Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Będzie nowa trawa przy Bułgarskiej

włącz .

Zimą na stadionie Lecha zostanie wymieniona murawa. To już pewne. Czy zapanują mrozy, czy przedłuży się jesień, zabieg ten przeprowadzić trzeba, bo obecne boisko do gry się nie nadaje, jest też groźne dla zdrowia piłkarzy. Ostatnio mówi się, że warto iść w ślady Gdańska i zafundować sobie murawę hybrydową, dużo droższą, z elementami ze sztucznego tworzywa. Na to się nie zanosi.

Na Bułgarskiej ułożona zostanie zwykła trawa, bez dodatków. Nie wiadomo jeszcze, skąd do Poznania przyjedzie. Być może spoza Polski. Wymienione też zostanie podłoże na bardziej sprzyjające wegetacji trawy w warunkach anormalnych. Dotychczasowa trawa wytrzymała prawie trzy lata, a jej fragment, który w 2016 roku wymieniony nie został, nawet dłużej. Początkowo zabiegi takie, a każdy kosztował setki tysięcy złotych, trzeba było ponawiać znacznie częściej.

Wtedy jeszcze nie stosowano takich zabiegów, jak naświetlenia z użyciem specjalnych lamp udających słońce. Teraz też mogą być z tym problemy, z powodu zapowiadanych podwyżek cen energii elektrycznej. Utrzymywanie poznańskiej murawy może kosztować majątek. Lech też odczuje skutki stawiania przez Polskę na energetykę węglową. Klub od dawna płaci za błędy przy projektowaniu stadionu, których nie popełniły konkretne osoby, lecz są skutkiem niezwykłego splotu wydarzeń, potrzeb, wielokrotnie zmienianych decyzji.

Na poznańskim stadionie trawa nigdy bujnie nie wyrośnie, nawet się nie ukorzeni. Zawsze trzeba ją będzie sztucznie utrzymywać przy życiu i co jakiś czas wymieniać. Do wegetacji potrzebna jest wentylacja, a przede wszystkim dostęp słońca. Na to nie ma szans, zwłaszcza o tej porze roku. Naturalnie doświetlone są tylko fragmenty boiska, ale tylko wtedy, gdy słońce podnosi się wysoko, czyli późną wiosną i latem. Od strony południowej stadion przykryty jest wysokim i rozłożystym dachem. Niższy dach znajduje się od strony północnej, czyli tam, gdzie nie jest to potrzebne.

Kto to tak mądrze zaprojektował? Otóż nikt. To konsekwencja niezależnych od siebie zdarzeń. Kiedy Lech powrócił w 2002 roku do ekstraklasy wiele tęgich głów pracowało nad sposobem niesienia mu pomocy finansowej. Ponieważ frekwencja zawsze dopisywała, zapadła decyzja o powiększeniu widowni, czyli zbudowaniu od strony północnej czwartej trybuny. Jej dach miał wisieć na podporach, ale gdy już powstały dla nich fundamenty, projekt zmieniono i wspiera się on na konstrukcji obiektu. Pozostał w stanie niezmienionym. Przestarzałe ziemne trybuny miały zostać wymienione na żelbetowe, z dachem też na podporach. I w tym przypadku projekt w biegu zmieniono, zresztą nie ostatni raz.

Obiekt miał być dużo mniejszy, ale kiedy Poznań otrzymał prawo organizacji meczów Euro 2012, zapadła decyzja o powiększeniu widowni. Zadaszona „czwórka”, czyli pierwszy w Polsce kawałek nowoczesnego stadionu, była nietykalna. Pozostało podwyższyć wznoszone już inne trybuny. Według pierwotnego projektu dach miał być całkowicie zamykany, przy pomocy „klapek” (można je oglądać w jednym miejscu, w dwóch rzędach, nad Kotłem). Ruchoma część nie mogła być rozległa, więc stały, membranowy dach sięga prawie boiska. Z czasem od pomysłu zamykania dachu odstąpiono. Jednak konstrukcja rozłożystego, niemal całkowicie zasłaniającego słońce dachu pozostała na zawsze.

Zmian projektu w trakcie budowy dokonano dużo więcej. To dlatego sztukowany, niesymetryczny poznański obiekt zawsze będzie się różnił od takich, które powstały na bazie jednego, całościowego projektu.