Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Groundhopper: Nadzieja w zmianie władzy

włącz .

Na sobotnie wybory nowych władz Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej z zaciekawieniem czeka całe środowisko. Urzędujący nieprzerwanie od 16 lat Stefan Antkowiak ma nadal spore poparcie, ale zwolenników zmian nie brakuje. Wśród nich nie brakuje tzw. groundhopperów.

Choć nie zajmują się piłką na co dzień, śmiało można zaryzykować tezę, że należą do grona najbardziej obeznanych w realiach funkcjonowania klubów i problemów, z jakimi mierzą się maluczcy pasjonaci kopiący piłkę w cieniu poważnego futbolu. Kim są stadionowi turyści, jak działają i dlaczego można wierzyć ich opiniom? Po wyjaśnienia zapraszamy do wywiadu z Łukaszem Duszczakiem, groundhopperem, założycielem serwisu o niezwykle wymownej nazwie Peryferia Futbolu.


Na początek wyjaśnijmy. czym jest groundhopping i skąd pomysł, by się tym zająć?

- Tłumacząc dosłownie z angielskiego to „skakanie po boiskach”, czyli zwiedzanie stadionów, od Ekstraklasy po B-klasę. Pomysł przyszedł zupełnie przypadkowo, podczas wyprawy rowerowej do Lubonia. Pojechałem na mecz Lubońskiego, spisałem 2-3 zdania i jakoś poszło. Zaangażowałem w to jednego kolegę, okazjonalnie dołączają do nas pojedyncze osoby.

Jedni jeżdżą na stadiony na całym świecie, Wy zdecydowaliście się jednak podejść do tematu w mikroujęciu. Dlaczego?

- Zadziałała specyfika niższych lig, charakterystyczny folklor, ale też bliskość i prawdziwość emocji. Im mocniej się w to angażuję, tym bardziej wolę pojechać np. na A-klasę niż iść na Lecha. Wszyscy doskonale sami widzimy, jak to niestety teraz wygląda na Bułgarskiej…

Planujecie swoje wyprawy czy jest to działanie spontaniczne?

- Organizacja musi być. Z wyprzedzeniem tygodniowym, a czasem i większym, przeglądam stronę WZPN i sprawdzam, co ciekawego będzie się działo w najbliższej okolicy oraz miejscach, w których jeszcze nie byliśmy. Później decyzję podejmujemy zależnie od tego, jak dysponujemy czasem. Mamy żony, rodziny, dzieci, więc nie jest łatwo. Jeśli znajdzie się więcej czasu, to jedziemy w nowy teren, kiedy zaś jesteśmy ograniczeni, to wybieramy coś blisko – Plewiska, Skórzewo, Swarzędz. Cokolwiek, by w każdy weekend zaliczyć co najmniej jeden mecz.

Powiedzmy zatem o konkretnych liczbach, ile obiektów odwiedzacie w trakcie sezonu?

- Czasami nasze wyprawy powtarzają się, bywamy po kilka razy w jednym miejscu, ale w trakcie roku zaliczamy około 30-40 stadionów.

Mając kontakt z tak dużą liczbą klubów musicie świetnie znać specyfikę ich funkcjonowania?

- Kiedy zaczynałem 2 lata temu, nie miałem bladego pojęcia o tym. Teraz siatka kontaktów jest bardzo szeroka, ludzie sami do mnie już piszą, co się u nich dzieje, co jest źle i czemu należy się przyjrzeć. Oczywiście wiele jest wiadomości w stylu „kiedy będziecie?” czy „czemu was nie ma?” i tak co tydzień – przyjedźcie, zróbcie, a najlepiej to bądźcie w czterech miejscach jednocześnie.

