Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Hokeistki i hokeiści rozczarowani występami w Antwerpii

włącz .

Brak awansu do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro był przyczyną przedwczesnego powrotu do kraju z Antwerpii kobiecej i męskiej reprezentacji Polski w hokeju na trawie. We wspomnianym belgijskim mieście od 20 czerwca odbywają się turnieje III Rundy Ligi Światowej. Panie zakończą rywalizację 4 bm., a panowie dzień później.

Turnieje w Antwerpii są zarazem najważniejszymi kwalifikacyjnymi imprezami olimpijskimi. Nasze reprezentacje zajęły przedostatnie, dziewiąte miejsca. Polki po zwycięstwie z Francuzkami 5:1, a Polacy po pokonaniu Chińczyków 4:2. W grupach nasze reprezentacje przegrały wszystkie mecze.

Dość blisko ćwierćfinałów

Podczas konferencji prasowej podsumowującej start biało-czerwonych ich trenerzy nie kryli rozczarowania. „ Liczyliśmy na więcej. Choćby na

zakwalifikowanie do grona zespołów, które potem walczyły o miejsca od piątego do ósmego. Brak doświadczenia międzynarodowego widać było jednak na każdym kroku. Zbyt dużo dziewczyny miały braków indywidualnych oraz w zachowaniach boiskowych. Najpierw bardzo surowej lekcji hokeja udzieliły nam zespoły z antypodów. Nowa Zelandia pokonała nas 12:0, a Australia 9:0. Porażki 1:3 z Indiami i 0:2 z Belgią wstydu nie przyniosły Dziewczyny głównie broniły się.  Gdy w czwartej kwarcie meczu z Indiami doprowadziły do stanu 1:2 zaświtała nadzieja na korzystniejszy wynik. Jednak gra przez 21 minut w osłabieniu w meczu, który trwa 60 minut dała znać o sobie na finiszu. Zabrakło sił i rywalki strzeliły trzeciego gola. Niezły był też mecz z Belgią. Długo Polki przegrywały 0:1. Miały szanse na wyrównanie. Do ćwierćfinałów było dość blisko. Boisko pokazało jednak, że rywalizacja z tak silnymi przeciwniczkami, to dla moich podopiecznych jeszcze za wysokie progi. Cóż z tego, że również w Antwerpii widać było, że zespół czyni systematyczne postępy i że coraz mniej brakuje mu do drużyn z bezpośredniego zaplecza czołówki. Niestety na razie to rywalki grają lepiej. Ale jedno porównanie jest znamienne. U nas zawodniczki, które są w reprezentacji dziesięć lat uczestniczyły w około pięćdziesięciu meczach, a przeciwniczki tyle samo w około pięciu-siedmiu latach.” – powiedział podsumowując występ w Antwerpii trener reprezentacji Polski kobiet, Krzysztof Rachwalski.

Francuski koszmar

- Czujemy się jeszcze bardziej rozczarowani niż dziewczyny. Do igrzysk w Rio praktycznie przygotowywaliśmy się kilka lat. Brak awansu nawet do ćwierćfinału turnieju to wynik poniżej oczekiwań. Co z tego, że potrafimy już rozgrywać bardzo fajne mecze z najlepszymi zespołami? W Antwerpii przykładem tego były spotkania z Pakistanem przegrane 1:2 czy z mistrzem świata Australią, której ulegliśmy 0:4. Zebraliśmy mnóstwo pochwał, ale punktów nie zdobyliśmy. W meczach z drużynami będącymi, jak się wydaje w naszym zasięgu, tracimy głowę, zawodzimy. Tak było w niezłym spotkaniu z Indiami przegranym 0:3. Prawdziwy horror przeżyliśmy w meczu z Francją. Po zdobyciu kontaktowej bramki na 1:2 i mając kilka sytuacji na wyrównanie ostatecznie przegraliśmy 1:4 tracąc dwa decydujące gole w ostatnich czterech minutach (Polacy osłabieni karami grali wówczas w dziewiątkę przeciwko jedenastu rywalom – przyp. AK). Zespół Francji  to w ostatnim czasie jakiś nasz koszmar. Były pochwały po spotkaniu. Klepanie po plecach. Oferty gry w dobrych zagranicznych klubów. I świetna dyspozycja naszego młodego bramkarza Macieja Pacanowskiego. W konfrontacji z Australią został zawodnikiem meczu. Awansu jednak nie mamy – stwierdził szkoleniowiec reprezentacji mężczyzn, Karol Śnieżek.

Z Antwerpii nasi panowie wrócili bez sukcesu i z dwoma… złamanymi nosami. Pod koniec pierwszego meczu z Pakistanem poszkodowany został umyślnie Bartosz Żywiczka. W kolejnym z Indiami grał w specjalnej masce. Nie czuł się w niej komfortowo. I w pozostałych, ryzykując występował bez maski. Z kolei Maciejowi Wejerowskiemu nos złamano na początku ostatniego spotkania z Chinami.

Już 18 lipca start II dywizji ME mężczyzn

Polacy nie mają prawie w ogóle czasu na  odpoczynek. 18 lipca w Pradze rozpoczną się mistrzostwa Europy II dywizji. W grupie A w pierwszej fazie zagrają: 19 lipca ze Szkocją, dzień później z Ukrainą oraz 22 bm. z Chorwacją. W równorzędnej grupie B znalazły się zespoły: Czech, Austrii, Szwajcarii i Azerbejdżanu. Celem sportowym jest dla Polaków powrót do I dywizji ME, a więc zajęcie w Pradze pierwszego lub drugiego miejsca.

12 bm. nasi hokeiści rozpoczną krótkie zgrupowanie w Siemianowicach. Tam rozegrają dwa kontrolne spotkania z silną Szkocją 14 i 15 lipca. Tak, z tą samą Szkocją, która – najprawdopodobniej – będzie głównym rywalem w walce o premie w stolicy Czech. Te spotkania zakontraktowano wcześniej przed ogłoszeniem składów grup i zdecydowano się je jednak rozegrać. Po meczach z wyspiarzami zostanie ogłoszony skład na Pragę. Do wyjazdu kandyduje 25 zawodników. Wśród nich Philipp Weide, zawodnik niemieckiego Schwarz Wiess Neuss, którego z powodu poważnej kontuzji zabrakło w Antwerpii.

Kobieca reprezentacja Polski w dniach od 22 do 31 sierpnia br. wystąpi, jako debiutant, w ME I dywizji w Londynie. Triumfator kontynentalnej rywalizacji wywalczy paszport do Rio, bez względu na wyniki w Lidze Światowej. Teoretycznie po złoto mogą walczyć Polki. Patrząc jednak realnie na ich możliwości celem głównym będzie utrzymanie w elicie.

Andrzej Kuczyński