Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech walczył dzielnie, ale poległ

włącz .

Z porażką z drużyną Michała Probierza na jej boisku trzeba się było liczyć. Lech jednak tanio skóry nie sprzedał. Pierwsze 20 minut miał fatalne, niespodziewanie wyszedł na prowadzenie, potem miał kolejne okazje bramkowe. Nie zachował po przerwie koncentracji, stracił gola, a potem przegrał z VAR-em. Mimo ambitnego pościgu nie dogonił remisu.

Trener Dariusz Żuraw nie miał prawa zaskoczyć składem Michała Probierza. Nie tylko dlatego, że ten drugi zna ligę jak własną kieszeń. Nie było innej możliwości niż wysłanie na bisko najlepszych, najbardziej doświadczonych graczy, z debiutującym w nowych barwach Danim Ramirezem. Na ławce zasiadła młodzież. Zdolna, z przyszłością, ale jeszcze ustępująca umiejętnościami ogranym w ekstraklasie zawodnikom Cracovii.

Wielka bezradność – tym początkowo cechowała się gra Lecha. Przeprowadził kilka akcji, płynnych tylko w środku boiska, ale potem Cracovia przejęła inicjatywę i pokazywała, na czym polegają jej walory, dlaczego jest w czubie tabeli. Była dobrze zorganizowana, łatwo przejmowała piłkę, w czym pomagały jej błędy gości i błyskawicznie przenosiła się z nią pod bramkę Lecha. Tam siała zamieszanie, już w pierwszym kwadransie wielokrotnie zagroziła van der Hartowi.

Lech próbował od czasu do czasu wydostać się na połowę gospodarzy. Szybko musiał wracać, bo wystarczyło samo ustawienie piłkarzy Cracovii, by młodzi gracze Kolejorza zaczęli się gubić. Nagle, po 20 minutach gry zdarzyło się coś niesamowitego. Coś, co pokazuje, jak przewrotny jest futbol. Puchacz i Kamiński szybko rozegrali akcję. Ten drugi podał do Jóźwiaka, który wyszedł na wprost bramki i oddał mocny strzał po ziemi. I Cracovia straciła pierwszą bramkę u siebie od początku października! Kto by się tego w takim momencie spodziewał?

Jak było do przewidzenia, Lech poczuł się pewniej. Otrząsnął się z przewagi przeciwnika, częściej utrzymywać się prze piłce. Gra stała się wyrównana, choć Cracovia wciąż była bardzo groźna, wystarczyło jej kilka podań, by ogłaszać alarm pod poznańską bramką. A jednak to Lech stworzył pierwszorzędne okazje bramkowe. Satka po rzucie rożnym zmarnował „setkę”, a po kilku minutach Gytkjaer wyszedł sam na sam, by złym przyjęciem piłki zaprzepaścić wielką szansę.

Lech utrzymał prowadzenie do końca pierwszej połowy. Cóż z tego, skoro nie potrafił potem zachować pełnej koncentracji. Puchacz i Kamiński zachowali się niefrasobliwie w defensywie, po strzale Pestki i rykoszecie van der Hart dał się zaskoczyć i gra zaczęła się od początku. Szkoda tego prowdzenia. Gdyby po prawej stronie boiska grał ktoś bardziej doświadczony, prawdopodobnie przerwałby akcję Cracovii.

O dziwo Lech miał lekką przewagę, nie pozwolił się już zdominować. Niewiele brakowało, by znów nie wyszedł na prowadzenie. Mało widoczny w pierwszej połowie Ramirez wyprowadził Tibę na pozycję sam na sam, ten jednak przegrał pojedynek z bramkarzem. Portugalczyk był najgroźniejszym zawodnikiem w zespole gości, rozdzielał piłki, wychodził na dobre pozycje, dzięki niemu rosła przewaga gości. Tak było do 66 minuty, gdy sędzia, po długim obserwowaniu powtórek, dopatrzył się rzutu karnego po faulu Rogne. Decyzja była kontrowersyjna, ale słabe to pocieszenie dla Lecha, który przegrywał i musiał gonić wynik.

Przycisnął dążąc do wyrównania. Piłka krążyła po obwodzie, mnożyły się podania i strzały z daleka. Brakowało napastnika, Gytkjaer niewiele drużynie dawał, mimo iż starał się wychodzić do podań, oddawać strzały. Przydałaby się zmiana, ale na kogo? Drugiego wartościowego napastnika w Lechu nie ma. Na ławce siedział 17-letni Filip Szymczak. I niespodziewanie trener dał mu szansę zdejmując z boiska Muhara. Bezcenne minuty złapał, to była jedyna korzyść.

Lech tworzył kolejne okazje bramkowe, szedł odważnie do przodu, uzyskał miażdżącą przewagę. Brakuje mu siły ofensywnej. Obronił się przed groźnymi kontrami Cracovii, ale mimo wielkiej ambicji do wyrównania nie doprowadził, mimo iż miał kilka świetnych okazji.

Cracovia – Lech Poznań 2:1 (0:1)

Bramki: Ľubomír Šatka 47 (s), Sergiu Hanca 68 (k) - Kamil Jóźwiak 23

Żółta kartka: Peškovič.

Cracovia: Micha; Pesković, Cornel Rapa, Michał Helik, Davic Jablonsky, Kamil Pestka Ivan Fiolić (76 Milan Dimun), Janusz Gol, Sylwester Lusiusz, Pelle Van Amersfoort (86 Michal Siplak), Sergiu Hanca (84 Mateusz Wdowiak), Rafael Lopes.

Lech: Mickey van der Hart, Jakub Kamiński, Lubomir Satka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz, Tymoteusz Puchacz (71 Jakub Moder), Pedro Tiba, Karlo Muhar (82 Filip Szymczak), Dani Ramirez, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer.