Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nowy odcinek starego serialu

włącz .

Mecz w Gliwicach miał być dla Dariusza Żurawia pożegnalnym, a będzie tym, który rozpoczyna jego (być może) długą przygodę z pierwszą drużyną Lecha Poznań. Spotkanie to, jak zapewnia, jest dla niego ważne, ale dużo ważniejsze jest to, co nastąpi potem, gdy ruszy budowa nowego zespołu. Nie pierwsza w ostatnich latach.

Czy dla władz Lecha istniała alternatywa dla Dariusza Żurawia? Takiej nie było. Kiedy tylko okazało się, że daje on sobie radę z mocno osłabioną drużyną, że potrafi przekonać ją do gry stanowiącej przeciwieństwo antyfutbolu z okresu Adama Nawałki, to sprawa była jasna. Ten zarząd pomylił się tyle razy, podejmował decyzje chaotyczne i nieracjonalne, że woli unikać ryzyka kolejnej kompromitacji, następnego kryzysu. Wybrał rozwiązanie najbezpieczniejsze i najtańsze.

Nigdy się nie dowiemy, czy inna decyzja, czyli sprowadzenie z zagranicy kogoś renomowanego, doświadczonego, zaowocowałoby lepszymi wynikami. Lech ma szkoleniowca na dorobku, ale z dużym potencjałem. Jego zaletą, mającą w poznańskim środowisku duże znaczenie, jest umiejętność dogadywania się z ludźmi. Podobno Gytkjaer gotów był przedłużyć kontrakt o dwa lata, a nie o rok, ale odstraszyła go osoba Nawałki. Jeśli to tylko plotka, to i tak oddaje sytuację w klubie. Żuraw jest przez piłkarzy lubiany. Mają do niego zaufanie, bo traktuje ich partnersko. Był piłkarzem topowej ligi i wie, jakie to ma znaczenie.

Nie będzie miał łatwo. Lech to klub specyficzny. Ma wszystko, o czym marzą w innych: stabilny budżet, duże możliwości finansowe, zainteresowanie całego regionu. Niestety, ma też balast. Żuraw nie ma co liczyć na profesjonalne wsparcie. Czuje się jak członek załogi samolotu, którego pilotem jest kierowca ciągnika. W dodatku nieusuwalny. Gdyby ów kierowca powierzył stery fachowcowi, a sobie zostawił rolę szefa, to nie Piast walczyłby o tytuł.

Dariusz Żuraw ma nadzieję, że uda mu się przekonać kibiców do powrotu na stadion. Wie, jaka próba go czeka, ale wbrew pozorom wcale nie musi budować kompletnie nowej drużyny, wszak dołączy do niej tylko kilku nowy graczy. Większość wakatów wypełni znana mu młodzież. Nie od razu zacznie to dobrze funkcjonować. Trener wie, co go czeka, więc apeluje o cierpliwość. Chyba nie może na to liczyć. Ludzie mają dość chaosu i pustych deklaracji.

Gdyby w Poznaniu drużyna była budowana konsekwentnie, racjonalnie, z  wyobraźnią, Lech byłby teraz w innym miejscu. Nie trzeba byłoby zaczynać wszystkiego od początku. Niewiadomych jest tyle, że nawet najwięksi optymiści z dystansem obserwują rozwój wydarzeń. To już nie te emocje co przed laty. Ich roztrwonienie to zaprzepaszczenie największego potencjału tego klubu. Nie do odbudowania. Piłkarzy można kupić. Emocji nie.