Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gwiazdy za miedzą

włącz .

Można tak powiedzieć w kontekście dwóch mityngów lekkoatletycznych do których Poznaniakom wystarczy zaledwie dwie i pół godziny jazdy samochodem. Myślę tu o piątkowych zawodach w Łodzi z cyklu Pedro's Cup i mającym się odbyć w przyszłą sobotę zawodach ISTAF w Berlinie. Na starcie obydwu imprez nie zabraknie zawodników z najwyższej półki światowej lekkiej atletyki, medalistów olimpijskich i mistrzostw świata i Europy.

W Łodzi mogliśmy podziwiać w skoku wzwyż kobiet naszą halową mistrzynię świata Kamilę Lićwinko i utytułowaną Hiszpankę Ruth Betia. Najjaśniejszą gwiazdą był katarski skoczek wzwyż Mutaz Essa Barshim z najlepszym wynikiem życiowym 2,43 na otwartym stadionie i 2,41 w hali. To wyniki, które pozwalają w młodym skoczku prowadzonym przez polskiego trenera widzieć pewnego kandydata do złota w Rio. Wśród sprinterów uwagę zwracał Richard Kilty aktualny halowy mistrz świata i Europy na 60 m. Na sprinterskim dystansie przez płotki faworytką była dwukrotna mistrzyni Europy w hali i brązowa medalistka halowych mistrzostw globu - Białorusinka Alina Talay.

Jeśli do tego grona dodamy naszych medalowych tyczkarzy - Wojciechowskiego, Liska i Soberę, dorzucimy płotkarza Orlando Ortegę z Hiszpanii i kubańskiego sprintera Yuniera Pereza to mamy już niezłą plejadę gwiazd. A przecież w kole do pchnięcia kulą stanął też dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski. I to właśnie w tej dyscyplinie byliśmy świadkiem największej niespodzianki w postaci zwycięstwa „tego trzeciego”, czyli Michała Haratyka, który nie tylko uzyskał najlepszy w tym roku rezultat na świecie 21,35 m, ale poprawił swoją życiówkę o 71 cm. A przecież jeszcze ciągle junior Konrad Bukowiecki ustanowił kolejny juniorski rekord Europy rzucając 20,58 m. Gwiazdą zawodów była też nasza młodziutka sprinterka Ewa Swoboda, która ostatnio zadziwia świetną stabilizacją formy na poziomie własnego rekordu Polski z przed kilku dni z Luksemburga - 7,13 sek. a w Łodzi uzyskała 7,15 sek.

Nie do końca chcę się skupić na wynikach tych zawodów, chociaż niektóre były ciekawe a niektóre mogły rozczarować. Pamiętać jednak należy, że jest to początek sezonu. Dla niektórych zawodników były to pierwsze zawody po ciężkich treningach i forma dopiero zaczyna rosnąć. Mówił o tym na konferencji prasowej Mutaz Essa Barshim tłumacząc swój wynik 229 cm. Ważne było, że organizatorom po raz kolejny udało się zgromadzić topowych zawodników i zorganizować bardzo sprawnie ciekawą imprezę.

Szkoda tylko, że zabrakło zawodów dziecięcych poprzedzających główną imprezę. Tu wzorcem powinny być mityngi w Berlinie czy Ostrawie gdzie dzieciaki startują przy pełnych trybunach i to jest dla nich prawdziwa motywacja do uprawiania sportu. Wtedy poznają smak rywalizacji w obecności tysięcy ludzi. Wtedy też w ich duszach rodzi się pragnienie bycia tym jedynym, najlepszym. Tak powstają gwiazdy. Tej szkoły gwiazd u nas jeszcze nie ma. Jest jednak możliwość oglądania gwiazd na żywo, często z bardzo bliska. Można zobaczyć, że Ruth Beitia i Mutaz Essa Barshim to przesympatyczni, uśmiechnięci ludzie. Można zobaczyć gwiazdy, które mają czas dla dzieciaków proszących o autograf i potrafią długo stać i cierpliwie podpisywać podsuwane kartki i pozować do selfie. Z naszych regionaliów odnotować należy start poznańskiego sprintera Kamila Masztaka - niestety bez historii i obecność na trybunie złotego Szymona Ziółkowskiego. Za wiele to w lekkiej atletyce do chwalenia się jako region to niestety nie mamy. 

Zachęcam do wyjazdu do Berlina. Tam będzie jeszcze więcej gwiazd lekkiej atletyki. Bilety na stronie www.istaf.de

Ryszard Rostkowski