Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Fatalna seria przerwana. Beniaminek pokonany

włącz .

Pierwszy raz od ponad miesiąca Lechowi udało się odnieść ligowe zwycięstwo. Pokonał beniaminka. Miedź Legnica nie potwierdziła dobrych opinii o swojej grze, ale i tak Kolejorz miał poważne problemy z dowiezieniem prowadzenia do końca. Niewiele brakowało, by jeszcze raz frajersko stracił punkty

W pierwszej połowie można było wreszcie oglądać Lecha grającego swobodnie, na luzie, jakby nie ciążyła na nim presja związana z fatalną serią meczów bez zwycięstwa. Opanował środek boiska, nie pozwolił Miedzi na szybkie i płynne rozgrywanie piłki, co jest jej mocną stroną. Największa w tym zasługa Cywki i Tiby.

Lech łatwo dochodził do dobrych sytuacji, zagrażał gościom, a gola zdobył już po 10 minutach. Makuszewski po rajdzie prawą stroną boiska podał na środek do Amarala, ten wypatrzył Gytkjaera, a Duńczyk zwiódł obrońcę i oddał mocny, celny strzał po ziemi. Piłka zatrzymała się dopiero w siatce. Miedź spróbowała zaatakować, by odrobić stratę. Nie oddawała jednak celnych strzałów. Udało się to dopiero pod koniec pierwszej połowy (Forsell), ale Putnocky był na posterunku.

Lech miał więcej okazji bramkowych. Amaral najpierw uderzył wysoko ponad bramkę, potem znacznie lepiej. Po szybkim zwodzie oddał techniczny, mocny strzał. Piłka odbiła się tylko od słupka. Kilka razy próbował Jóźwiak. Dzięki szybkości łatwo uwalniał się od obrońców, potem jednak gubił się i albo źle podawał, albo niecelnie strzelał. Im dłużej trwała pierwsza połowa, tym słabiej Lech grał, a na początku drugiej zgasł. To paradoks, że akurat wtedy podwyższył wynik. Wystarczyło, że na przebój prawą stroną boiska poszedł Gytkjar, ośmieszył obrońcę, wycofał piłkę na środek pola karnego, gdzie Amaral zrobił z nią, co trzeba.

Wydawało się, że Lech odniesie łatwe i pewne, a być może także wysokie zwycięstwo. Nic z tego. Miedź grała dużo lepiej niż przed przerwą. Gospodarzom nie udawało się przetrzymywanie piłki w środku boiska, starali się szybko iść z nią do przodu, co zawsze źle się kończyło. W dodatku Radut zastępujący kontuzjowanego Cywkę dawał drużynie dużo mniej. Trener Miedzi wprowadził na boisko dwóch napastników i jego drużynie to posłużyło. Jeden z nich, Szczepaniak zdobył gola kontaktowego i Lechowi strach zajrzał w oczy.

Ostatni kwadrans to dramatyczny popis nieudolności Kolejorza. Miedź atakowała non stop. Desperacka interwencja Wasielewskiego, o włos od faulu w polu karnym, odebrała jej dużą szanse na wyrównanie. Lech nawet nie próbował przejąć piłki, przytrzymać ją w środku boiska. Obrońcy wybijali się tak niecelnie, że natychmiast trafiała do przeciwników. Kiedy Lechicie udało się ją przejąć, następowała próba kontrataku, a wszystkie były fatalne. Kolejne błędy, niecelne podania napędzały ataki gości, którym jednak zabrakło czasu, by wyrównać.

Lech Poznań – Miedź Legnica 2:1 (1:0)

Bramki: Christian Gytkjaer (11’), Joao Amaral (51’) – Mateusz Szczepaniak (73’).

Żółta kartka: Wojciech Łobodziński (57’).

Lech Poznań: Matus Putnocky – Marcin Wasielewski, Rafał Janicki, Dimitris Goutas, Wołodymyr Kostewycz – Maciej Makuszewski (89’ Piotr Tomasik), Tomasz Cywka (22’ Mihai Radut), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak (83’ Maciej Gajos) – Joao Amaral, Christian Gytkjaer.

Miedź Legnica: Łukasz Sapela – Paweł Zieliński, Mateusz Żyro, Tomislav Bożić, Artur Pikk – Borja Fernandez, Adrian Purzycki, Marcos Garcia Barreno (19’ Juan Camara) – Wojciech Łobodziński, Henrik Ojamaa (69’ Mateusz Szczepaniak), Jani Petteri Forsell (75’ Mateusz Piątkowski).