Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Skandaliczna gra Lecha. Co Nawałka zrobił z tą drużyną?!

włącz .

Lech grał dobrze jesienią, gdy Adam Nawałka nie wprowadzał swej myśli taktycznej, nie zadbał o przygotowanie fizyczne. Podczas zgrupowania w Turcji wszystko się zmieniło. Nowy trener i armia jego współpracowników zdemolowali drużynę. Jest bezradna. Brakuje jej szybkości, jakiegokolwiek pomysłu na grę. W Gliwicach, gdzie Lech zwykle wygrywał, poniósł historyczną klęskę.

Trener Lecha znów namieszał w defensywie, co jej jakości nie podniosło, bo grają tam słabi zawodnicy. Znów wystawił najgorszych na boisku w poprzednim meczu Vujadinovicia i Janickiego. Rogne, najlepszy wydawałoby się obrońca, zasiadł na ławce. Nadal nie gra Gumny. Kostewycz wrócił na boisko, ale teraz nie jest lepszy od swych kolegów z formacji. Jedynym skrzydłowym był Klupś. Aktywny, ale nieskoordynowany.

Nudy. Tak można określić to, co działo się w pierwszej fazie meczu. Przez 20 minut obie drużyny grały tak samo: wymieniały podania w środkowej strefie, wracały na własną połowę, gdy przeciwnik dochodził do głosu. Piast był dokładniejszy. Rzadziej tracił piłkę, gdy Lechowi zdarzało się to w głupi sposób, wskutek wykopywania na aut, trafiana nie do kolegi, ale w nogi rywala.

Takie właśnie błędy spowodowały, że po 20 minutach Piast mógł prowadzić. Przejął piłkę, skierował ją na skrzydło, dośrodkował. Po strzale głową Buricia uratował słupek. Okazało się, że słaba gra Lecha w poprzednim meczu nie była dziełem przypadku. Nadal był spięty, osowiały, niekoordynowany, często spóźniony w starciach o piłkę. Nie stać go było na choćby jedną ciekawszą akcję. Próbował indywidualnych zrywów, kompletnie nieskutecznych.

Co innego czujący się coraz swobodniej Piast. W 31 minucie po szybkim ataku spróbował dośrodkowania po raz drugi, tym razem skutecznie. Vujadinović nie potrafił zablokować tego podania, Wasielewski nie utrudnił zadania Parzyszkowi, Janicki był nie wiadomo gdzie i po strzale głową napastnika Piasta piłka znalazła się w bramce. Gospodarze prowadzili całkiem zasłużenie. Lech jako drużyna nie istniał.

Strata gola nie wpłynęła pozytywnie na jego grę. Wprost przeciwnie. Piast nabrał pewności siebie, a Kolejorz nawet nie spróbował odmienić losów rywalizacji. Nadal nieudolnie i bezmyślnie wymieniał piłkę najczęściej ją wycofując, popełniając błędy, przegrywając pojedynki szybkościowe. Nie było ani jednej próby przyspieszenia gry. Atak pozycyjny polegał na bezpiecznym kierowaniu piłki do tego kolegi, który nie mógł jej stracić. To nie mogło zaskoczyć dobrze zorganizowanego przeciwnika.

Zapachniało kolejnym skandalem, o ile gra Lech nie zmieni się po przerwie o 180 stopni. Była niestety jeszcze gorsza niż w pierwszej połowie. Dawał się ogrywać coraz łatwiej. Ani myślał zaatakować. Dominacja Piasta była coraz większa. Wykorzystywał słabość rywala. Już po kilku minutach podwyższył prowadzenie. Ośmieszył defensywę Lecha przyglądającą się, jak przeciwnik z bliska kilkakrotnie próbuje wepchnąć piłkę do bramki. Wyglądało na to, że Kolejorz się poddał.

Kwadrans później znalazł się na kolanach tracąc trzeciego gola. Tuż przed polem karnym Janicki dał się ograć, jego spóźniony atak zakończył się faulem. Burić został pokonany strzałem z rzutu wolnego. Zapachniało totalną kompromitacją. Żal było patrzeć na bezradnego Nawałkę. Jest on doświadczonym trenerem, więc powinien wiedzieć, że budowę drużyny zaczyna się od obrony. W 70 minucie przyglądała się nieruchomo, jak Piast strzela czwartą bramkę. Tylko Trałka nieśmiało próbował interweniować.

Tuż przed końcem Lech mógł strzelić honorowego gola z rzutu karnego. Tiba nie dał rady, co pokazuje, jak słaby, jak bardzo rozbity jest teraz ten zespół. Przegrał, bo nie chciał wygrać. Nawet nie spróbował. Jest do rozgrywek nieprzygotowany fizycznie, mentalnie, nie stosuje żadnej taktyki. Wydaje się, że w obecnej formie, pod opieką licznych "specjalistów" z Adamem Nawałką na czele, nie stać go na nic więcej. Kolejny kryzys staje się faktem. Poprzednie można było zażegnywać zmianą trenera. Teraz to nie wchodzi w rachubę, więc klub znalazł się na zakręcie. Wątpliwe, by obecny sztab szkoleniowy potrafił wyprowadzić drużynę na prostą.

Piast Gliwice – Lech Poznań 4:0 (1:0)

Bramki: Piotr Parzyszek 31', Jorge Felix 52', Mikkel Kirkeskov 65', Joel Valencia 70'.

Żółta kartkia: Trałka.

Piast Gliwice: Fratisek Plach – Mikkel Kirkeskov, Aleksandar Sedlar, Jakub Czerwiński, Marcin Pietrowski – Tom Hateley, Patryk Dzieczek – Jorge Felix (85' Gerard Badia), Joel Valencia (82' Tomasz Jodłowiec), Martin Konczkowski – Piotr Parzyszek (73' Michal Papadopoulos).

Lech Poznań: Jasmin Burić - Marcin Wasielewski, Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś (59' Kamil Jóźwiak), Pedro Tiba, Łukasz Trałka, Joao Amaral - Darko Jevtić (59' Maciej Gajos) - Christian Gytkjaer (76' Timur Żamaletdinow).