę jeszcze w pierwszej połowie, gdy Bednarek, a zwłaszcza Pazdan nie upilnowali napastników. Po przerwie defensorzy nie potrafili wyprowadzić piłki z pola karnego. Byle jak wybita trafiła do rywala, który oddał mocny, precyzyjny strzał pod poprzeczkę. Jedni i drudzy próbowali potem wyjść na prowadzenie. Polacy wreszcie zechcieli grać piłką, stosować podania nie tylko do tyłu, ale momentami dawali się zamykać we własnym polu karnym. Być może biało-czerwoni nie potrafili rozwinąć skrzydeł z powodu zmęczenia obozem w Arłamowie. Nie wiadomo jednak, jak tłumaczyć niecelne podania, proste straty piłki, nieumiejętność stosowania ataku pozycyjnego. Najczęściej mylił się Rybus, do przeciwników podawał Krychowiak.

Stadion Lecha pokazał się w innych, nietypowych dla siebie barwach. Także publiczność, która zjawiła się w liczbie ponad 41 tysięcy, była specyficzna, czasami milcząca, momentami niemrawo dopingująca, zabawiająca się w robienie fali, ciesząca się nawet z łatwych interwencji polskich bramkarzy. Brakowało tylko trąbek. Przed stadionem widziało się auta osobowe i autokary z rejestracjami z całej Polski. Nastrój był podnoiosły i patriotyczny, natomiast po meczu odczuwało się rozczarowanie i obawą o losy reprezentacji w Rosji. Poznańskim akcentem, oprócz gry byłych Lechitów, było wywieszenie w Kotle hasła "Klima trzymaj się". Przetrwało do drugiej połowy. Potem zostało zdjęte, być może wwyniku iinterwencji sużb lub notabli PZPN.