Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pożegnali Bułgarską z przytupem

włącz .

Najpierw było trochę nostalgii i wspomnień, gdy klub oficjalnie pożegnał Manuela Arboledę i Dimę Injaca. Potem zaczęło się wybijanie Ruchowi z głowy marzeń o wicemistrzostwie Polski. Początkowo nie było łatwo, Ruch postawił trudne warunki, a niewiele mu brakowało do objęcia prowadzenia, gdy Babiarz strzelił pięknie, ale tylko w słupek. Kiedy w dwie minuty padły dwa gole dla Lecha, nie było wątpliwości, kto wygra.

Po długich ulewach można się było obawiać o stan boiska. Zostało na szczęście przygotowane doskonale, drenaż zdał egzamin, tylko pod bramką zebrał się nadmiar wody. Trzeba ją było usuwać. Po mokrej nawierzchni piłka krążyło szybko. Piłkarze Lecha w pierwszych minutach zdominowali Ruch, ale wykazywali brak opanowania i dokładności pod bramką, więc gole długo nie padały. Z każdą minutą gospodarze grali coraz gorzej, a goście nabierali pewności.

Bramki, jakie Lech zdobył w ciągu dwóch minut, przyszły w najlepszym momencie. Najpierw Szymon Pawłowski wykorzystał poślizg obrońców Ruchu i rykoszet strzelając łatwego gola, potem głową piłkę, po podaniu Henriqueza, pod poprzeczkę z bliska wpakował Kasper Hamalainen. Lechici tworzyli kolejne okazje bramkowe, ale nie udało się ich wykorzystać, więc było pewne, że Ruch ruszy po przerwie do przodu starając się uratować ten mecz. Niczego wskórać nie potrafił, za to zrobił Lechowi przestrzeń do wyprowadzania szybkich ataków.

Po jednej takiej akcji i efektownej wymianie piłek w polu karnym z udziałem odważnie grającego obrońcy Marcina Kamińskiego, swój bogaty dorobek bramkowy powiększył Łukasz Teodorczyk. Potem piękną akcją i znakomitym podaniem do Daylona Claasena popisał się jeden z najlepszych piłkarzy na boisku – Luis Henriquez. Padła filmowa, ale prawdopodobnie nieprawidlowo zdobyta bramka. Wtedy jeszcze mogliśmy mieć nadzieję, że nie ostatnia tego wieczoru. Lech grał jednak tak, jakby nie chciał nadmiernie krzywdzić gości. Jedynym ciekawym wydarzeniem było ostatnie w życiu wejście na boisko w koszulce Kolejorza Dimy Injaca. Mógł sobie sprawić piękny pożegnalny prezent strzelając gola głową. Chybił minimalnie.

Mecz gościnnie sędziowali panowie z Japonii. Wielokrotnie sygnalizowali pozycję spaloną Łukasza Teodorczyka, za każdym razem w niegroźnej sytuacji, gdy napastnik z opóźnieniem wracał w stronę środka boiska, a zaczynała się nowa akcja Lecha. W decydujących momentach spalonych pozycji zawodników Lecha nie dostrzegali. Hamalainen i Claasen zdobyli swe gole w okolicznościach kontrowersyjnych. Lechowi wiele razy w tym sezonie przeszkadzali sędziowie, ale na koniec karta się odwróciła. Punktów to nie zapewniło, bo Kolejorz i tak by wygrał to spotkanie pewnie, ale 4:0 wygląda lepiej niż 2:0.

Lech Poznań – Ruch Chorzów – 4:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Pawłowski (36), 2:0 Hamalainen (38), 3:0 Teodorczyk (68), 4:0 Claasen (78)

Widzów: 14.053

Sędzia: Minoru Tojo (Japonia)

Żółta kartka: Injac

Lech: Krzysztof Kotorowski – Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Luis Henriquez – Łukasz Trałka, Karol Linetty (75. Dimitrije Injac) – Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen (72. Daylon Claasen), Szymon Pawłowski (80. Dariusz Formella) – Łukasz Teodorczyk

Ruch: Krzysztof Kamiński – Maciej Sadlok (73. Jakub Smektała), Marcin Malinowski, Piotr Stawarczyk, Daniel Dziwniel – Bartłomiej Babiarz (88. Maciej Urbańczyk), Łukasz Surma – Marek Zieńczuk, Filip Starzyński, Kamil Włodyka (73. Roland Gigołajew) – Grzegorz Kuświk.