Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech znów zawiódł liczną publiczność

włącz .

Potwierdziło się, że Kolejorz radzi sobie tylko z zespołami słabszymi. Gdy do Poznania przyjadą te mądrze ustawione przez trenerów, potrafiące wykorzystać słabości młodych piłkarzy, wyniki są takie, jak w dwóch ostatnich spotkaniach. Wyrachowana, dobrze zgrana, przy aprobacie sędziego stosująca wiejskie zagrywki Cracovia wygrała na Bułgarskiej pierwszy raz od 2006 roku.

Tylko w pierwszych minutach Lech miał przewagę i dominował. Cracovia wycofała się na własną połowę i obserwowała, jak gospodarze podają na swojej połowie. Ewidentnie czyhała na kontrę i wykorzystywała każdą okazję do szybkiego wyjścia z piłką, a czyniła to sprawnie. Bramkarz „Pasów” już w pierwszych fragmentach grał na czas, trzymał piłkę w nieskończoność, a marny sędzia Frankowski pozwalał na to i na początku meczu, i w końcówce, gdy ważyły się losy spotkania.

Goście zagęścili środek boiska utrudniając Lechowi szybką grę, aktywność młodych skrzydłowych. Gospodarze byli bezradni, akcje budowali ślamazarnie. Mimo tego pojawiły się okazje bramkowe. Gytkjaer oddał silny i celny strzał, dobrze sparowany przez bramkarza. W pierwszej połowie Duńczyk miał okazję na jednego z łatwiejszych goli w karierze. Po podaniu Jóźwiaka znalazł się kilka metrów przed bramką. Wystarczyło trącić piłkę, pośliznął się jednak i ją haniebnie stracił – jak junior.

Gdyby strzelił gola, doprowadziłby do wyrównania, bo Cracovia już prowadziła, a bramkę zdobyła po rzucie rożnym wykonanym na tak zwany krótki słupek. Samotnie stojący Rapa podbił piłkę, a ta wpadła van der Hartowi za kołnierz. Holenderskiemu bramkarzowi zabrakło wzrostu, by nie pozwolić się przelobować. Trzeba podkreślić, że Cracovia była groźna nie tylko po własnych stałych fragmentach. Także po tych nieumiejętnie wykonywanych przez Lecha. Przejmowała piłkę i po kilku podaniach meldowała się w polu karnym Kolejorza.

Po zdobyciu prowadzenia Cracovia jeszcze bardziej zwalniała grę, w sposób wręcz prowincjonalny. Nie widząc reakcji sędziego pozwalała sobie na karykaturę futbolu. Ostro faulowała, oglądając jedną kartkę po drugiej, ale po każdym starciu piłkarze z Krakowa umierali z bólu, trzeba ich było reanimować, przy czym lekarz i masażyści wkraczali na boisko dostojnie, bez pośpiechu, spokojnie przystępowali do ratowania zdrowia „cierpiącemu”. Zawodnicy Lecha interweniowali, publiczność protestowała, ale na panu Frankowskim wrażenia to nie robiło.

Drugiego gola Cracovia zdobyła po ośmieszeniu defensywy Lecha i wypuszczeniu van Amersfoorta na pozycję sam na sam. Gdyby goście wykorzystali wszystkie swe okazje, głównie po kolejnych kontrach, wygraliby rekordowo wysoko. Pudłowali w najlepszych sytuacjach, nawet do pustej bramki, po ograniu słabo broniącego van der Harta. Trener Żuraw widział, że Lech nie radzi sobie z mądrze grającą Cracovią. Zdjął z boiska młodego Puchacza, ale tylko po to, by wpuścić jeszcze młodszego, bezproduktywnego i chaotycznego Klupsia – jakby rozliczano go nie z punktów, ale z minut rozegranych przez wychowanków.

Kolejne zmiany były na szczęście trafione. Amaral powąchał boisko po długim czasie spędzonym na obserwowaniu z ławki rezerwowych poczynań wychowanków i szybko pokazał, dlaczego trzeba było za niego zapłacić potężną jak na polską ligę kasę. Szybko mógł strzelić przepięknego gola, z dystansu i ostrego kąta. Pechowo trafił tylko w obramowanie bramki. Potem świetnie podał do kolejnego rezerwowego, Tomczyka i piłka zatrzepotała w siatce. Zrobiło się ciekawie. Wyrównanie wisiało na włosku, ale i Cracovia mogła strzelić kolejne gole.

Mimo licznych przerw na ratowanie leżących i udających nieżywych piłkarzy Cracovii, mimo przerwy na uzupełnianie płynów, a także na zbieranie z boiska elementów oprawy rzuconych z Kotła, pan Frankowski przedłużył mecz tylko o 5 minut. Przerwy w grze trwały co najmniej dwukrotnie dłużej. Zupełnie, jakby pilnował korzystnego dla gości wyniku. Inna sprawa, że Lech sam sobie nie pomagał. Mnożyły się błędy, niedoskonałości. To był słaby mecz Kolejorza. Najsłabszy w tym sezonie.

Lech Poznań – Cracovia 1:2

Bramki: Paweł Tomczyk 88 – Cornel Rapa 27, Pelle van Amersfoort 68

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Lubomir Šatka, Djordje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz, Tymoteusz Puchacz (63 Tymoteusz Klupś), Karlo Muhar (73 Joao Amaral), Pedro Tiba, Darko Jevtić (86 Paweł Tomczyk), Christian Gytkjaer.

Cracovia: Michak Pesković, Cornel Rapa, Ołeksyj Dytjatjew, Niko Datković, Diego Ferraresso (62 Kamil Pestka), Mateusz Wdowiak (79 Tomas Vestenicky), Pelle van Maersfoort, Sergiu Hanca, Rafael Lopes.

Żółte kartki: Diego Ferraresso, Rafael Lopes, Lusiusz, Hanca, Wdowiak. 
Widzów 25,7 tys.