Ja tych ludzi rozumiem. Dla nich to, że zjawi się ktoś z kamerą czy aparatem, spisze relację i wrzuci do Internetu to jest coś „wow”, nigdy tego nie mieli. My się w tej niszy odnaleźliśmy, uczyniliśmy z tego hobby i podoba nam się. Pracą to raczej nigdy nie będzie, choć mamy jednego darczyńcę, który wspiera nas opłacając koszty eksploatacyjne, np. za paliwo. To bardzo miłe, nie spodziewałem się, że ktoś może za to płacić.

Na co najczęściej skarżą się kluby?

- Zdecydowanie na brak komunikacji, na to, że w WZPN nie da się nic załatwić. Jak ktoś ma „plecy” to zrobi to, ale jak ich nie ma, to jest bez szans. Oczywiście są też kwestie finansowe, liczba i wysokość wszelkich opłat sędziowskich, transferowych, etc. Rozumiem je w III, IV lidze czy nawet Okręgówce, ale jeżeli na poziomie B-klasy łączne wydatki za zarejestrowanie zawodnika są na poziomie 150 zł, to nie ma co się dziwić, że kluby upadają.

Zdarzyło Wam się na własnej skórze odczuć funkcjonowanie związku? Pojechaliście na mecz, którego nie było?

- Na szczęście jeszcze nie. Na aktualizację terminarza złego słowa powiedzieć nie można, ale ogólna komunikacja jest fatalna. Sam w różnych sprawach wysłałem z zapytaniami wielką liczbę maili i nigdy, ani razu, nie dostałem odpowiedzi. Dodzwonić się też nie jest łatwo. Kluby mają tak samo. Czasem chcą wyjaśnić błahą sprawę, np. dowiedzieć się, czy dany gracz może wystąpić, czy musi pauzować. Teoretycznie sprawa na jeden telefon, ale nie do załatwienia w WZPN bez wizyty osobistej. To się musi zmienić.

Twoim zdaniem da się to zrobić?

- Na pewno nie wszystko. Wiem, że nie da się zlikwidować opłat w ogóle, ale chociaż na poziomie B-klasy zniósłbym to całkowicie. Przydałoby się stworzyć odrębną komórkę oddelegowaną do pomocy w rozwiązywaniu problemów. Jeśli ktoś zakłada klub, gra dla zabawy, ale żyje tym. Jeśli dobrze idzie, to awansuje i musi ponosić coraz większe koszty nie tylko stricte finansowe, ale i czasowe. Na mecze przyjeżdżają obserwatorzy, boiska wizytują delegaci. Dochodzi do momentu, w którym więcej czasu trzeba poświęcić na wszystkie sprawy dookoła niż na samo granie i treningi, aż w pewnej chwili zacięcie się kończy. Mam wrażenie, że w innych województwach funkcjonuje to lepiej.

Wystarczy zmiana podejścia obecnej ekipy czy konieczna w Twoim mniemaniu jest nowa władza?

- Powinno dojść do zmiany osób, ale szansa na to jest pewnie niewielka. Czy obecni ludzie mogą coś zmienić? Obawiam się, że nie, choć chciałbym się bardzo mylić. Oni są tak „zabetonowani”, że nie wierzę w to. Bez postawienia na młodych nie będzie lepiej, choć chciałbym się miło rozczarować.

Jeśli zmiana by nastąpiła, czego byś oczekiwał?

- Nie da się naprawić wszystkiego błyskawicznie. Przecież sezon już się rozpoczął i pewnych regulaminów się nie zmieni. Jest jednak czas, co najmniej pół roku, by spotkać się z klubami, przedyskutować co i jak można zmienić, a przede wszystkim pomóc, bo tego potrzebują kluby. Paweł Wojtala pisał ostatnio o programie Klub, to jakaś akcja rządowa. Ja o niej nie wiedziałem, bo też i nie musiałem, ale kluby też nie miały pewnie bladego pojęcia, że mogą dostać jakiekolwiek pieniądze. To nie świadczy dobrze o związku.

Mówisz jednak o nikłych szansach, więc przewidujesz, że wybory wygra Stefan Antkowiak?

- Tak, ale może delegaci mnie zaskoczą.

(bale)