Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Taki mecz się zdarza raz

włącz .

To był jeden z najdziwniejszym meczów Kolejorza w całej jego historii. Zapowiadało się jeszcze jedno wielkie rozczarowanie, tymczasem mimo początkowo katastrofalnej postawy Lecha, przeciwnik został rozniesiony. Klub pokazał światu jeszcze jednego zdolnego wychowanka, który w debiucie zdobył gola. Za postawę w ten mroźny wieczór drużynę trzeba mocno chwalić, ale i równie mocno ganić.

Nigdy jeszcze Lech nie odniósł tak wysokiego wyjazdowego zwycięstwa. Zdarzało mu się wygrywać po 5:0, w 2015 roku Zabrzu pokonał Górnika wynikiem 6:1, teraz przy takiej samej liczbie goli strzelonych żadnego nie stracił. Własny rekord ustanowił Filip Marchwiński. Teraz on, a nie Dawid Kownacki jest najmłodszym Lechowym strzelcem gola w ekstraklasie. To osiągnięcie piłkarz, który 10 stycznia skończy 17 lat, zawdzięcza odwadze trenera.

Biorąc pod uwagę przebieg meczu w Sosnowcu i nie przystający do tego wynik można doszukiwać się geniuszu u Adama Nawałki. Kazał drużynie się bronić, wyprowadzać kontrataki i skutecznie punktować? Nic podobnego. Lech, zwłaszcza w początkowej fazie spotkania, nie stosował żadnej taktyki. Nie stosował niczego. Przyglądał się atakom przeciwnika, niemrawo próbował przejąć piłkę. Przez 20 minut nie udało mu się rozpocząć ataku, nie mówiąc o skończeniu go strzałem.

To było tak żałosne, że nikt nie mógł tego zaplanować, tak jak nie zaplanowałby desperackiej obrony przed nacierającym beniaminkiem, pełnych poświęcenia parad Buricia ratującego Lecha przed stratą nie jednego gola, ale kilku. Trener z pewnością nie nakazywał podopiecznym przegrywać pojedynki z przeciwnikami, biegać w zwolnionym tempie, niecelnie podawać. To nie był żaden autorski plan taktyczny, ale zwyczajna nieudolność. Gdyby gospodarzom udało się strzelić choćby jedną bramkę, a niewiele im do tego brakowało, mecz prawdopodobnie nie zakończyłby się zwycięstwem Lecha.

W futbolu trzeba mieć szczęście, a Kolejorz miał go więcej niż potrzebował do zwycięstwa. Gospodarze pudłowali, a on każdą groźniejszą akcję zamieniał na bramkę. Symbolem może być postawa Amarala, który przez trzy czwarte meczu nie pokazał ani jednej udanej akcji. Partolił wszystko, co mógł. Był ociężały i niewidoczny, jakby unikał gry. Kiedy jednak otrzymał najpierw jedno, potem drugie dobre podanie, w krótkim czasie zdobył dwa gole. Mógł być jeszcze jeden, zepsuł jednak bardzo dobrą okazję, gdy podaniem piętą popisał się Gytkjaer.

O ile osiągnięcia Amarala i kilku jego kolegów są w kontekście jakości ich gry niewytłumaczalne, to Marchwiński swój wspaniały debiut zawdzięcza trenerowi. Żaden z jego poprzedników nie poważyłby się na taki ruch. Nie wiadomo, czy rzeczywiście dostrzegł wielki potencjał w młodym piłkarzu, czy też chciał wysłać sygnał, że każdy junior ma u niego szanse na debiut. Nakazał zgłosić Filipa do rozgrywek, a potem odważnie posłał go do boju. Możemy się zastanawiać, czy decyzja byłaby podobna przy innym wyniku Być może młodzieniec pokazałby się na boisku na kilka minut i nie zostałby największym wygranym meczu w Sosnowcu.

Kibice Kolejorza zawsze sobie cenili występy w ich klubie piłkarzy stąd. Kiedyś grali tu niemal sami poznaniacy. Ostatnio cieszyliśmy się, gdy w zespole jest więcej Polaków niż obcokrajowców, a każdy Wielkopolanin był na wagę złota. Tymczasem w niedzielę na sosnowieckim boisku pokazało się trzech zawodników urodzonych w Poznaniu: Gumny, Klupś, Marchwiński. Wszyscy zdobyli gole, a każdy z nich ma potencjał na piłkarską gwiazdę. Klub bardzo się w ostatnich latach naraził kibicom, ich gniew jest słuszny. Natomiast szkolenie młodzieży to dla Lecha powód do dumy.

Józef Djaczenko