Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Przerwa w wygrywaniu. Na jak długo?

włącz .

Wielki zawód kibicom, którzy w liczbie 32 tysięcy zjawili się przy Bułgarskiej, sprawił Lech. Dał się ograć rutynowanej drużynie Śląska, która znalazła sposób na radosny, optymistyczny, ofensywny styl gry, wykorzystała błędy rywala. Była szansa uratowania wyniku. Przeszkodził w tym fenomenalnie broniący były bramkarz Kolejorza.

Ledwo mecz się zaczął, a Lech mógł prowadzić. Stworzył zagrożenie, w dobrej sytuacji znalazł się Jóźwiak, został jednak zablokowany. Już po kilku minutach prowadzili goście. Dobrze wiedzieli, jak zachowuje się Lech. Zastosowali pressing, wykorzystali problemy z wyprowadzeniem piłki spod własnej bramki. Nie było wykopnięcia do przodu, było udawanie Barcelony. Śląsk przerwał tę zabawę, odebrał piłkę. Strzał w kierunku bramki zatrzymał Rogne, niestety z użyciem rąk. Sędzia Marciniak natychmiast podyktował rzut karny. Van der Hart był bez szans.

Lech nie załamał się, dążył do wyrównania. I dość szybko dopiął swego, po indywidualnej akcji Jevticia i jego precyzyjnym strzale po ziemi poza zasięgiem Putnocky’ego, byłego bramkarza Lecha. Publiczność oszalała ze szczęścia, bo wydawało się, że Lech właśnie się rozpędza. Przyszedł jednak zimny prysznic. Nie minęły dwie minuty, a Śląsk znów prowadził, po mocnym strzale Brozia. W tej sytuacji bramkarz Lecha niewiele mógł zrobić, ale wkrótce dał się pokonać po raz trzeci. Źle się ustawił, Broź nie miał kłopotów z przerzuceniem nad nim piłki głową. To nie był dobry mecz Holendra. Miał szczęście, że nie zawalił dalszych bramek.

Było więc bardzo źle. W Lechu nie funkcjonowało nic, a najgorzej spisywały się skrzydła, zwłaszcza w defensywie. Jóźwiak i Amaral nie wracali na czas do obrony, zawodzili też boczni obrońcy, a goście potrafili to wykorzystać. Czeski trener Lavicka dobrze ich ustawił. Grali mądrze, wykorzystywali każdą okazję do wyprowadzenia szybkiego ataku, nie zawodzili w obronie. Gdyby jednak Jóźwiak myślał na boisku, straciliby kontaktowego gola. Młody skrzydłowy miał kilku kolegów, do których mógł podać, a każdy był w świetnej sytuacji. Podpalił się i kopnął wysoko nad bramkę. Potem oddawał jeszcze gorsze strzały.

To nie była pierwsza okazja, którą Lech tego dnia zaprzepaścił. Znacznie lepszą tuż po przerwie zmarnował Gytkjaer. Będąc sam na sam z bramkarzem nie uderzył jak trzeba. Podał piłkę Putnocky’emu. Lech usilnie dążył do strzelenia bramki. Miał dobre sytuacje. Sam Gytkjaer mógł doprowadzić do wyrównania. Strzelali też Tiba, Jevtić, Amaral, Jóźwiak. Albo piłka odbijała się od obrońców, albo – gdy wydawało się, że wreszcie wpadnie do bramki – jakimś cudem zatrzymywał ją Putnocky.

Trener próbował ratować sytuację ofensywnymi zmianami. Nic one jednak nie dały. Średnia wieku piłkarzy Śląska jest dużo wyższa. Rutyniarze nie pozwalali Lechowi rozwinąć skrzydeł, a gdy nie mogli inaczej, ratowali się faulami. Mączyński za takie zagranie dopiero w doliczonym czasie zobaczył drugą żółtą kartkę. Lechowi w pierwszej połowie brakowało skrzydeł, pomysłu, spokoju. W drugiej przede wszystkim skuteczności. Czekają go teraz dwa wyjazdy. Tylko od niego zależy, czy na kolejny mecz, z Cracovią znów przyjdzie 30 tysięcy kibiców.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 1:3 (1;3)

Bramki: Jevtić 14 – Pich (karny) 6, Broź 16, 26.

Żółte kartki:Rogne, Jevtić, Pedro Tiba, Gumny - Golla, Mączyński. 

Czerwona kartka: Mączyński (za dwie żółte).

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Thomad Rogne (80 Paweł Tomczyk), Djordje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz (70 Maciej Makuszewski), Joao Amaral (55 Tymoteusz Puchacz, Pedro Tiba, Karlo Mukar, Dakro Jevtić, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer.

Śląsk: Matusz Putnocku, Łukasz Broź (84 Kamil Dankowski), Piotr Celeban, Wojciech Golla, Sino Stiglec, Lubambo Musonda, Krzysztof Mączyński, Jakub Łabojko, Robert Pich, Przemysław Płacheta (89 Adrian Łyszczarz), Erik Exposito (71 Mateusz Cholewiak).