Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech zmiażdżył osłabioną Wisłę

włącz .

Po pierwszej połowie meczu wydawało się, że zwycięstwo nad Wisłą przyjdzie Lechowi z trudem. Przyszło bardzo łatwo, mogło być nawet wyższe, bo krakowianie słabli z minuty na minutę, w dodatku odkrywali się próbując ambitnie atakować. Mógł być historyczny pogrom, ale i 4:0 jest nie do pogardzenia.

Nie dość, że Wisła przeżywa problemy organizacyjne i z trudnością skompletowała kadrę na sezon, to do Poznania przyjechała osłabiona, bez kilku kluczowych graczy. Na domiar złego kolejnego zawodnika straciła już w trakcie spotkania. Zaczęła jednak mecz z dużą odwagą i pewnością siebie, zdominowała niepewnego siebie, zagubionego, nieskoordynowanego Lecha.

Dariusz Żuraw jest zdeterminowany, by wystawiać młodzież i znów dał temu wyraz. Jak zmieścić Puchacza, Jóźwiaka i Kamińskiego na boisku? Rozwiązanie było proste. Miejsca na skrzydłach zajęte, więc Puchacz tym razem zagrał na lewej obronie, kosztem Kostewycza. Czy jest lepszy od Ukraińca? W pierwszej połowie robił wszystko, by temu zaprzeczyć. Grał fatalnie, ale nie tylko on. Cały Lech prezentował się słabiutko.

Kto znał sytuację jednej i drugiej drużyny, przecierał oczy ze zdumienia, bo Wisła Lecha tłamsiła. Atakowała z rozmachem, wygrywała indywidualne pojedynki, organizowała płynne ataki. Całe szczęście, że brakuje jej klasowych piłkarzy i nie potrafiła dochodzić do strzałów. Natomiast Lech, grając ze słabszym rywalem, dał się zamknąć na własnej połowie i wyprowadzał kontry, jakby to on był w gościach i bronił się przed atakami groźnego gospodarza.

Pod koniec pierwszej połowy Jóźwiak po jednym z szybkich ataków oddał mocny strzał trafiając w twarz Rafała Janickiego. Były obrońca Lecha, obecnie ostoja Wisły mocno to odczuł. Dotrwał do przerwy, ale na drugą połowę nie wyszedł. Zastąpił go jeden z juniorów. A Wisła już przegrywała, bowiem kilka minut przed gwizkiem na przerwę Jóźwiak w świetny sposób odebrał piłkę młodemu obrońcy, wychowanemu w Lechowej akademii Grabowskiemu, podał Jevticiowi, a ten wyprowadził Lecha na prowadzenie.

W drugiej połowie gospodarze podkręcili wreszcie tempo. Wisła wciąż chciała atakować, by doprowadzić do remisu, ale stopniowo słabła. Lech nie atakował frontalnie. Teren zdobywał po kilku szybkich podaniach. Tak było, gdy Jevtić wyprowadził młodego Kamińskiego na świetną pozycję. 17-latek powinien strzelać, ale obsłużył Modera, a ten uderzył w bramkarza i szansa przepadła, nadal trzeba było drżeć o zachowanie prowadzenia. Każdy atak Wisły mógł odwrócić losy rywalizacji.

Kolejna akcja Kamińskiego była lepsza. Uderzył dobrze i celnie, bramkarz z wielkim trudem odbił piłkę, lecz tuż przed linią bramkową znalazł się przy niej Gytkjaer i dopełnił formalności. Rok temu Lech też prowadził z Wisłą 2:0, jednak przegrał 2:5, ale to była inna Wisła, także Lech nie jest tą samą drużyną. I szybko się to potwierdziło. Jevticia zastąpił Amaral i zaliczył asystę. Podał na wolne pole do Jóźwiaka, ten się rozpędził w swoim stylu, znalazł się przed bramkarzem i pewnie strzelił obok niego. Nie było wątpliwości, jak się ten mecz skończy.

Wisła ambitnie walczyła o przynajmniej jedną bramkę, co napędzało kolejne szybkie kontry Lecha. Na boisko wszedł młodziutki Marchwiński i niemal natychmiast zdobył swoją kolejną bramkę ligową. Przejął złe podanie do obrońcy, zwiódł rywala i pewnie, z zimną krwią, niczym rutyniarz, trafił do bramki. Mogły paść kolejne bramki dające Lechowi rekordowe zwycięstwo nad Wisłą. Uchroniła się przed tym mimo wszystkich swych słabości, bo i Lechowi za bardzo nie zależało na podwyższaniu i tak wysokiego prowadzenia.

Lech Poznań – Wisła Kraków 4:0

Bramki: Darko Jevtić 40, Christian Gytkjaer 73, Kamil Jóźwiak 77, Filip Marchwiński 84.

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Lubomir Satka, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz, Kamil Jóźwiak, Karlo Muhar, Jakub Moder, Darko Jevtić (72 Joao Amaral), Jakub Kamiński (80 Filip Marchwiński), Christian Gytkjaer (84 Paweł Tomczyk).
Wisła: Michal Buchalik, Rafa l Boguski, Marcin Wasilewski, Rafał Janicki (46 Dawid Szot), Marcin Grabowski, Jean Carlos Silva, Vukan Savicević, Vullnet Basha (76 Chuca), Kamil Wojtkowski, Michal Mak, Przemyslaw Zdybowicz (65 Krzysztof Drzazga).
Żółte kartki: Gytkjær, Muhar, Puchacz - Savićević, Wojtkowski.
Widzów: 15 tys.