Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech postawi się Wiśle? Stoi przed trudnym zadaniem

włącz .

Jeżeli drużyna Lecha w krakowskim meczu przeciwko Wiśle zaprezentuje taki sam poziom, jak w niedzielę w Sosnowcu, nie pomoże jej nawet wielkie szczęście, nadzwyczajna skuteczność i indywidualne umiejętności czołowych zawodników. Wisła to mocny rywal, który w dodatku będzie maksymalnie zmobilizowany, bo to może być jego ostatni występ, przynajmniej w obecnym składzie.

Osiem celnych strzałów, sześć zdobytych goli, żaden nie wpuszczony mimo momentami przygniatającej przewagi Zagłębia Sosnowiec – to bilans meczu Lecha w Sosnowcu. Kiedy już przestał się bronić i zagrał do przodu, udawało mu się dosłownie wszystko, a beniaminkowi nic. Podobny przebieg miało pierwsze spotkanie między tymi zespołami, latem przy Bułgarskiej. Lech wtedy wygrał 4:0, a goście spartaczyli kilka „setek”.

Po tamtym spotkaniu trzeba się było zmierzyć z Wisłą, nękaną problemami organizacyjnymi. Zaczęło się znakomicie, od dwóch goli przewagi. Była i świetna szansa na trzecią bramkę, nie wykorzystana przez Amarala. Do głosu doszła Wisła i zdemolowała Lecha, strzeliła mu pięć bramek, a mogła nawet więcej. To był początek dramatu Kolejorza prowadzonego przez Djurdjevicia. Nie wstał już na nogi, klub pozbył się człowieka, w którego wcześniej długo inwestował. Teraz trenerem jest Adam Nawałka, ale Lech nie gra nic ale to nic lepiej i ładniej. Wygrał za to dwa kolejne mecze.

Im bardziej Wisła chyli się ku upadkowi, tym lepiej, ambitniej i skuteczniej grają jej piłkarze. Ostatnio klub został sprzedany tajemniczym międzynarodowym inwestorom, ale wątpliwości nie brakuje i wiele osób powątpiewa, czy nowy właściciel wywiąże się z umowy i przekaże klubowi kilkanaście milionów zł na spłatę najbardziej palących długów. Ma na to tydzień od meczu z Lechem. W piątkowy wieczór na trybunach mają zasiąść osoby przejmujące Wisłę.

Krakowskich graczy motywować tym faktem nie trzeba, bo walczą jak za ojczyznę, mimo iż nie otrzymują pieniędzy od kilku miesięcy. Każdy z nich będzie chciał się pokazać nowemu właścicielowi, albo innemu potencjalnemu pracodawcy. Czołowych zawodników w tym spotkaniu zabraknie. Ondrasek, któremu zależało na efektownym pożegnaniu się z krakowską publicznością po zmianie ligi na amerykańską, wykluczony został z gry czerwoną kartką w poprzednim meczu. Kontuzjowany jest Imaz, o którym mówi się, że zainteresowany jest nim Lech.

Kolejorz też nie zagra w najmocniejszym składzie. Do Krakowa nie pojechali Jevtić, Jóźwiak, Gajos i Burić. Adam Nawałka nie będzie miał problemu z zastąpieniem ich. Zachęcony udanym debiutem 16-letniego Marchwińskiego, być może zechce pokazać jego rówieśnika, skrzydłowego Jakuba Kamińskiego. Ostatnio prawie nie zmienia podstawowej jedenastki. Co ciekawe, w dwóch spotkaniach defensywa zachowała czyste konto, mimo iż trener stawia na graczy, wydawałoby się, gorszych. Rogne i Goutas siedzą na ławce, a grają Vujadinović i popełniający błędy Janicki. Od postawy obrony zależy w tym meczu bardzo dużo.

Jeśli Lech ostatnio wygrywa, to dzięki przebłyskowi umiejętności najlepszych, czyli najdroższych piłkarzy. Rozstrzelał się Gytkjaer, pokonał wyjazdową niemoc. Występujący od pierwszej minuty Amaral nawet jeżeli długo nie bierze udziału w boiskowych wydarzeniach, to wystarczy mu techniczna wyższość nad przeciwnikami, by zaskoczyć bramkarza. Możemy liczyć tylko na takie indywidualne popisy, bo jakość gry całej drużyny, mającej poważne problemy z konstruowaniem akcji, woła o pomstę do nieba. Piłkarzom Wisły też indywidualnych umiejętności nie brakuje, a do tego grają zespołowo, szybko i z polotem, atakują płynnie. Lech faworytem nie będzie.