Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem… na rzut Anity

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Warto było wybrać się wczoraj do Berlina na 73. mityng lekkoatletyczny w cyklu ISTAF organizowany tradycyjnie na Stadionie Olimpijskim. Przed zawodami głównymi stadionem zawładnęły dzieci z berlińskich – i nie tylko – szkół podstawowych. Rozgrywane były biegi w nietypowej sztafecie 16 x 50 m. Przyjemnie było patrzeć jak te siedmio- ośmio- i dziesięciolatki biegną przy aplauzie publiczności. Z jakim zacięciem walczą, jak przekazują pałeczkę (czasami nieporadnie a czasami zdumiewająco sprawnie), jak cieszą się ze zwycięstwa.

Dla tych dzieciaków występ na tym stadionie, możliwość zobaczenia się na wielkim telebimie w czasie prezentacji to napęd do dalszego treningu, do coraz większych wyrzeczeń. Wczoraj poczuły magię sportu przez duże „S”. Te zawody pokazały prosty system motywacyjny dla trenujących dzieciaków, ale też dały odpowiedź na pytanie skąd się biorą późniejsi mistrzowie. Tydzień temu w Warszawie był Memoriał Kamili Skolimowskiej. Organizatorzy więcej uwagi poświęcili gwieździe zawodów, najszybszemu człowiekowi świata aniżeli Patronce zawodów. W Berlinie też były wielkie gwiazdy, ale było miejsce dla dzieciaków i dla sportowców na wózkach inwalidzkich. Niemcy pokazali, że ciesząc się dzisiejszymi sukcesami, pracują już nad przyszłymi. Co stanęło na przeszkodzie, żeby dzieciaki z warszawskich szkół pobiegały na Narodowym przed głównymi zawodami? Czy to taki wielki koszt dla organizatorów? Czy w ogóle ktoś o czymś takim pomyślał w PZLA czy Ministerstwie Sportu, którego szef jest przecież nauczycielem wf-u?
Dla nas Polaków zawody w Berlinie były szczególne ze względu na rekord świata Anity Włodarczyk. Biorąc pod uwagę regionalny charakter tego portalu byliśmy świadkami sukcesu naszej, wielkopolskiej dziewczyny. Bo to przecież w Rawiczu stawiała pierwsze kroki sportowe i to przecież jeszcze niedawno trenowała na nadwarciańskich łąkach w Poznaniu. Ten rekord wisiał w powietrzu już od ME w Zurychu. W Warszawie zabrakło centymetrów. W Berlinie poszło już dobrze. Co prawda przed zawodami red. Mariusz Wróblewski z Canal Plus „wypuszczał” Anitę na 80 m, ale do tej magicznej granicy jeszcze trochę zabrakło. Niesamowita była to seria: dwa rzuty powyżej 78 m i dwa powyżej 79 m. Rywalki zostały znokautowane. Dotychczasowa rekordzistka świata Betty Heidler przegrała o ponad 4 m.
Trzeba tu wspomnieć o wspaniałej berlińskiej publiczności. Witała Anitę – rywalkę ich pupilki Betty Heidler – gromką owacją. Dopingowała przed każdym rzutem. Wybuchła entuzjazmem po rekordowym rzucie, a w czasie rundy honorowej wokół stadionu nagrodziła nową rekordzistkę owacją na stojąco. W tunelu tuż przed dekoracją zwycięzców Anita powiedziała mi, że niezapomnianym dla niej wrażeniem z tego dnia pozostanie właśnie zachowanie tej wspaniałej publiczności. Tym samym Anita trafiła do galerii autorów rekordów świata ustanowionych na tych zawodach. Do wczoraj było tam 14 nazwisk. Od wczoraj doszło jeszcze jedno. Obok Stanisławy Walasiewicz (100 m w 1937 r.) i Krystyny Kasperczyk (400 m ppł  1978 r.) jest jeszcze Anita Włodarczyk.
Zwycięstwem zakończył swój start także nasz tyczkarz Paweł Wojciechowski. Zwyciężył najlepszym w tym sezonie rezultatem 5,80 i jak powiedział po zawodach „najważniejsze, że nic nie boli i wreszcie mogę skakać”. To zapowiedź, że może nam jeszcze dostarczyć wiele radości, a skoki powyżej 5,80 to już przepustka do strefy medalowej za dwa lata w Rio. Pawła na to stać.
Ciekawie zapowiadał się pojedynek naszych 800-metrowców Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota z aktualnym mistrzem świata Mohammedem Amanem. Konfrontacja wypadła dobrze pomimo przegranego bezpośredniego pojedynku. Kszczot uzyskał najlepszy wynik w tym sezonie i przegrał tylko o 1,44 sek ze zwycięzcą, wspomnianym już Amanem i drugim na mecie Algierczykiem Makhloufim, który z kolei z Amanem przegrał o 0,01 sek. Marcin Lewandowski był czwarty.
Kolejny raz nie wyszło Tomaszowi Majewskiemu w kuli i Piotrowi Małachowskiemu w dysku. Obaj dość znacznie przegrali ze swoimi pogromcami w ostatnich miesiącach. Majewski był tłem dla bezkonkurencyjnego Dawida Storla a Małachowski nie zagroził będącemu w doskonałej formie Hartingowi.
Obaj nasi zawodnicy byli jednak przyjmowani przez berlińską publiczność owacyjnie ze względu na swoje wcześniejsze dokonania.
Kolejny berliński mityng przeszedł już do historii. Następny za rok. Warto tam być.