Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Ivan Djurdjević poza Lechem

włącz .

Lech Poznań pokazuje Polsce brzydką twarz. Najbrzydszą zobaczył Ivan Djurdjević, dla którego to nie jest zwykły klub, lecz coś znacznie ważniejszego. Właśnie prysły jego marzenia o związaniu się z Kolejorzem na długo. Pozostało wielkie rozczarowanie i niesmak po czymś, czego nie mógł się spodziewać w najczarniejszych snach.

Długo trwało, zanim dał się namówić ś.p. Andrzejowi Czyżniewskiemu, który obserwował jego mecze w Portugalii, na przyjazd do Poznania. Jego piłkarska kariera powoli zbliżała się do końca. Wszystko wskazywało, że będzie grał już tylko na Półwyspie Iberyjskim, ewentualnie w rodzinnej Serbii. Przyjechał do Polski na próbę. Został – jak mu się wydawało – na całe życie. Zakochał się w poznańskim środowisku z wzajemnością. Pożegnanie Ivana z boiskiem, a w ostatnim swym występie zdobył gola, było wydarzeniem pamiętnym.

Władze klubu zaproponowały Ivanowi, który w Poznaniu założył rodzinę, pracę w charakterze trenera młodzieży. Miał się kształcić, praktykować, piąć coraz wyżej, aż do czasu, gdy będzie gotowy poprowadzić pierwszą drużynę. Jak się okazało, gdy propozycję taką otrzymał, gotowy nie był, ale nie to się wtedy liczyło. Wściekli kibice żądali ustąpienia władz klubu, a te ratowały się szanowanym przez wszystkich Ivanem.

Nowy trener otrzymał wsparcie fanów. Wydawało się, że potrafi wyciągnąć z niebytu drużynę, o której sam mówił, że jest w zgliszczach. Nie było co marzyć o zakwalifikowaniu się do fazy grupowej Ligi Europy, Lech był na to za słaby. W ekstraklasie jednak początkowo tylko wygrywał. Potem zaczął się kryzys, z którym Ivan już sobie nie poradził. Nie panował nad drużyną, mogło być tylko gorzej. Dostał wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym.

– Nie tak wyobrażałem sobie karierę w Lechu – skomentował. Nie powinno go to dziwić, bo widział, co się tu dzieje z trenerami, którzy sobie nie radzą z nieumiejętnie budowaną drużyną. Albo są od razu wyrzucani, albo przedłuża się z nimi umowę, by pożegnać ich po kilku tygodniach. Dla tego klubu był – jest! – postacią wyjątkową. Nie zasłużył, żeby tuszowano nim własne błędy, brak jakiegokolwiek planu, amatorszczyznę. Ostatnio zaproponowano mu pozostanie w Lechu, ale trudno się dziwić, że szuka możliwości sprawdzenia się w innym klubie. Wiosną będzie miał wszystkie międzynarodowe uprawnienia trenerskie.

Praca w Lechu była dla niego czymś szczególnym. Spalał się w niej, jak sam przyznawał, zatracał. Do kolejnej posady podejdzie z większym luzem, otrzyma też profesjonalne wsparcie, na jakie w Poznaniu liczyć nie mógł, więc prawdopodobnie pójdzie mu lepiej. Nie wykluczone, że kiedyś wróci do swego Kolejorza. Ma dopiero 41 lat. Kibicem jest się przez całe życie. Co innego prezesi. Nie zmieniają się tak często, jak trenerzy, ale ich funkcja nie jest dożywotnia.