Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech znów zwycięski. Gra coraz lepiej

włącz .

Na występ Kolejorza przeciwko Cracovii patrzyło się dużo lepiej niż na pierwsze spotkania nowego sezonu. Ekipa Ivana Djurdjevicia odniosła pewne zwycięstwo, wykorzystała słabość i brak szczęścia Cracovii, zanotowała najlepszy start sezonu od sześciu lat, czyli od czasu, gdy gole zdobywał Rudniew. Teraz ma Portugalczyków, ludzi z innego piłkarsko świata.

Początek meczu należał do płynniej grającej Cracovii, naszpikowanej piłkarzami o iberyjsko brzmiących nazwiskach. Goście łatwo opanowali środek boiska, przedostawali się na połowę Lecha. Nie tworzyli jednak dużego zagrożenia pod bramką Buricia, natomiast gospodarze byli dużo bardziej konkretni. Kiedy już przejmowali piłkę i wyprowadzali szybki atak, robiło się ciekawie. Trzykrotnie przed dużą szansą stanął Gytkjaer.

Gdyby na trybunach przebywali kibice, po ciekawych atakach podnosiłaby się wrzawa. Niewiele brakowało do gola. Wreszcie padł, po szybkiej, ciekawej akcji. Tiba świetnym, prostopadłym podaniem wyprowadził na dobrą pozycję Kostewycza. Ten dośrodkował, strzał lewą nogą oddał Gytkjaer, mistrz Polski z 2015 roku Gostomski uratował Cracovię, ale tylko na chwilę, bo do piłki dopadł Jevtić i pewnie, prawą nogą wpakował ją do bramki.

Niewiele brakowało, by Lech nie utrzymał do przerwy prowadzenia. Za dotknięcie piłki ręką przez Janickiego sędzia przyznał gościom rzut karny. Helik nie wykorzystał wielkiej szansy – przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Po przerwie Cracovia zagrała lepiej, agresywnej, zastosowała pressing. Obrońcy Lecha, prawie bezbłędni w pierwszej połowie, jak zwykle nie poradzili z tym sobie. Znów wycofywali piłkę bojaźliwie do Buricia, a ten, w swoim stylu, wykopywał byle dalej. Tylko raz, na wiele prób, udało mu się podać do kolegi, a nie do przeciwnika.

Im dłużej trwała druga połowa, tym większą przewagę uzyskiwali goście. Zamykali Lecha na jego połowie, a ostatnie 10 minut to już oblężenie bramki Buricia. Na jego szczęście „Pasy” nie oddawały groźnych strzałów. Lech miał problemy z wyprowadzaniem kontr, a jednak kilka razy mu się to udało. Przed wielką szansą stanął wprowadzony na boisko Amaral. Znalazł się sam na sam, ale „Gostek” z nim sobie poradził. Kolejne okazje bramkowe miał Gytkjaer. Lech Djurdjevicia gra na szczęście do końca. Stać go było na zadanie decydującego ciosu minuty prze ostatnim gwizdkiem, w czwartym kolejnym meczu.

Wystarczyło nacisnąć próbujących wyprowadzić piłkę przeciwników, przejąć ją, podać do Gytkjaera. Duńczyk próbował i próbował, głównie nogami, aż udało mu się oddać celny strzał głową. Było po meczu. Lech mógł zwolnić, spokojnie przetrwać ostatnie sekundy, pomyśleć o rewanżowym meczu pucharowym. Co ciekawe, drużyna prowadzona przez trenera Ivana doskonale radzi sobie w lidze po meczach pucharowych, a szkoleniowiec nie uskarża się na podróże, zmęczenie. Nie rotuje składem, zmiany są wyważone, zespół zachowuje świeżość, a przede wszystkim walczy do samego końca, jest niebezpieczny do ostatnich sekund. Amaral i Tiba okazali się graczami klasowymi. Wygrają Lechowi niejeden mecz. Wygląda na to, że idą coraz lepsze czasy dla Lecha.

Lech Poznań – Cracovia 2:0 (1:0)

Bramki: Darko Jevtić (20.), Christian Gytkjaer (87.)
Żółte kartki: Mihai Radut (84.) - Oleksii Dytiatiev (86.)

Lech Poznań: Jasmin Burić - Rafał Janicki, Thomas Rogne, Vernon De Marco - Maciej Makuszewski (90. Tymoteusz Klupś), Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Wołodymy Kostewycz - Pedro Tiba (61. Mihai Radut), Darko Jevtić (69. Joao Amaral), Christian Gytkjaer.

Cracovia Kraków: Maciej Gostomski - Kamil Pestka (70. Radosław Kanach), Oleksii Dytiatiev, Michał Helik, Diego Ferrareso - Jakub Serafin, Antonini Culina (46. Eladio Zorrilla Jimenez), Milan Dimun, Marcin Budziński (64. Sebastian Strózik), Javier Hernandez - Gerard Oliva.