Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Paweł Leszek Klepka, prezes Poznań City Center AZS: Awans to jeszcze nie wszystko

włącz .

Dopiero w dziewiątym meczu koszykarki Poznań City Center AZS poniosły pierwszą porażkę. Kiedyś musiała się zdarzyć, ale dlaczego przegrały z jednym ze słabszych zespołów w lidze?

– Czy musiała się zdarzyć? Nie sądzę. W rozmowach w klubie i z kibicami twierdziliśmy, że kiedyś pierwsza porażka przyjdzie, ale ona nie musiała nastąpić w meczu przeciwko ŁKS-owi. To zresztą wcale nie jest słaby klub, bardzo mocno się zmobilizował na mecz przeciwko nam. Tam grają wytrawne zawodniczki, takie jak Kasia Kenig, mająca za sobą wiele lat gry w ekstraklasie. No i pokazała moim młodym dziewczynom, jak się gra w koszykówkę. Z drugiej strony nasz zespół popełnił kilka błędów. Wczoraj byłem na treningu zespołu, podczas którego trener analizował przyczyny porażki. Co ciekawe, opinia dziewczyn pokrywała się z opinią trenera.

Gdzie tkwił błąd?

– Chyba w tym, że dziewczyny za bardzo są eksploatowane w różnych rozgrywkach, grają też w zespołach uczelnianych, brakuje im czasu na regenerację sił.

Dlaczego tak się dzieje?

– Studiując na uniwersytecie mają obowiązek występowania w reprezentacji uniwersytetu. W ubiegłym tygodniu jedna z dziewczyn rozegrała aż pięć spotkań. Do tej pory moja drużyna potrafiła w czwartej kwarcie włączyć przysłowiowy piąty bieg i zabiegać przeciwniczki. Poprzedni mecz, z Decorexem Pabianice, stał na bardzo wysokim, ekstraklasowym poziomie, a czwarta kwarta była naszym wielkim popisem. Tydzień później zwyczajnie zabrakło sił na takie przyspieszenie. Pocieszam się tym, że sport uczy pokory. Dobrze, że ta porażka nastąpiła na tym etapie. Dziewczyny wiedzą, gdzie popełniły błędy, co im nie wyszło. Czasami ma się gorszy dzień, ale szkoda, że to się zdarzyło akurat teraz. Na dobrym poziomie zagrała tylko Żaneta Durak, zdobyła 20 punktów. Nie było tej następnej, która by ją wspomogła, pociągnęła grę drużyny.

Mimo tego niepowodzenia podtrzymujecie deklarację walki o ekstraklasę?

– Na naszych banerach znajduje się hasło „Razem do ekstraklasy”. Ambitny klub zawsze sobie stawia ambitne cele. Dążymy do tego nie tylko z szacunku dla wielkopolskich kibiców, którzy potrzebują dobrego zespołu w ekstraklasie. W naszym zespole jest duży potencjał. Młode dziewczyny, z sezonu na sezon grające lepiej, powinny wreszcie trafić na parkiety ekstraklasy. Taki jest nasz cel. Koszykówka to jest może i po części zabawa, ale na poziomie I ligi mamy już do czynienia i z zawodowstwem.

Kto będzie największym rywalem w walce o ekstraklasę?

– Nie śledzę jeszcze rozgrywek drugiej grupy I ligi. Awansują najlepsze cztery zespoły z dwóch grup, do ekstraklasy trafią dwa z nich. Jeśli chodzi o naszą grupę, najbardziej obawiam się Decorexu Pabianice. Pokonaliśmy wprawdzie ten zespół u siebie, ale znany jest on z ambicji i ma w składzie dwie doskonałe, wysokie zawodniczki. Omijają nas kontuzje, ale akurat trafiły się dwom wysokim zawodniczkom. Przed sezonem mieliśmy takie trzy, teraz pozostała jedna, Basia Skowronek. Pozostałe gotowe do gry będą w lutym. Oby jak najszybciej wróciły i do zdrowia, i do dobrej dyspozycji. Ambitnym zespołem jest też Ostrovia Ostrów Wielkopolski. Przekleństwem wszystkich klubów walczących o ekstraklasę jest wątpliwość, czy po ewentualnym awansie potrafią się utrzymać, grać na odpowiednim poziomie. Przykładem są moi przyjaciele z Konina, których ostrzegałem, że sukces może zamienić się w klęskę. Po awansie muszą przyjść mądre wzmocnienia, a mądrością jest rozwaga w wydawaniu pieniędzy na zawodniczki zagraniczne.

