Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dziś prawdziwej Irlandii już nie ma

włącz .

Rozczarują się poznaniacy liczący na powtórkę z lata 2012 roku, gdy ich miasto było jednym z organizatorów piłkarskich Mistrzostw Europy. Na wtorkowy mecz swej narodowej drużyny przeciwko Polsce nie przyjadą tłumy pijanych, czyli – jak to określają media – wspaniale bawiących się Irlandczyków. Sprzedawcy piwa i innych trunków nie zanotują zwiększonych obrotów. Funkcjonariusze policji nie będą mieli okazji reagować serdecznym uśmiechem na zachowanie ubranych na zielono ludzi łamiących wszystkie możliwe przepisy.

Na mecze Euro 2012 przyjechało do Poznania, jak się szacuje, ok. 70 tysięcy kibiców z Irlandii. Budzili powszechną sympatię, poznaniacy witali ich entuzjastycznie i z wyrozumiałością spoglądali na ich zachowanie. Nikomu nie wadził widok pijanych i głośno śpiewających młodych ludzi. Niemal natychmiast po zakończeniu Mistrzostw Europy władze Poznania przystąpiły do organizowania „powtórki z rozrywki”. Marzył im się mecz ponownie przyciągający tysiące fanów z Zielonej Wyspy. Kiedy ich starania zakończyły się sukcesem i Poznań stał się gospodarzem meczu Polska - Irlandia okazało się, że zainteresowanie nim ze strony kibiców drużyny gości jest, delikatnie mówiąc, umiarkowane. Do piątku zakupili „aż” 180 biletów.

W Irlandii brakuje dobrych drużyn klubowych, więc tamtejsi kibice futbolu, mniej liczni od fanów rugby, kiedy nie wspierają Celticu Glasgow, jeżdżą na mecze swej drużyny narodowej. Dotyczy to jednak spotkań o punkty. Pojedynki towarzyskie cieszą się dużym zainteresowaniem tylko wtedy, gdy przeciwnikiem Irlandczyków jest albo drużyna z Wysp Brytyjskich, albo któraś ze światowych potęg. Polska piłka upadła w ostatnich latach tak nisko, że występ przeciwko naszej drużynie nie elektryzuje w Europie nikogo.

Co ciekawe, poznański mecz drużyny narodowej nie wzbudził też wielkiego zainteresowania wśród Polaków. O ile we Wrocławiu zabrakło biletów na mecz przeciwko Słowacji, to w Poznaniu kilka dni przed pojedynkiem z Irlandią w kasach pozostawało kilkanaście tysięcy biletów. Wszystko wskazuje, że przy tym tempie sprzedaży – 2-3 tysiące biletów na dobę – na Inea Stadionie pozostanie kilka tysięcy wolnych miejsc. Być może zainteresowanie gwałtownie wzrośnie w ostatniej chwili, ale jest to mało prawdopodobne.

Trzy czwarte widowni podczas wtorkowego meczu stanowić będą Wielkopolanie. Przyjadą też mieszkańcy Lubuskiego, Zachodniopomorskiego, Kujawsko-pomorskiego. Kilkaset osób reprezentować będzie „ścianę wschodnią”. Prawie zupełnie zabraknie widzów z Polski południowej, którym znacznie bliżej było do Wrocławia.

Józef Djaczenko