Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Awans Lecha po męczarniach

włącz .

Nie spełnił się czarny scenariusz. Strata z meczu w Tallinnie została odrobiona. Jednak to, co Lech pokazał w drugiej połowie chwały mu nie przynosi. Ciężko przestraszeni tym, że przeciwnik podjął walkę piłkarze Kolejorza przestali grać tak, jak przystało klasowej drużynie. Dopiero w ostatnich sekundach meczu udało im się postawić kropkę nad, „i” wygrać 3:0. Co to będzie, gdy kolejny przeciwnik pokaże trochę więcej niż Nomme Kalju?

Zgodnie z przewidywaniami Lech zdominował rywala z Estonii od pierwszych minut. Na bramkę Talesa sunął atak za atakiem. Już w pierwszej minucie bramkarz gości musiał ratować sytuację po bardzo dobrym strzale Vojo Ubiparipa. Kalju rzadko przekraczało linię środkową, a jeżeli nawet któryś z graczy w białych strojach pojawił się blisko bramki Buricia, to zagrożenia z tego nie było żadnego. Dopiero pod koniec pierwszej połowy, gdy Lech już odrobił straty, Kalju egzekwowało rzut rożny po złym wybiciu piłki przez gracza Kolejorza.

Bramka dla Lecha długo nie chciała paść. Nie pomagały ani bardziej lub mniej celne wrzutki w pole karne, ani próby zespołowego rozegrania piłki. Akcje Lecha były zbyt wolne i niedokładne. Wydawało się, że czeka nas nerwowa druga połowa. Na szczęście po pół godzinie gry Tomasz Kędziora w charakterystyczny dla siebie sposób wyszedł do piłki po rzucie rożnym i celnie strzelił głową. – Cieszę się, że mu się to udało. Takie zagrania ćwiczyliśmy wczoraj na treningu – skomentował trener Mariusz Rumak.

To nie koniec emocji w pierwszej połowie. Kolejny strzał z dystansu oddał Vojo Ubiparip. Bramkarz nie utrzymał piłki, dopadł do niej Kasper Hamalainen i wywołał szał radości na trybunach. – Teraz tylko strzelić trzeciego gola i po zabawie – komentowali kibice. Mieli nadzieję, że w drugiej połowie Lechowi będzie się grało dużo lepiej. Nic z tego. Całkiem niespodziewanie role się odwróciły. Lech grał źle, nerwowo, niedokładnie, bojaźliwie, niepewnie. Goście przyspieszyli, grali piłką, wymieniali podania, starali się konstruować ataki. Udawało im się zamykać Lecha w jego polu karnym. Wyglądało to źle i niebezpiecznie. Trener Rumak miotał się przy linii bocznej jak tygrys w klatce, oburzał się każdym złym zagraniem swych piłkarzy.

To nie znaczy, że Kalju miało szanse bramkowe, a Lech tylko się bronił. Goście, mimo optycznej chwilami przewagi nie konstruowali groźnych akcji, nie oddawali strzałów. Jeżeli czegoś trzeba się było obawiać, to przypadkowej bramki, głupiego błędu obrońców, sprokurowania rzutu karnego. Lech natomiast miał kolejne sytuacje bramkowe. Brakowało przysłowiowych 5 centymetrów do zdobycia gola. Na boisko weszli Keita i Kownacki o mało nie przesądzając o wyniku. Piękny rajd skrzydłowego, idealne podanie do Dawida, który był o włos od gola. Bramkarz wybił piłkę na róg.

Bardzo słabo spisywali się zawodnicy, którzy zwykle są motorem akcji Lecha – skrzydłowi. Dobrze, że w odwodzie jest Keita, który okazał się lepszym i groźniejszym graczem niż Pawłowski, a zwłaszcza Lovrencsics, mimo iż pokazał się na boisku krótko przed końcem.

Ostatnie minuty o mało nie doprowadziły kibiców do palpitacji. Kalju atakowało z desperacją, wrzucało piłki w pole karne. Piłkarze Lecha wybijali na oślep, byle dalej. Słaba drużyna z Estonii doprowadzała Lecha do rozpaczy. Bojaźń, nerwowość nie pozwoliły na wyprowadzenie choćby jednej dobrej kontry. Z pomocą Lechowi przyszedł bramkarz Tales. Fatalnie wybił piłkę narażając się na błyskawiczny atak. Dawid Kownacki ograł go i z daleka lekko strzelił do pustej bramki.

Lech Poznań – Nomme Kalju 3:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Kędziora (33), 2:0 Hamalainen (43), 3:0 Kownacki (90)

Widzów: 20 263

Sędzia: Sebastian Coltescu (Rumunia)

Żółta kartka: Jevtić

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen (68. Dawid Kownacki), Szymon Pawłowski (74. Muhamed Keita) - Vojo Ubiparip (85. Łukasz Teodorczyk)

Kalju: Vitali Teles - Henrik Purg (46. Mihkel Ainsalu), Alo Barengrub, Jorge Rodrigues, Ken Kallaste - Hidetoshi Wakui, Reginald Alidor - Karl Mool, Robert Kirss (68. Juri Jevdokimov), Damiano Quintieri - Felipe Nunes (75. Jarmo Ahjupera).