Sam awans byłby więc sztuką dla sztuki. Trzeba myśleć perspektywicznie.

– Przez dziewięć lat byłem przy AZS-ie w ekstraklasie i wiem, co w trawie piszczy. Wydawałoby się, że w rywalizacji sportowej najważniejsze jest zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca i zagranie w wyższej klasie. To jest trudne, ale równie trudne jest zdobycie finansów na ciąg dalszy.

Sukcesem było pozyskanie nowego sponsora, Poznań City Center.

– Było to możliwe dzięki ciężkiej, trzyletniej pracy. Już rok temu ten sponsor dawał nam pieniądze na grupy młodzieżowe. Mam nadzieję, że uda się nam przygotować do gry w kolejnym sezonie, choć każdy nowy sezon to niespodzianka. Nigdy do końca nie można być pewnym, co nas czeka. Już prowadzimy rozmowy z trzema potencjalnymi sponsorami, jeden z nich to duży podmiot. Nie wiem, czy zachęcimy go do współpracy z naszym klubem. Jeśli się uda, będę mógł powiedzieć, że łapię oddech. Gdyby ktoś chciał podpisać z klubem umowę na 3-5 lat, z odpowiednim finansowaniem, jestem gotowy odejść i zostawić tę działalność komuś, kto ją pociągnie.

Bez zawodniczek z zagranicy w ekstraklasie ni rusz.

– Konieczne jest silne zaplecze, pozwalające sprowadzić jedną lub dwie takie rutynowane zawodniczki. W ekstraklasie rosną też koszty organizacyjne. Trzeba dysponować innym obiektem, dużo droższym.

Arena?

– Ona się już do niczego nie nadaje. Chyba tylko do tego, żeby przejechały się po niej spychacze wzdłuż i w poprzek. Architekci niech sobie mówią, co chcą, niech zachwalają ten zabytek. Niech też go sobie utrzymują i robią tam różne harce. Do sportu Arena jest zbyt przestarzała.

Gdzie więc chcecie grać?

– Myślimy o hali B przy Chwiałkowskiego, gdzie gra MUKS, ale ona średnio się nadaje do sprzedaży sportu. Piękna i optymalna na nasze potrzeby hala znajduje się w Morasku, w tej sprawie dogadywaliśmy się z uniwersytetem. Mieści ponad 700 osób, trybuny znajdują się z dwóch stron, ma profesjonalne szatnie. Problemem jest jednak odległość, kłopoty z dojazdem w tę część miasta, właściwie odciętą od centrum. W soboty i niedziele, gdy gramy mecze, nie ma korków, ale i nie ma wystarczająco często kursujących autobusów, którymi można byłoby dojechać. Można też rozważać skorzystanie z hali sportowej AWF-u, ale to się wiąże z dodatkowymi wydatkami, bardzo zresztą poważnymi.

Jakimi sumami trzeba dysponować, żeby nie tylko być w ekstraklasie, ale i myśleć o sukcesach?

– W sobotę rozmawiałem z nowym ministrem sportu, Andrzejem Biernatem. Powiedziałem mu, że absolutne minimum to 750 tysięcy zł. Oczywiście znacznie większymi pieniędzmi dysponują kluby czołowe. Wisła i Polkowice mają budżety na poziomie kilku milionów zł. Kiedy zdobywaliśmy wicemistrzostwo Polski jako Stary Browar mieliśmy 1,4 miliona zł. To był jednak sezon wyjątkowy, zwykle mieliśmy mniej niż milion zł. Gdyby udało się zagrać pierwszy sezon w ekstraklasie na poziomie miliona zł, potrafimy stworzyć zespół jak na polskie warunki silny, może jeszcze nie walczący o medale, bo trudno rywalizować z klubami mającymi w składzie zawodniczki w WNBA, ale nie przynoszący Poznaniowi wstydu.

Rozmawiał Józef Djaczenko