Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Tak się marnuje szanse na mistrzostwo

włącz .

Lech nie dał rady Wiśle Płock. Rozegrał całkiem dobrą pierwszą połowę. Miał przewagę, miejscowy bramkarz dwukrotnie ratował swoją drużynę. To wtedy przepadły trzy punkty. W drugiej połowie Kolejorz zawiódł. Nie był zdecydowany, brakowało mu przyspieszenia i determinacji w dążeniu do zwycięstwa, nie potrafił się zmusić do większego wysiłku. W samej końcówce to Wisła była groźniejsza i mogła Lecha skarcić.

Mecz był żywy i wyrównany od pierwszych minut. Obie drużyny grały ofensywnie. Lech próbował szczęścia przerywając pressingiem akcje Wisły i stosując szybkie ataki. Brakowało niestety decyzji o strzale, zwykle oglądaliśmy o jedno podanie za dużo. Gospodarze natomiast stosowali szybkie akcje skrzydłami dośrodkowując w pole karne Putnocky’ego. Dość szybko żółtą kartkę złapał Majewski eliminując się z kolejnego spotkania. Od tej chwili powinien grać ostrożnie, co było trudne.

Po 20 minutach ujawniła się przewaga Lecha. Atakował energicznie i szybko, więc pod bramką Wisły robiło się groźnie. Ciągle jednak brakowało strzałów. Spośród wielu dośrodkowań żadne nie zostało wykorzystane. Aktywny był Jóźwiak starający się szybkimi rajdami rozmontować blok obronny płocczan. W 30 minucie popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem do Situma, ten jednak w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek z bramkarzem. Po chwili młody skrzydłowy celnie podał Gytkjaerowi. Dobre uderzenie głową znów obronił niemiecki brakarz Wisły. Zapowiadało się, że znów bohaterem przeciwnej ekipy zostanie bramkarz.

Pierwsza połowa napawała optymizmem, bo Lech był lepszy. Tworzył groźniejsze akcje, w przeciwieństwie do Wisły oddawał celne strzały, sprawniej operował piłką. Wydawało się, że na początku drugiej Kolejorz podkręci tempo, udokumentuje przewagę. Lepiej jednak zagrała Wisła, a Lech miał problemy z konstruowaniem akcji, z wymianą choćby kilku celnych podań. Prosiło się o zmiany, bo na ławce przebywało kilku dobrych w ofensywie piłkarzy. Tylko Jóźwiak nie zwalniał tempa. Po kwadransie przeprowadził jeszcze jeden rajd, przerwany faulem tuż przed polem karnym. Sędzia nie zareagował.

Lech miał poważne problemy z uzyskaniem przewagi, tworzeniem sytuacji bramkowych. Brakowało przyspieszenia w decydujących momentach. Trener wprowadził na boisko Makuszewskiego, Jevticia i Chobłenkę. Nie przyczyniło się to do wzmocnienia siły ataku. Nie dość, że nie było szturmu na bramkę Wisły, to jeszcze należało uważać na akcje Wisły. Nie były one przesadnie groźne i skoordynowane, ale przy braku szczęściu Lecha można było przegrać kolejny mecz, w którym ma się przewagę.

Im szybciej upływał czas, tym bardziej nerwowo grał Kolejorz. Niecelnie podawał, mylił się, brakowało mu zdecydowania i pewności siebie. Nie dość, że druga połowa była w jego wykonaniu gorsza od pierwszej, to w samej końcówce nie potrafił przyspieszyć. „Gramy do końca!” – krzyczeli kibice z Poznania. Niczego to niestety nie zmieniło. Na domiar złego tuż przed końcem Wisła, po kontrze, oddała jedyny celny strzał w meczu. Gdyby nie desperacka obrona Putnocky’ego wygrałaby z faworyzowanym, ale źle grającym Lechem.

Wisła Płock – Lech Poznań 0:0

Kartki: Furman, Stilić, Dźwigała - Majewski, Makuszewski

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Rafał Janicki, Wołodymyr Kostewycz - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski (77. Darko Jevtić) - Mario Situm (70. Maciej Makuszewski), Christian Gytkjaer (80. Ołeksyj Chobłenko), Kamil Jóźwiak.

Wisła Płock: Thomas Dähne - Cezary Stefańczyk, Adam Dźwigała, Alan Uryga, Arkadiusz Reca - Damian Szymański, Dominik Furman (90. Damian Rasak) - Konrad Michalak (80. Jakub Łukowski), Semir Stilić, Nico Varela - Kamil Biliński (66. Jose Kante).

Widzów: 10 tysięcy.