Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech znów przegrywa. Trener zwolniony

włącz .

Osiem lat temu Lech odniósł jedno z największych swych zwycięstw – pokonał Manchester City. Dziś po dumnym, niezłomnym Kolejorzu pozostało wspomnienie, ale kibice mogą czuć wielką satysfakcję, bo budżet klubowy został zrównoważony i kontynuowane jest biznesowe zarządzanie. Co prawda znów w trakcie rozgrywek trzeba było wyrzucić trenera, ale spokojna praca na pewno przyniesie efekty. Mocni razem.

Lech gra coraz gorzej. Z meczu na mecz jest słabszy. Piłkarze są sfrustrowani, zdenerwowani, nie radzą sobie z presją. Trener od dawna sprawia wrażenie zagubionego. W takiej atmosferze przyszło się Lechowi zmierzyć z Lechią Gdańsk, która w Poznaniu nie wygrała od 52 lat. Teraz miał zadanie ułatwione. I skrzętnie skorzystała z tego, że przeciwnika właściwie nie miała.

Mecz był słaby od samego początku. Żadna z drużyn nie kwapiła się do ataku, choć Lechia czuła się pewniej. Miała atuty i potrafiła z nich skorzystać. Trener Lecha wrócił do ustawienia z czterema obrońcami, ale zaskoczył wystawiając na skrzydle Wasielewskiego, zostawiając na ławce piłkarzy sprowadzonych do klubu za duże pieniądze. Po grze „Wasyla” było widać, że nie jest zgrany z kolegami. Powiększał chaos w drużynie. Dużo biegał, walczył, szamotał się, ale nic dobrego dla zespołu z tego nie wychodziło.

Nic dziwnego, że Lech nie potrafił skonstruować najprostszego ataku. Podawał w poprzek boiska, albo wycofywał piłkę do Buricia, który kopał na oślep. Mnożyły się niecelne podania, proste straty. To była woda na młyn dla Lechii starającej się atakować po każdym przejęciu piłki, wykorzystywać swoje szybkie skrzydła i umiejętności Flavio Paixao. Po kolejnym nieudanym ataku Lecha i nieporozumieniu między zawodnikami, goście przejęli piłkę i podali na prawą stronę. Dośrodkowanie, strzał Paixao z pierwszej piłki i już w pierwszej połowie było po meczu. Wiadomo było, że rozdygotany Lech już się nie podniesie.

To nie znaczy, że piłkarzom Kolejorza nie zależało. Starali się, ale byli żałośnie słabi. Bezskutecznie gonili za szybszymi rywalami wpadając we frustrację, faulując w bezsilnej złości. Nie potrafią zastosować najprostszych schematów w ofensywie, a obrońcy ratują się wybijaniem piłki na oślep, choćby i w aut. Druga połowa była jeszcze bardziej żałosna niż pierwsza. Podczas konferencji prasowej trener Djurdjević nie bardzo wiedział, jakie są przyczyny degrengolady, ale jak zawsze zapowiedział ciężką pracę z zespołem. Godzinę później przestał być trenerem.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 1:0 (1:0)

Bramka: Flavio Paixao (’26).

Żółte kartki: Robert Gumny (‘59), Pedro Tiba (‘87) - Filip Mladenović (‘41), Jakub Arak (‘49)

Lech: Jasmin Burić – Robert Gumny, Dimitris Goutas, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz – Pedro Tiba, Maciej Gajos, Joao Amaral (‘90 Paweł Tomczyk) – Marcin Wasielewski (‘62 Dioni Villalba), Christian Gytkjaer, Kamil Jóźwiak (‘62 Darko Jevtić).

Lechia: Zlatan Alomerović – Joao Nunes, Michał Nalepa, Błażej Augustyn, Filip Mladenović – Konrad Michalak (‘69 Karol Fila), Jarosław Kubicki, Daniel Łukasik, Lukas Haraslin (‘87 Tomasz Makowski) – Flavio Paixao, Jakub Arak (‘60 Artur Sobiech).

Widzów 8 tysięcy.